Saturday, April 17, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Co kocha Olga Frycz

Co kocha Olga Frycz

Kiedy Olga Frycz zagrała w filmie Jacka Borcucha „Wszystko, co kocham”, zrobiło się o niej głośno. Jeszcze głośniej zrobiło się, kiedy jej stosunki z reżyserem przestały być czysto zawodowe.

olga frycz

olga frycz

olga frycz

Olga Frycz, fot. Anna Ciupryk

Młoda, zdolna i pochodzi z Krakowa – musimy ją mieć w „Mieście Kobiet”! Dzwonię. „Wywiad? Jasne, nie ma sprawy!”, odpowiada. „Ale jest jeden warunek. Musimy się spotkać w Warszawie. Do Krakowa się prędko nie wybieram…” Spotykamy się więc w knajpce urządzonej na starym dworcu Warszawa Powiśle. Przychodzi z psem i rowerem, w płaszczu vintage, czapce i okularach. „Chowasz się przed paparazzi?”, pytam. „Nie, no co ty. Po prostu włosów nie miałam czasu ułożyć”.

 

MIASTO KOBIET: Śliczny pies.

OLGA FRYCZ: Dziękuję. Mam jeszcze dwa koty. Więc razem z moim ukochanym mamy pod opieką trzy zwierzaki – ja jednak ostatnio jestem z nimi głównie w weekendy. W tygodniu dużo wyjeżdżam. Na plan.

MIASTO KOBIET: W czym teraz grasz?

OLGA FRYCZ: Podróżuję między Warszawą, Sopotem i Wrocławiem. We Wrocławiu pracuję z Waldemarem Krzystkiem przy filmie „80 milionów”. Scenariusz oparty jest na prawdziwych wydarzeniach z 1981 roku. Opowiada historię dolnośląskiej Solidarności. W Sopocie natomiast kręcę „Mój Sopot”. To etiuda o dziewczynie, archeolożce, która za wszelką cenę chce się wyrwać z Sopotu i wyjechać na wykopaliska do Kairu, ale miasto na każdym kroku jej to uniemożliwia. Nagle okazuje się, że nie do przejścia są jakieś sentymenty, na jej drodze stają ludzie, znajomi, rodzina, a nawet przedmioty, które ożywają i zatrzymują ją w tym mieście.

MIASTO KOBIET: Czegoś Ci to przypadkiem nie przypomina? Może znasz jakąś podobną historię o dziewczynie, która za wszelką cenę chciała się wyrwać z Krakowa?

OLGA FRYCZ: No tak, ale w przeciwieństwie do bohaterki filmu, miasto mi to ułatwiało. Kraków mnie wygnał. Zresztą od zawsze wiedziałam, że prędzej czy później będę mieszkać w Warszawie. To jest moje miasto. Tutaj mam swój dom. Kiedy mówię, że wracam do domu, to znaczy, że tu wracam. Na Powiśle. Jestem absolutną fanką Warszawy.

MIASTO KOBIET: Wiesz, ten wywiad będą czytać w Krakowie. Przekonaj nas.

OLGA FRYCZ: No, sama zobacz, jak tu jest świetnie. Uwielbiam tu przychodzić. W sezonie, jak jest ciepło, to cały ten plac przed starym dworcem Warszawa Powiśle jest zatłoczony, pełen życia, muzyki. Odkąd tu mieszkam, obserwuję, jak z dnia na dzień Warszawa pięknieje. Bogu dziękuję za Euro 2012, bo chociaż piłka nożna mnie w ogóle nie interesuje, to dzięki temu teraz renowują m.in. mój ukochany Dworzec Centralny – zawsze lubiłam to miejsce, bo było moją przepustką do tego miasta.

MIASTO KOBIET: Ale jak wychodzisz na zewnątrz, to wychodzisz na pole?

OLGA FRYCZ: No tak. A gdzie? Na pole. Nie na dwór. I rajtki noszę, nie rajstopy. Normalnie. Bo jestem z Krakowa, nie zaprzeczam, ale mam problem z tym miastem, odkąd z Królewskiej przenieśliśmy się na obrzeża. Stamtąd, gdzie się wychowałam, tramwajem dojeżdżałam pod Bagatelę w moment. I to był mój Kraków. W pobliżu park Jordana, Błonia, moje podwórko, trzepak, sąsiedzi, znajomi. Wszystko, co jest poza centrum albo Kazimierzem, to jest dla mnie jakaś czarna dziura.

MIASTO KOBIET: Ale to w Krakowie zaczynałaś swoją przygodę z aktorstwem. Ojciec namawiał Cię do tego?

OLGA FRYCZ: Nie. Tata marzył o tym, żebym została laborantką albo prawnikiem. Bo to jest normalny zawód, i to jest fajne. Ale dla mnie aktorstwo było naturalną drogą. Od dziecka w czymś grałam. Chodziłam na kółko teatralne na Krowoderską do pani Eli Barańskiej i tam zaczynałam. Pewnie gdybym od dziecka tańczyła, to bym była teraz tancerką. Albo gdybym więcej ćwiczyła na fortepianie – a chodziłam na Basztową, do szkoły muzycznej drugiego stopnia – to byłabym pianistką. Wybrałam jednak film. I to jest OK.

MIASTO KOBIET: Ale grywasz nie tylko w filmach. Widzowie cenią Cię m.in. za rolę w serialu „Miłość nad rozlewiskiem”.

OLGA FRYCZ:  Tak, zagrałam w dwóch sezonach tego serialu. Więcej nie będzie. Dlatego teraz wszystkim gorąco polecam książki Małgorzaty Kalicińskiej, m.in. Dom nad rozlewiskiem, Miłość nad rozlewiskiem czy Powrót nad rozlewisko. Jestem jej fanką. To piękne historie, bezpruderyjne, odważne, prawdziwe.

MIASTO KOBIET: Nie uczyłaś się jednak aktorstwa.

OLGA FRYCZ: Zawodu uczyłam się i uczę do teraz na planach filmowych u największych polskich reżyserów: Andrzeja Wajdy, Wojciecha Marczewskiego, Jacka Borcucha. Miałam też okazję pracować z takimi mistrzami aktorstwa jak Marek Kondrat, Krystyna Janda czy Andrzej Chyra. Ale do PWST rzeczywiście się nie dostałam, jeśli to sugerujesz.

MIASTO KOBIET: A nazwisko nie pomogło Ci na egzaminach?

OLGA FRYCZ: No, właśnie widać, że nie. A przecież nazwisko mam piękne! Jestem dumna z tego, że mam ojca aktora, który jest dla mnie autorytetem w tej dziedzinie.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach

Home / olga frycz
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach