Wednesday, April 14, 2021
Home / Seks  / Miłość, seks i pieniądze czyli jak (prawie) dałam się oszustowi z Tindera

Miłość, seks i pieniądze czyli jak (prawie) dałam się oszustowi z Tindera

Na co liczymy, gdy zakładamy konto w aplikacji randkowej? Jak sobie radzić z tinderowymi oszustami?

oszust z tindera

Jak sobie radzić z tinderowymi oszustami? / fot. Canva

Niektóre kobiety szukają miłości. Czemu nie? Czasem objawiają się pary, które złączył bóg Tinder. Choć w praktyce przypomina to szukanie przysłowiowej igły w sianie.
Inne dziewczyny mają chęć na romans na jedną lub wiele nocy. Bądźmy realistkami, po to w końcu napisano te tysiące linijek algorytmów i setki tysięcy kobiet codziennie sprawdza ich działanie w praktyce.
Żadna użytkowniczka najbardziej rewolucyjnej apki dekady nie zakłada jednak, że finałem internetowej znajomości będzie załamanie nerwowe i czystka na koncie

 

Panowie na lewo

Używam Tindera od lat i mam same pozytywne doświadczenia, przeplatane co najwyżej ciekawymi lekcjami z zakresu psychologii i różnic kulturowych. Może mam szczęście, a może pomaga strategia, kim się zainteresować, czyli przeciągnąć profil w prawą stronę ekranu, lub kliknąć w serduszko, a kogo sobie darować, czyli przesunąć w lewo lub kliknąć krzyżyk i zakończyć temat, zanim na dobre się zaczął. Robię tak:

– nie ma sensownego zdjęcia?

<w lewo>

– zdjęcie nie budzi zaufania?

<w lewo>

– zdjęcie w porządku, ale w opisie lista życzeń, jaka mam być i co mam mieć, żeby być fajna?

<lewo>

– zdjęcie w porządku, opis zachęcający, ale odległość 1569 km?

<w lewo>

– nie mam cierpliwości do gadek bez możliwości spotkania.

Panów „żonę już mam” też zapraszam w lewo oraz – pardonnez moi – Polaków niemal w stu procentach także (ale to już temat na inny tekst).

Założę się, że wiele z was mogłoby ułożyć własny dekalog, albo całą Biblię tinderujących dziewczyn. Chcę się jednak podzielić czymś, co odkryłam – o dziwo – całkiem niedawno. Nie jako zjawisko, bo powszechnie słyszy się o biednych laskach, które dały się oszukać onlajnowemu naciągaczowi. Odkryłam nagle, że… sama mogę stać się jedną z tych biednych lasek.

 

Przeczytaj też: Byłam na Tinderze. Kogo tam spotkałam?

 

Nie gustuję w blondynach więc zwykle odlatują w lewo. Ale ten… piękne oczy, ciepłe, szczere spojrzenie, obłędny uśmiech. Żadne podejrzane zdjęcia jak z reklam, zero stylizacji, na jednym nawet spocony, jak po maratonie, na drugim w zwykłym dresie i fota z łapy, no dobrze, trzecie – przy samolocie w uniformie pilota (czerwona lampka błysnęła, ale przecież widuję tutaj profile znanych mi osobiście artystów czy pisarzy, czemu nie pilot?). Opis oszczędny, ale to mały minus, zawsze można zapytać. Zainteresowania: pływanie, wspinaczka, golf (sporty, czyli norma wśród chłopaków), moda (rzadkie ale się zdarza) i spacery (znów mikrolampeczka, mało znam spacerowiczów w realu, chyba że tych ze strajków). I tylko 4 km ode mnie. Duży plus (ale uwaga: płacący abonament użytkownicy Tindera mogą korzystać z opcji „Paszport”, czyli ustawić dowolną lokalizację na świecie z dowolnego miejsca, wtedy widzicie ich blisko, a w rzeczywistości mogą was dzielić tysiące kilometrów, warto od razu pytać)!
Pyk w prawo. I mam parę z Joshem!

Tinder vs. rzeczywistość

Josh komplementuje moje zdjęcia i uśmiech. W miły, niewymuszony sposób. Beszta mnie za sugestię, że ma dziewczynę w każdym porcie… lotniczym (racja, punkty karne za stereotypowe myślenie). Nie ma dziewczyny, ani żony, też jest po rozwodzie, czy zatem zostanę jego polską girlfriend (ang. dziewczyna)? Pyta czym się zajmuję. Niestety nie spotkamy się, bo za godzinę odlatuje do Nowego Jorku, ale wraca za dwa miesiące. Prosi o kontakt przez WhatsApp, też wolę, więc się przenosimy. Adios amigo, spotkamy się, albo i nie. Na wszelki wypadek nie objadam się w Boże Narodzenie, bo w dwa miesiące nie zrzucę serników i sałatki jarzynowej. On ma takie wysportowane ciało…

Po kilku dniach, już z Nowego Jorku, przystojniak pisze, że uwielbia Polskę, planuje się tu przenieść, bo chce zacząć nowy rozdział. Nie zna niczego poza Warszawą. Papiery zaczął już załatwiać, bo ma wizę dyplomatyczną (spora czerwona lampa, ale co tam, koleś póki co na innym kontynencie, przyleci to pogadamy). Regularnie zagaja. W noc pełni pyta, jak na mnie wpływa księżyc. Piszę o badaniach wpływu faz księżyca na zachowania na giełdzie. Chyba za mało romantyczne, bo nie odpowiada. Mało mówi o sobie, dużo pyta o moje życie i wtrąca my dear lub sweetie. Lampki tym razem nie ma, sama używam flirciarskich słów, jeśli jest chemia i widoki na spotkanie – taka konwencja. Ale gdy wyskakuje my angel (and. mój aniołek) to już przesada i otrzeźwiam go delikatnie. Dziwi się, że nie jestem romantyczna. Przyznaję, że bywam, ale rzadko, bo niełatwo się zakochuję. On okazuje się romantykiem, uwielbia maile i chce do mnie napisać (znów błysk czerwonego światełka, ale przecież on już odlicza dni do spotkania, więc spojrzę w końcu w te obłędne oczy). Dobra, niech pisze, nawet się zaciekawiłam, dziwne hobby w dobie komunikatorów.

Oszust z Tindera

Napisał. Pisownia oryginalna:

Kiedy po raz pierwszy ujrzałem twoje zdjęcia, zobaczyłem miłość. Moje serce przestało bić, ciemność ogarnęła mój świat. Nie widziałem niczego, oprócz ciebie. Powiedziałem sobie, że jesteś pragnieniem mojego serca. Ludzie mi mówili, że miłość odnajdzie mnie, gdy będę najmniej się tego spodziewał. Ty nagle wkroczyłaś w moje życie znikąd, lecz czuję, że już nigdy nie będę taki sam. Pragnienie mojego serca, nie czekaj, nie miej wątpliwości, nie unikaj mojej miłości. Czekam na odpowiedź. Twój Josh

Rozumiecie, że czerwone światło mnie dosłownie zalało? Wkurzyłam się i zrobiło mi się smutno. Choć włączyła się intuicja i racjonalizm, poczułam się zdezorientowana: na zdjęciach nijak nie widziałam oszusta, ale słowa śmierdziały podstępem na kilometr. Totalny dysonans poznawczy. Zwierzyłam się twardo stąpającej po ziemi koleżance. Usłyszałam, że przecież mężczyźni bywają emocjonalni, szukają czułości, może jestem zbyt zrażona do facetów? Część mnie chciała uwierzyć, bo napaliłam się na randkę z pięknym chłopakiem, ale część sceptyczna nie dawała za wygraną.
Po kilku dniach odpowiedziałam, że jeśli pisze poważnie, musi być szalony, a jeśli to żart, to musi być okrutnym człowiekiem. Przyznałam, że czuję się, jakby przeprowadzał jakiś eksperyment. Bardzo zasmuciłam tym Josha, liczył, że otworzymy się na siebie i lepiej poznamy przed spotkaniem. Przestał się odzywać. Ale ja nie przestałam rozkminiać i pewnego ranka obudziła mnie myśl: trzeba poszukać jego zdjęć w sieci! Co prawda on usunął parę z Tindera, ale czasem robię screeny na pamiątkę. Jemu akurat zrobiłam. Sprawdzam.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Patrick Biedenkapp | Captain (@pilotpatrick)

Bam! Poznajcie Patricka z Niemiec, najprzystojniejszego pilota świata, 800 000 obserwujących na Insta. Taką ulgę zmieszaną z rozczarowaniem poczułam ostatnio, gdy zakończyłam niedobry związek. Szybko przyszła też radość z własnego sprytu i wdzięczność, że sprawy nie zaszły dalej.

 

Zobacz: Fenomen Tindera: Wielka miłość czy łatwy seks? [opinie]

 

No właśnie, ale dokąd właściwie miały zajść? Przypomniały mi się historie biednych lasek, które uwierzyły, że korespondują z synem Clinta Eastwooda czy Willem Smithem i… przelały im po kilkaset tysięcy złotych. Albo pani, która podarowała internetowemu ukochanemu 400 000 zł na podatek od oczekiwanego spadku – ten akurat był Polakiem mieszkającym zagranicą. Chciałam dowiedzieć się, jak oni to robią i doprowadzić do namierzenia gnoja, ale uznałam, że szanse są marne i szkoda czasu. Chciałam się chociaż zemścić. Wróciłam na WhatsApp, przeprosiłam za podejrzenia, wyznałam, że nigdy jeszcze nie spotkałam nikogo takiego jak on… Złapał haczyk i wysłał kolejnego miłosnego maila. I wtedy dokończyłam myśl na czacie: „…jeszcze nigdy nie spotkałam takiego (tu dużo przekleństw)” i dołączyłam fotkę prawdziwego Patricka i drugą z maleńkim, skurczonym, zaczerwienionym peniskiem z prośbą: go fuck yourself (ang. spadaj ;)). Zdążył odczytać i usunął kontakt.
Otworzyły mi się oczy. Zaczęłam sprawdzać profile, które wydały mi się podejrzane. Szybko znalazłam ponad trzydzieści fałszywek! Po latach na Tinderze kompletnie nie miałam świadomości skali zagrożenia. Jestem właśnie w trakcie kilku eksperymentów, by lepiej poznać metody naciągaczy. Czuję wstyd, że okazałam się naiwniarą, ale opisuję to wszystko z poczuciem, że trzeba się wspierać, bo problem jest bardzo poważny.

oszust z tindera

Tinderowi oszuści kradną tożsamość instagramowym influencerom. Na zdjęciu Patrick / fot. zrzut ekranu z Tindera

Jak sobie radzić z tinderowymi oszustami?

Podzielę się kilkoma przemyśleniami:

Założenie, że tylko naiwne osoby padają ofiarą oszustów jest pułapką. Oszukiwanie w sieci w czasie pandemii stało się profesją. Oszuści są świetnymi manipulatorami, często niezłymi psychologami, mają doświadczenie, może nawet działają w grupach. Wiedzą, jak zdiagnozować czułe punkty, słabości. Nietrudno też domyślić się, że osoba tęskniąca za bliskością, która od dawna nie słyszała komplementów, marzy o związku. Będzie bardziej podatna na manipulację. Silne emocje, mogą zaburzać zdolność racjonalnej oceny faktów.

Sprawdzanie zdjęć może pomóc. Po zrobieniu zrzutu ekranu warto go przyciąć, aby nie było opisów. Wrzucacie w wyszukiwarkę Google przez opcję Image/Wyszukiwanie po obrazie, albo używacie aplikacji, na przykład Photo Sherlocka. Skuteczność to około 80 procent, choć czasem trzeba się napracować. Często wyskakują tylko produkty, okulary, t-shirty, garniaki, lecz wiele razy traficie na socjale influencerów, katalogi brandów, albo… portale gejowskie.

Gdy nie da się namierzyć foty, poproś o zdjęcie z trzymaną w dłoni kartką z napisanym twoim imieniem. Co prawda możliwy jest fotomontaż, ale raczej nie każdemu będzie się chciało bawić.

Rozwiedziony, wdowiec, obcokrajowiec? Włącz czujność. Nie ma oczywiście nic podejrzanego w byciu w którejkolwiek z wymienionych grup. To statystyki są nieubłagane: wielu oszustów udaje wdowców lub rozwodników, aby później użyć historii o zablokowanych spadkach lub chciwych żonach. Obcokrajowcy czują się bezpieczniej, działając w obcych państwach, bo trudniej ich namierzyć.

Zgłaszanie oszustów. Aplikacja udostępnia opcję „Zgłoś profil”, nawet jeśli nie mamy pary z daną osobą. Można wybrać kilka powodów zgłoszenia, m.in.: fałszywe zdjęcia, obraźliwe wiadomości, wyłudzanie pieniędzy. Robię to zawsze, lecz zdarza mi się natrafiać kilkukrotnie na zgłoszone profile, a na maile z prośbą o wyjaśnienia ekipa Tindera (w momencie publikacji tego tekstu) nie odpowiada.  

Mimo chęci zawsze coś stoi na drodze do spotkania? Przy trzeciej wymówce znikaj, nawet mimo samotności w pandemii. Chyba, że czatowanie latami z Argentyńczykiem cię kręci. Wtedy patrz ostatni punkt.

Większość mężczyzn interesuje seks. Czy w realu, czy online – to już temat na inny artykuł. Wniosek z doświadczeń moich i wielu użytkowniczek aplikacji randkowych, z którymi rozmawiam. Nie wierz łatwo w wyznania miłości, nawet jeśli już się spotkacie. A podobne do listu od mojego amanta niech będę od razu sygnałem do ucieczki. Tu już wszystko w waszych rękach, a raczej głowach.

Nigdy, przenigdy, pod żadnym pretekstem i za nic na świecie nie wysyłaj facetowi żadnych pieniędzy. Nic do dodania, wystarczy wykuć na pamięć i stosować. To prosta, żelazna zasada, którą jednak zmanipulowane kobiety czasem, na swoje nieszczęście, łamią.

Nie załamujcie się jednak! Apki randkowe to narzędzie ani lepsze, ani gorsze niż kolejka w warzywniaku, czy parkiet w pubie. Trzeźwo myśląca, świadoma zagrożeń babka sobie poradzi i w wirtualnym świecie. Oszust może trafić się nawet w długoletnim związku, a chłopak jak złoto, nawet na Tinderze.

Dagmara Zandman

zawodowo promuje książki w Wydawnictwie Agora (m. in. „Sztukę obsługi penisa", „Slow sex", „Sztukę kochania", „Sodomę"), publikowała w „Wysokich Obcasach" i „Mieście Kobiet”.

Oceń artykuł
2 komentarze
  • Avatar
    Barbie 26 lutego, 2021

    sami tworzymy ten wirtualny, równoległy świat….

  • Avatar
    Ann 15 marca, 2021

    Ciekawie było przeczytać o rzeczywistości Tindera. Nie znam tego portalu, bo jestem wierną żoną faceta poznanego na Sympatia.onet.pl 15 lat temu;-)
    Podpisuję się pod tezą, że oszuści są wszędzie i ogarnięta kobieta poradzi sobie z nimi, czy to offline, czy online. Nie ma więc co demonizować portali randkowych.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach