Od stylizacji paznokci do katastrofy – o tym, jak Magda spotkała stylistkę z piekła rodem
Jak pech, to pech
fot. Andrea Piacquadio / Pexels
Od stylizacji paznokci do totalnej katastrofy nie musi być daleko. Przekonała się o tym Magda, która po raz pierwszy wybrała się na profesjonalną stylizację paznokci. Dzisiaj przestrzega koleżanki przed tamtym salonem, a sama unika hybryd jak ognia
Stylistka była z polecenia
Pierwszy profesjonalny manicure miał być dla Magdy wyczekaną przyjemnością. Chciała zobaczyć, jak wyglądają modne stylizacje paznokci na jej własnych dłoniach. Latami wzbraniała się przed usługami stylistek paznokci, bo zawsze lubiła swoje naturalne. Teraz jednak potrzebowała jakiejś zmiany, a najłatwiej było zacząć właśnie od paznokci. Z bojowym nastawieniem wyruszyła do salonu, który poleciła jej koleżanka. To miała być wizyta, która sprawi, że poczuje się zadbana i pewna siebie. Zamiast tego, skończyło się wizytą u lekarza i traumą na kolejne lata.
Stylizacja paznokci z piekła rodem
Od samego początku warunki w salonie wydały się podejrzane. Magda zauważyła, że stylistka paznokci nie wyjęła świeżych, zapakowanych narzędzi, tylko sięgnęła po te, które leżały luzem w plastikowym pojemniku. Pilniczek do paznokci wyglądał na używany, a frezy były wyraźnie porysowane. – Nie miałam doświadczenia, więc nie wiedziałam, że to sygnał alarmowy. Myślałam, że tak po prostu wygląda praca w salonach – opowiada – Dopiero po czasie dowiedziałam się, że te narzędzia były pierwszą red flag.
Czytaj też:
Stylizacja paznokci krok po kroku – jak zrobić manicure jak z salonu?
Już podczas zabiegu zaczęła odczuwać ból – stylistka agresywnie wjechała frezarką we wszystkie zakamarki paznokcia. Całość przypominała bardziej nieprzyjemny zabieg chirurgiczny, niż kosmetyczny. Później nastał czas malowania, który nie był już taki nieprzyjemny, a następnie utwardzanie w lampie UV, podczas którego Magdzie łzy ciekły po policzkach.
– Zwracałam uwagę na pieczenie i ogromny ból płytki podczas utwardzania, ale kosmetyczka powiedziała, że to normalne. Kazała mi na chwilę wyjąć ręce z lamp, przeczekać pieczenie i włożyć z powrotem – wspomina Magda. Jak później się okazało, taka praktyka była dość popularna we wszystkich salonach, do których chodziły jej znajome. Różnica była jednak taka, że pieczenie paznokci koleżanek było nieporównywalnie mniejsze, bo ich stylistki używały frezarki do paznokci w sposób znacznie łagodniejszy.
– Wyszłam z czerwonymi, bolesnymi paznokciami i dziwnym uczuciem pieczenia, ale usłyszałam, że tak właśnie się dzieje przy pierwszym manicurze hybrydowym – opowiada Magda.
Zielona bakteria
Magda próbowała zapomnieć o niedogodnościach i cieszyć się pięknymi dłońmi. Niestety, już niebawem sytuacja miała zrobić się zupełnie nieciekawa. Niektóre paznokcie pogubiły lakier już po tygodniu, ukazując pod spodem płytkę odchodzącą od łożyska. Gdyby tego było mało, paznokcie wciąż piekły, a na dwóch z nich pojawił się zielony nalot.
Czytaj też:
Onycholiza paznokci – co to jest i jak jej zapobiec?
Magda szybko dowiedziała się, że to tzw. zielona bakteria – infekcja, którą można złapać po kontakcie z niewysterylizowanymi narzędziami lub przy nadmiernym przepiłowaniu paznokcia. Konieczna była wizyta u dermatologa, który potwierdził zakażenie i przepisał antybiotyk oraz specjalistyczne preparaty. – Musiałam całkowicie zrezygnować z lakieru, nawet takiego zwykłego. Paznokcie wyglądały fatalnie i co gorsza – cały czas piekły, a ja przez miesiąc bałam się dotknąć czegokolwiek, żeby nie pogorszyć stanu.
Magda skutecznie obrzydziła sobie następne stylizacje. Mimo to, za namową lekarza postanowiła złożyć reklamację w salonie kosmetycznym. Miała nadzieję na zwrot pieniędzy, alb chociaż przyznanie się do winy i porządne przeprosiny.
Awantura o reputację
Wizyta u stylistki paznokci przyniosła Magdzie więcej złości, niż pożytku.
– Chciałam zwrotu pieniędzy, bo nie tylko manicure był źle wykonany, ale przez to trafiłam do lekarza od paznokci. Pokazałam zdjęcia, opisałam diagnozę, jednak stylistka paznokci uznała, że to moja wina, bo rzekomo źle dbałam o paznokcie w domu. Byłam wściekła – wspomina. Awantura trwała ponad pół godziny, podczas której obsługa twierdziła, że takie przypadki się po prostu zdarzają, a także zaprzeczała, jakoby którakolwiek stylistka używała niewysterylizowanych narzędzi. Magda nie dostała zwrotu pieniędzy, a jedynie propozycję darmowego poprawienia stylizacji, z której oczywiście nie skorzystała. – Usłyszałam, że mam nie straszyć innych klientek, bo to szkodzi ich reputacji.
Dziś Magda unika salonów kosmetycznych jak ognia i maluje paznokcie w domu. Doszła do wniosku, że woli krótkie i nieprofesjonalne paznokcie, niż afery i fizyczny ból spowodowany czyjąś niekompetencją.
