Home / Rozwój  / Psychologia  / Owsianka czyni cuda. Rozmowa z psychoterapeutką Aleksandrą Przychodzeń

Owsianka czyni cuda. Rozmowa z psychoterapeutką Aleksandrą Przychodzeń

Musimy pamiętać, że każdy człowiek jest inny, nie ma jednej recepty, nawet jeśli opis przypadku wydaje się bardzo podobny

Kobieta podczas sesji tearpeutycznej

Aleksandra Przychodzeń: W takich dniach, kiedy jest nam bardzo źle, nie chce nam się żyć, dobrze jest mieć choćby najmniejszy cel / fot. Fotolia

Z krakowską psychoterapeutką Aleksandrą Przychodzeń rozmawiamy o sensie, małych i wielkich krokach oraz o celach psychoterapii 

 

Rafał Górski: Załóżmy, że przychodzi do pani dwudziestotrzyletnia studentka, która akurat rozstaje się z chłopakiem. Chłopak, który był całym jej światem, zabrał już rzeczy z ich wspólnie wynajmowanego mieszkania i została sama. Rodzice są daleko, w innym mieście. Płacze, prawie nic nie je, jest w depresji, od kilku dni nie wychodzi z domu. Zawsze miała problemy z niską wagą, przez tydzień schudła jeszcze kilka kilogramów. Co pani robi w takiej sytuacji?

Aleksandra Przychodzeń: To jeszcze dopytam pana – czy ta młoda kobieta jest w trakcie terapii, czy też przychodzi do mnie po raz pierwszy? Bo to jest różnica.

Terapia trwa. Studentka chodzi do pani już jakiś czas i ostatnio skarżyła się na duże problemy w związku i wiedziała, że chłopak odejdzie. Teraz to się właśnie stało. Jest czwartek, późny wieczór, zbliża się zimowy, ponury weekend. Studentka przychodzi do pani i mówi, że nic nie może jeść, że przez ostatni tydzień bardzo schudła, chłopak zabrał rzeczy, a jej się nic nie chce, płacze. Co pani jej powie?

Przede wszystkim nie mogę się wypowiadać o terapii, którą prowadzi ktoś inny, bo na pewno jest tam więcej istotnych szczegółów. Mogę za to powiedzieć o bardzo podobnym z opisu przypadku, który też mi się zdarzył w terapii. Ale ogólnie mówiąc – najpierw do końca wysłucham, co ta młoda kobieta chce mi powiedzieć. I w jaki sposób będzie to mówiła.

Mówi: Nic nie jadłam od rana. Rano zjadłam pół kromki i myślałam, że zwymiotuję.

Najpierw powiem panu, czego nie zrobiłam w tym moim konkretnym przypadku, gdy dziewczyna powiedziała, że nic nie jadła i mimo to chce się jej wymiotować. Nie zapytałam: „a jak pani myśli, dlaczego pani się chce wymiotować?”. To, jak ona reaguje na rozstanie, nie jest czymś nienormalnym (trudno, żeby była w euforii) i większość ludzi tak będzie reagować. Ale patrzę głębiej. Jeśli widzę głodną osobę w stanie wyczerpania psychicznego, która już wcześniej zgłaszała problemy z niską wagą, i jednocześnie wiem (i to muszę ustalić wcześniej), że ta osoba nie choruje na anoreksję, to założę, że nie będzie mnie oszukiwała w temacie odżywiania. Więc zacznę od podstaw – zapytam ją, co ma dziś w domu do jedzenia.
Powiem, żeby, pomimo braku sił, jeszcze dziś kupiła płatki owsiane i np. żurawinę, a jutro na śniadanie zje ugotowaną owsiankę z owocami. Do następnego naszego spotkania, które mamy za tydzień (ale być może je przyśpieszymy) zalecę, aby jadła dwa-trzy ciepłe posiłki dziennie i prowadziła dziennik tego, co zjada – i przeczyta mi go na następnym spotkaniu. Ma to na celu dwie rzeczy – po pierwsze oczywiście, aby jadła i czuła się do tego zmotywowana, po drugie – aby częściowo chociaż odwrócić jej uwagę od rozpaczy z powodu rozstania, dać jej mały cel.

Dlaczego miałaby pani posłuchać, jeść trzy razy dziennie i pisać, co zjadła, skoro jest ogólnie w depresji?

Powiedział pan na początku: jest w depresji, przestała wychodzić z domu. Ale do mnie przyszła. Więc po coś przyszła. Jest nadzieja.

A dlaczego nie zapyta jej pani: „Jak pani myśli, dlaczego chce się pani wymiotować?”

Jak pan myśli, dlaczego jej o to nie zapytam?

Bo to byłoby chyba głupie, po prostu.

W takiej sytuacji, kiedy chłopak się wyprowadził, i skoro już wcześniej skarżyła się, że czuje niechęć do jedzenia, ma kłopot z niską wagą, trudno żeby miała apetyt. Pytanie jej w takiej sytuacji o to, czemu zjadła pół kromki i chce się jej wymiotować, nie jest sensowną interwencją terapeutyczną ani działaniem z empatią, a dodatkowo mogłoby ją wyprowadzić z równowagi, która i tak jest już bardzo rozchwiana. Na tym etapie o wiele lepiej zadbać o podstawy, aby mogła się skupić na czymś innym poza tym, że jest zrozpaczona i samotna. Jeśli będzie musiała zrobić proste zakupy i ugotować owsiankę, to jest to jakiś mały cel.

Aleksandra Przychodzeń: W takich dniach, kiedy jest nam bardzo źle, nie chce nam się żyć, dobrze jest mieć choćby najmniejszy cel.

Pani Aleksandro, podałem pani przykład z życia. Ta studentka, córka mojej koleżanki, od roku chodzi na terapię z powodu stanów depresyjnych. Terapeuta, który często zadawał jej pytania w stylu „a jak pani myśli, dlaczego…” w tych trudnych kryzysowych chwilach rzeczywiście, tak jak pani, zainteresował się tym, co ona konkretnie zje w najbliższych dniach. Wiem, że to zadziałało i jej pomogło.

Mojej pacjentce też takie podejście pomogło, dlatego o tym mówię. Ale musimy pamiętać, że każdy człowiek jest inny, nie ma jednej recepty, nawet jeśli opis przypadku wydaje się bardzo podobny. W tym konkretnym wypadku nie działałam na poziomie pt. „a jak pani myśli”. Ogólnie kierunek ten nie jest zły, ale nie sprawdza się w kryzysie.

Jest pani też terapeutką od interwencji kryzysowej.

Tak, kiedyś zajmowałam się tylko tym, przychodzili ludzie w kryzysie, spotykaliśmy się raz- dwa razy i szli dalej.

A tak ogólnie, to z czym przychodzą ludzie na terapię?

Z prozą życia, ze wszystkim – z kłopotami dnia codziennego, które ich przerastają, powodują lęki, stany depresyjne. Coraz więcej przychodzi młodych ludzi z tzw. fobią społeczną, która uniemożliwia im studia czy inne przebywanie wśród ludzi. Często są to studenci, którym terapię finansują rodzice. Ale także ludzie dorośli, około 40 roku życia, którzy zaczynają robić bilans życia i są niezadowoleni.

Jak długo trwa terapia?

Wszystko zależy od konkretnej osoby, okoliczności. Są terapie krótko i długoterminowe, to się ustala na konsultacji, która poprzedza terapię. Czasem jest to cykl kilkunastu sesji w trzy miesiące i to wystarcza.

Teraz terapia jest modna. Czy to dobrze, aby ktoś, komu nic szczególnie nie dolega, zgłaszał się na terapię dla samorozwoju?

To jest raczej słaba motywacja do terapii, ale dobra do podjęcia jakichś warsztatów samodoskonalenia. Do mnie ludzie zgłaszają się, gdy cierpią, gdy cierpienie jest już tak duże, że chcą z tym coś zrobić. Raczej nikt nie przychodzi tylko dla tzw. samorozwoju, aczkolwiek rzeczywiście może on być ubocznym efektem dobrze prowadzonej psychoterapii.

Na co zwracać uwagę przy wyborze terapeuty?

Warto pamiętać, że nie leczy rodzaj terapii, których są dziesiątki, tylko człowiek z doświadczeniem, dobrze wyszkolony. Zwrócić uwagę, jak się czujemy z terapeutą podczas konsultacji, czy mamy do czynienia z empatycznym, ciepłym człowiekiem? Ważne jest, aby podczas konsultacji terapeuta zadbał o to, aby określić cele i podać przybliżony czas terapii. Można zapytać go, czy przeszedł własną terapię. Ktoś, kto nie ma za sobą psychoterapii, nie będzie dobrym terapeutą. Nie powinien też wypowiadać się o skuteczności psychoterapii, bo nie wie, o czym mówi. Takie jest moje zdanie.

Pani przeszła?

Tak. Miałam szczęście spotkać dobrego, mądrego terapeutę i chcę to nieść dalej.

Rafał Górski

 

Aleksandra Przychodzeń

Aleksandra Przychodzeń / fot. Paweł Przychodzeń

Aleksandra Przychodzeń jest psychoterapeutką z wieloletnim doświadczeniem. Uważa, że w psychoterapii najważniejsze jest stworzenie dobrej relacji terapeutycznej, czyli tego szczególnego przymierza, które rodzi się między poszukującym pomocy człowiekiem w potrzebie a psychoterapeutą.
Przyjmuje w Krakowie, tel. 504 097 217 lub 511 189 517, www.aleksandraprzychodzen.pl, e-mail: a.przychodzen@multinatura.pl

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach