Tuesday, July 27, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Olga Szomańska: Z muzyką jest mi po drodze

Olga Szomańska: Z muzyką jest mi po drodze

Z właścicielką potężnego głosu rozmawiamy o sukcesach: zawodowych i prywatnych

Sukces to umiejętność przetrwania od porażki do porażki – powtarzała za Churchillem jej mama. Z Olgą Szomańską, właścicielką potężnego głosu, szczęśliwą matką i żoną, rozmawiamy o jej sukcesach: życiu rodzinnym, pracy w teatrze muzycznym i telewizyjnym show oraz duecie z Andreą Bocellim, które zalicza do szufladki z napisem „spełnione marzenia”

Olga Szomańska / fot. Adam Konowalski, Sztukoteka

Olga Szomańska / fot. Adam Konowalski, Sztukoteka

Agna Karasińska: Wychowała się pani w domu przepełnionym muzyką gospel, jazzem. Kto miał wpływ na to, w jaki sposób została pani ukształtowana muzycznie?

Olga Szomańska: Rzeczywiście, mój dom zawsze był przepełniony muzyką i z pewnością miało to ogromny wpływ na to, kim jestem. Tata – kompozytor, muzyk, dyrygent, założyciel zespołu Spirituals Singers Band. Mama – również muzyk z wykształcenia, przez wiele lat pracowała w Filharmonii Wrocławskiej, była rzecznikiem prasowym festiwalu Vratislavia Cantans, jest znakomitym konferansjerem. A ja od zawsze chciałam śpiewać. Słuchałam starych płyt analogowych, robiłam spektakle i koncerty, przebierając się za swoich idoli. Do dziś mam schowane w pudełku ażurowe rękawiczki, które wtedy dostałam od mamy, a były mi potrzebne do naśladowania Kaliny Jędrusik. Odgłosem mojego dzieciństwa był z pewnością komputerowy dźwięk metronomu, który był zresztą słyszalny w całej kamienicy, w której wówczas mieszkaliśmy. Tata pracował wtedy na pierwszych programach muzycznych, przygotowywał podkłady. To był chyba komputer Atari – w tamtych czasach prawdziwy szczyt techniki. Siedział ze słuchawkami na uszach przy klawiaturze, ale dźwięk i tak przebijał się przez wszystko. Nie było dla mnie innej drogi niż muzyka. Jednak rodzice nigdy do niczego mnie nie przymuszali. Wszystkich życiowych wyborów dokonałam samodzielnie.

Źródło: YouTube/TTBZ Endemol

 

Pamięta pani, co czuła przed pierwszym występem przed publicznością i podczas niego?

Olga Szomańska: To był międzyszkolny festiwal wokalny „Karolek”, Wrocław, 1999 rok. Śpiewałam wtedy „Promise me” z repertuaru Beverly Craven oraz „Na językach” Kayah. Do udziału w konkursie namówiła mnie moja koleżanka. To był mój pierwszy w życiu występ publiczny. Wygrałam festiwal, a główną nagrodą był telefon komórkowy (prawdziwy rarytas w tamtych czasach), który jednak tata natychmiast mi skonfiskował, twierdząc, że jestem za mała (miałam wtedy 17 lat), żeby mieć własny telefon. Dziękuję mu za to.

Jakie wydarzenia w swoim życiu (i karierze) uważa pani za przełomowe?

Olga Szomańska: Z pewnością decyzja o przeprowadzce do Warszawy. Pojechałam z kolegą na casting do musicalu „Grease” w teatrze Roma. To on się do niego zgłosił, a ja miałam tylko zaśpiewać z nim w duecie, bo nie miał z kim. Kolega się nie dostał, a ja w wieku 18 lat wyprowadziłam się z Wrocławia do stolicy. Kolejnym ważnym momentem mojego artystycznego życia było spotkanie Piotra Rubika. Poznaliśmy się w Teatrze Rampa przy pracy nad muzycznym spektaklem „Złota kaczka”. Zaprosił mnie wtedy do tajemniczego projektu „X” (tak go nazywał), którym okazało się oratorium „Tu Es Petrus”. Jednak absolutnie najważniejszym momentem mojego życia jest urodzenie syna Władysława.

Mówi się, że macierzyństwo pomaga stać się osobą wielozadaniową. Czy coś się zmieniło w pani przypadku po urodzeniu syna?

Olga Szomańska: Nigdy o tym tak nie myślałam, ale chyba rzeczywiście coś w tym jest. Obecnie pracuję znacznie więcej niż przed urodzeniem syna, ale myślę, że umiem łączyć rolę matki z rolami scenicznymi. Mój tata zawsze powtarzał, że rodzina jest najważniejsza. Staram się być wierna jego zasadom, bo jemu bardzo się sprawdziły.

Duet z Maestrem Bocellim był dla pani, jak myślę, sporym wyzwaniem, ale też wyróżnieniem. Jak doszło do waszej współpracy?

Źródło: YouTube/Fargo TV


Olga Szomańska: Ta współpraca należy z pewnością do chwil z kategorii „spełnione marzenia”. Maestro Bocelli wybrał mnie na podstawie mojego nagrania piosenki „Vivere”, które zostało mu przesłane do akceptacji. Do samego końca nie wierzyłam, że to się naprawdę wydarzy. Pierwsze próby z orkiestrą we Wrocławiu odbyły się bez jego udziału. Potem próba generalna na stadionie, już w dniu koncertu. Jego samolot opóźniony. W końcu jest informacja, że jest już w garderobie. Po chwili idziemy razem na scenę. Ja śpiewam pierwszą zwrotkę, nadal nie wierząc, że Andrea Bocelli stoi obok mnie przy mikrofonie, a właściwie to ja stoję obok niego. Gdy w końcu zaśpiewał, uniosłam ręce w geście triumfu, to było jak zwycięstwo na olimpiadzie. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Wierzę, że jeszcze kiedyś będę miała okazję zaśpiewać z Maestrem.

W programie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” daje się pani poznać szerszej publiczności jako aktorka i piosenkarka wszechstronna. Skąd talent do wcielania się w różne postaci?

Olga Szomańska: Zaczynając pracę przy tym programie, tak naprawdę nie wiedziałam, jak się ostatecznie w nim odnajdę, i przyznam, że dosyć mocno się tym denerwowałam. Wiedziałam, że po raz pierwszy będę musiała połączyć wszystkie umiejętności, którymi co prawda dotąd się posługiwałam, ale raczej oddzielnie. Musical to taniec i śpiew w określonej roli, ale jednak własnym głosem; dubbing to określona rola i modelowanie głosu na wzór oryginału; koncerty to moja osobowość i temperament. Oczywiście byłam wcześniej przyzwyczajona do śpiewania cudzych utworów, ale nigdy do kopiowania oryginalnego wykonania. Nie wiedziałam, czy uda mi się połączyć te wszystkie elementy, zachowując jednocześnie prawdę przekazu. Czy mi się to udało, pozostawiam ocenie widzów. Ja w każdym razie bawiłam się fantastycznie i żałuję, że ta przygoda już się skończyła. Jest jeszcze wiele postaci, w które chętnie spróbowałabym się wcielić, bez żadnych ograniczeń repertuarowych.

Udowodniła pani, że odnajduje się zarówno w lżejszych (rozrywkowych, popowych), jak i w cięższych (estradowych, gospelowych) gatunkach. Jaki repertuar woli pani wykonywać? Czy wartościuje pani te dwie sprawy?

Olga Szomańska: Słucham bardzo różnej muzyki. Seal, Skunk Anansie, Madonna, Sting, Michael Jackson, Stevie Wonder (to był mój koncert życia), Barbra Streisand… Najbardziej lubię jednak wykonywać swój autorski repertuar z solowej płyty „Nówka”. Przymierzam się zresztą teraz do materiału na drugą płytę.

Jakie cechy osobowościowe pomagają osiągnąć sukces w pani przypadku?

Olga Szomańska: Pracowitość – myślę, że ona każdemu może pomóc. Konsekwencja w dążeniu do celu. Upór w dobrym tego słowa znaczeniu. „Sukces to umiejętność przetrwania od porażki do porażki” – tak powiedział kiedyś chyba Winston Churchill, a ostatnio – moja mama.

Variete specjalizuje się w pokazywaniu lekkiego repertuaru teatralnego (musicale, burleska, rewia, wodewil). Czy polska widownia jest gotowa na taką formułę teatru, czy nie wolimy oglądać tego rodzaju rozrywki w telewizji?

Olga Szomańska w Rewii teatru Variete / fot. Łukasz Popielarczyk

Olga Szomańska w Rewii teatru Variete / fot. Łukasz Popielarczyk

Olga Szomańska: Myślę, że polska widownia jest na to absolutnie gotowa. Świadczą o tym znakomite frekwencje na spektaklach we wszystkich teatrach muzycznych w Polsce. Dyrektor Janusz Szydłowski spełnił swoje marzenie – otworzył w Krakowie pierwszy prawdziwy teatr muzyczny, który znakomicie wypełnił lukę repertuarową na ten gatunek w tym mieście. Musical „Legalna blondynka” w reżyserii Janusza Józefowicza, którym teatr rozpoczął swą działalność, do dziś cieszy się wielkim powodzeniem, a przecież były już kolejne udane premiery: „Varietes Film Show”, „Rewia Variete” czy ostatnio „Dziewczyna z plakatu”.

Mąż jest dla pani szefem i menedżerem. A kim pani jest dla męża?

Olga Szomańska: Pracownikiem i gwiazdą. Oczywiście żartuję. Myślę, że w pracy jesteśmy wspaniałymi partnerami, chociaż czasami o sprawy artystyczne kłócimy się niemiłosiernie. Marcin jest także aktorem i reżyserem. Wielokrotnie podpowiada mi, które propozycje powinnam przyjąć, a na które być może szkoda czasu. Ufam mu, ale jednocześnie on ufa mnie, więc finalnie wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie na drodze klasycznych negocjacji podpartych silnymi, racjonalnymi argumentami typu „za” i „przeciw”. A prywatnie jestem jego Szomem. Kto mnie lepiej zna, ten będzie wiedział, o co chodzi.

 Agna Karasińska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach