Sunday, August 14, 2022
Home / Felietony  / Osuchowski: Dlaczego nie chcę być kobietą…

Osuchowski: Dlaczego nie chcę być kobietą…

Bo nie znam kobiety, która traktowałaby Boże Narodzenie w sensowny sposób.

Przemysław Osuchowski: dlaczego nie chcę być kobietą...

Przemysław Osuchowski: dlaczego nie chcę być kobietą.../ rys. Andrzej Politowicz

Bo nie znam kobiety, która traktowałaby Boże Narodzenie w sensowny sposób.

Przemysław Osuchowski: dlaczego nie chcę być kobietą...

Przemysław Osuchowski: dlaczego nie chcę być kobietą…/ rys. Andrzej Politowicz

A święta idą! Zauważyłem to już 2 listopada. Z wystaw sklepowych zniknęły dynie, a pojawiły się pierwsze ozdoby choinkowe. Właściwie… nie rozumiem, dlaczego usuwali zeszłoroczne.

Święta idą! Moja kobieta ma już (2 listopada!) zamelinowane w szafie prezenty dla niektórych. Dla mnie niestety też. Kapcie. Myślała o tych kapciach zapewne przez cały rok.

Święta… a żeby je szlag trafił! Już w listopadzie zaczynają grać kolędopodobnie! Z dzwoneczkami! A kobieta mnie pyta, jakie drzewko w domu postawimy. A co za różnica? Byle zielone, byle iglaste! Moda teraz taka, że w sklepach choinki stają przed andrzejkami, w biurach przed mikołajem, a w domach przed świętami. Dlaczego to się nie nazywa Drzewko Bożonarodzeniowe?

W przedświąteczny czas będę z nią biegał świńskim truchtem po centrach handlowych jako tragarz. Będę dźwigał dziesiątki pudeł i siatek. I jeszcze będzie mnie co chwilę pytać, czy mi się coś podoba… Tak!!! Podoba mi się!!! Zachwycony jestem też wysyłaniem po kraju i zagranicy dziesiątków bożonarodzeniowych pocztówek z bożą rodzicielką.

Święta to zdaniem mojej kobiety przedświąteczne sprzątanie. Jakby wcześniej w domu jakaś zaraza była. Jak w dzieciństwie, spędzę sporo czasu przy trzepaku. Ale nawet szaleństwo sprzątania to za mało! Musi być albo odmalowane, albo z nowym dywanem czy kanapą, żeby rodzinka zobaczyła, że się powodzi… Dom – z zewnątrz – każą mi oświetlić. Wstrętna i kosztowna amerykańska moda. Tysiące światełek, lampionów, jakieś dmuchane, jarzące się aniołki, mikołaje, renifery, stajenki. Józefie, patronie wszystkich rogaczy, ty widzisz i nie grzmisz?!

Zrobi się też świąteczny remont i tuning żoninej urody. U fryzjerów, manikiurzystek, masażystek, solażystek spędzi więcej czasu niż w kuchni. Przy okazji odnowi też garderobę, bo zima idzie. Świątecznie (właściwie przedświątecznie) kupi sobie kilka kosztownych drobiazgów, za każdym razem zaznaczając, iż to w ramach prezentu pod choinkę. Oczywiście, nie zwolni mnie to z kupienia czegoś ekstra (że niby ode mnie!), w dodatku zostanę w tej sprawie drobiazgowo poinstruowany!

Święta w kuchni też się zaczną z dużym wyprzedzeniem. Wszystko będzie według tradycji rodzinnych żony. Moje się oczywiście nie liczą. Będzie patroszenie, będzie marynowanie, będzie pitolenie, będzie gotowanie, pieczenie, smażenie. A do picia będą z mamusią ucierały obrzydliwy ajerkoniak. I nic nie pozwolą spróbować przed wigilią. Ajerkoniak mam w głębokim poważaniu, ale czy muszę przez cały adwent głodować? Święta znów uczynią mnie mordercą, tak jakby nie można było kupić karpia bez głowy. Każą mi się ostrzyc, ogolić, założyć ślubny garnitur i obrzydliwy krawat, którym luba obdarowała mnie w poprzednie święta. Przez dwa dni będę się męczył w ciasnych półbutach. Będę musiał rodzinę całować i „życzyć” całej bandzie osób, które mi wcale dobrze nie życzą. Święta przejdą mi w dodatku na sucho, bo będę robił za szofera i woził rodzinę po ciotkach, wujkach, pasterkach, szopkach i cmentarzach. Świątecznie pozwolą mi otwierać drzwi, gdy nawiedzą nas fałszujący kolędnicy i podpici kominiarze. Albo po kolędzie ksiądz.

Świąteczny program telewizyjny będzie taki jak zawsze. Dzieciaki skupią się na „Kevinie samym… gdzieś tam”. Żona z mamusią przelecą świąteczne epizody wszystkich seriali, teleturniejów i innych show o śpiewaniu, tańcu i gotowaniu. Dla mnie zostawią przemówienie prymasa. Po świętach będę przez tydzień karmiony resztkami tego, czego rodzina nie dała rady połknąć, przetrawić i wydalić. Gdzie usiądę, wszędzie choinkowe igły.

I jeszcze za ten kataklizm będę musiał zapłacić! Więc pytam, czy rozsądny mężczyzna – skoro nie może świąt odwołać i udawać, że nie istnieją – nie powinien w piątek 13 grudnia zniknąć z domu na co najmniej dwa tygodnie?

Przemysław Osuchowski

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ