Monday, May 27, 2024
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / „Uciekłaś, mamo? Jak to?” – rodzinne tajemnice wychodzą po śmierci

„Uciekłaś, mamo? Jak to?” – rodzinne tajemnice wychodzą po śmierci

O zmarłych tylko dobrze? Magda na stypie babci otworzyła puszkę Pandory

stypa

Rodzinne tajemnice wychodzą czasem po śmierci / fot. Adobe Stock

– Znasz to, że o zmarłych mówi się tylko dobrze? No to na stypie mojej babci wszystko poszło nie tak. A puszkę Pandory otworzyłam niechcący ja — zaczyna swoją opowieść Magda. Jest socjolożką, wykłada komunikację i jak sama o sobie mówi „uwielbia stypy”, chociaż wie, że brzmi to niefortunnie, biorąc pod uwagę okoliczności. A na stypie jej babci Marii było tak…

„Trudna była”

Stypa to dla mnie najlepsza okazja, aby poznać rodzinę, zaktualizować dane, kto jest kim. Mama z rodzinnego domu wyprowadziła się dosyć wcześnie i daleko. Większość jej rodziny mieszka w górach, ja urodziłam się nad morzem. Ale przyznaję, że aktualizacja danych w czasie stypy babci wstrząsnęła mną.

Nie przepadałam za babcią Marią. W czasie tych rzadkich chwil, kiedy ją widziałam, babcia była oschła i surowa. Jako dziecko bałam się jej, a jako dorosła nie czułam potrzeby odwiedzania jej. Nie miałam jednak wystarczającej wiedzy o niej, by ją oceniać. Uznałam, że ten pogrzeb to dobry moment, by to nadrobić.

Zawsze podobały mi się filmy, na których stypa jest wielką imprezą wspominkową, ogląda się albumy, przypomina zabawne chwile ze zmarłym. Albumów na stypie babci nie było, ale od czego jest język. Przysiadłam się do cioci Teresy, najstarszej

– Ciociu, odpowiedz mi o babci.

– A co tu jest do opowiadania – odburknęła. – Mamę zapytaj.

– Opowiedz, ty najdłużej z nią mieszkałaś – nalegałam.

– Lubiła szyć – odpowiedziała niechętnie ciocia i po dłuższej chwili: – Trudna była.

Nie zadowalały mnie te odpowiedzi. Dopytywałam. Nie tylko dlatego, że z racji mojego zawodu wiem, że to, co najciekawsze, kryje się pod wypowiadanymi ogólnikami, ale naprawdę byłam ciekawa zmarłej babci, szczególnie że temat przodkiń, połączenia z nimi, ich dziedzictwa, stał się ostatnio bardzo modny wśród moich znajomych i przyjaciółek.

Drążyłam więc: „A co jeszcze lubiła?, A co to znaczy, że była trudna?, A jak się zachowywała przed śmiercią? A co pamiętasz z dzieciństwa?”

W pewnym momencie podeszła do nas mama i zapytała, o czym tak rozmawiamy.

– Twoja córka chce wiedzieć, jaka była matka – w tonie cioci była wyraźna ironia.

– Była jaka była. Była dzieckiem swoich czasów. Jakie to ma teraz znaczenie? – mama wzruszyła ramionami, a ja uświadomiłam sobie, że naprawdę nic nie wiem o zmarłej babci poza tym, że miała 7 dzieci, wcześnie owdowiała, osiwiała w jedną noc, gdy straciła syna i całe życie ciężko pracowała.

Mama rzadko mówiła o swojej rodzinie, powtarzała, że wartość człowieka przejawia się w jego działaniu, a nie w mówieniu. We mnie natomiast był głód informacji, ale jakoś nie tego się spodziewałam. Czekałam na anegdoty, ciepłe wspomnienia, a czułam lodowaty powiew jakichś tajemnic.

Może Cię zainteresuje:
Wiarę w Boga tracił trzy razy. Ostatnim razem ostatecznie

„Dziecko swoich czasów”

– Co to znaczy, że była dzieckiem swoich czasów? – zapytałam mamę, ale ubiegła ją ciotka:

– Chcesz wiedzieć, to proszę bardzo. Uparta była, surowa, wymagająca i zazdrosna, że ktoś ma lepiej niż ona. Trzeba było pracować od rana do wieczora. Wszystko musiało być zrobione tak, jak ona chciała. Grządkę kopałam – źle, podłogę myłam – źle. Ona robiła to najlepiej. Do końca życia nie uznała, że ja też potrafię posprzątać dobrze dom.

– Przesadzasz – przerwała jej mama.

– Przesadzam? Co ty tam wiesz, skoro uciekłaś tak szybko, jak się dało?

– Uciekłaś, mamo? Jak to uciekłaś? – byłam zaskoczona, ale jeszcze przez moment miałam nadzieję, że „uciekłaś” jest metaforą na wczesną wyprowadzkę z domu, co mama potwierdziła szybko.

– Wcześnie się wyprowadziłam, po prostu.

– Taką masz wersję dla córki? Uciekłaś. Tak to się nazywa – ciocia Teresa nie odpuszczała. Patrzyła intensywnie na prawy policzek mojej mamy. – O tym też jej nie powiedziałaś?

– Mamo, czego mi nie powiedziałaś?

– Nie powiedziałaś córce, skąd masz tę bliznę? – zaśmiała się ciocia, a ja odniosłam wrażenie, że teraz już wszyscy przy stole słuchają naszej rozmowy.

Polecamy:
„Miałam siedem lat, gdy zabiłam siostrę” Mroczne tajemnice dzieciństwa

Łańcuchem, nie pasem

I w ten oto sposób chęcią nawiązania bliskiej relacji ze swoimi przodkiniami rozwiązałam języki ciotkom i wujkom – dzieciom zmarłej dopiero co babci Marii. Blizna mamy, ciągnąca się od skroni przez pół prawego policzka, była tak z nią zrośnięta, że nigdy się nad nią nie zastanawiałam. „Nieszczęśliwy wypadek w dzieciństwie” wystarczył mi za wyjaśnienie. Tymczasem był to efekt przemocy domowej, tak to dzisiaj byśmy nazwali, przemocy rodziców względem dziecka.

Okazało się, że mama – miała wtedy lat osiem, może dziewięć – wzięła z pudełeczka w kredensie, do którego były odkładane grosiki na czarną godzinę, pieniądze, żeby kupić lizaka na odpuście. Szybko się wydało.

Jej matka, a moja babcia, wpadła w szał, ale… podobno słynęła we wsi z tego, że nigdy ręki na dziecko nie podniosła, co najwyżej potraktowała je mokrą ścierką. Z tego, co udało mi się zrekonstruować z tej opowieści, babcia Maria, podjudzana przez prababcię, namówiły, czy wręcz zmusiły dziadka, czyli tatę mamy, żeby dał jej takie lanie, żeby popamiętała do końca życia. A ten był raczej łagodnego usposobienia, więc z dużym oporem wyciągał skórzany pas ze spodni.

Wtedy babka powiedziała „nie tym” i wręczyła mu łańcuch, taki, na którym wiązało się krowy „trzeba jej to złodziejstwo raz na zawsze wybić z głowy”. I mój dziadek bił mamę tym łańcuchem… A one pilnowały, żeby nauka dobrze weszła w drobne ciało mojej mamy… Trudno mi o tym mówić…

Mama przez trzy tygodnie nie podniosła się potem z łóżka. Blizna na twarzy została nie od łańcucha, ale od upadku na deskę, z której wystawał gwóźdź. Pozostałe siniaki i wewnętrzne uszkodzenia ciała wygoiły się, ale te na duszy chyba nie, bo wtedy mama zdecydowała, że ucieknie z domu tak szybko jak się da. Miała 15 lat, gdy poszła do innego miasta, do szkoły z internatem. W sfinansowaniu tej „fanaberii” pomogła jej ciotka Teresa. Pracowała już wtedy i miała wobec swojej siostry dług do spłacenia.

To ona namówiła ją wtedy na podebranie tych pieniędzy, ale moja mama nie pisnęła nigdy na ten temat ani słówka.

Odpoczynek z przetrąconym kręgosłupem

Ciocia Teresa też nie miała łatwego życia. Została z babcią w jednym gospodarstwie, nigdy nie wyszła za mąż. Właściwie to wyłania mi się teraz taki obraz tej ich relacji, że była po prostu służącą swojej matki, szczególnie gdy ta została sama, bo dziadek zmarł przed pięćdziesiątką na zawał.

Opowiedziała mi przy tej stypie kilka przygnębiających historii ze swojego życia, w tym także nieudanych prób założenia rodziny, bo babcia żadnego kandydata na męża nie zaakceptowała. Ale najbardziej zapamiętałam tę, jak kiedyś upadła nieszczęśliwie i uszkodziła kręgosłup.

Kiedy położyła się do łóżka, nie wiedziała jeszcze dokładnie, jak rozległe są obrażenia, myślała, że się po prostu potłukła. Gdy babcia zastała ją leżącą w środku dnia, zwyzywała ją od leniów i jeszcze ją laską próbowała szturchać, żeby podniosła się z łóżka i poszła plewić.

Karetkę wezwała dwa dni później. Ciocia Teresa opowiadała, że kiedy po kilku miesiącach ściągali jej specjalny gorset, popłakała się z żalu, bo nigdy w życiu tak nie odpoczęła, jak wtedy z tym przetrąconym kręgosłupem.

Przeczytaj koniecznie:
„I co, zabijesz się?” Od heheszków do nienawiści

Syn, który przeżył

I już mogłoby się ujawnianie rodzinnych tajemnic na tym zakończyć, bo to było i tak za dużo jak na jeden raz, ale spojrzałam na wujka Mariusza patrzącego nieruchomo przed siebie i nie mogłam się powstrzymać przez pytaniem: „A jak wujku było u ciebie?”. I wujek, który zawsze milczał, przemówił.

Wujek Mariusz był „synem, który przeżył” wypadek samochodowy. Zmarł Wojtek, pierworodny i ukochany syn babci Marii. Wujek żył z nieodpartym wrażeniem, że matka nigdy mu tego nie wybaczyła, chociaż to Wojtek siedział za kierownicą. Żeby nie kłuć jej w oczy swoją egzystencją, wyprowadził się, jeszcze dalej niż moja mama, do Irlandii, gdzie wiódł całkiem dostatnie życie.

Wujek Mariusz powiedział, że aktem największego miłosierdzia, na jaki się wobec swojej matki, a mojej babci, zdobył, było to, że jej nie powiedział, jakiej orientacji był jej ukochany syn. A wiele razy miał ochotę, szczególnie gdy dawała ma do zrozumienia, że „Bóg się pomylił i wziął nie tego, co trzeba”.

Z tego, co mówił, tylko on wiedział, bo pół roku przed śmiercią brat zapytał go, czy gdyby „hipotetycznie” był gejem to jak przekazałby taką informację matce. Wujek powiedział Wojtkowi, że matka jest ostatnią osobą, której by się przyznał, chyba że byłoby mu obojętne to, że nigdy mu tego wybaczy i nie będzie chciała go już nigdy w życiu widzieć.

Moja mama słuchała tych opowieści wstrząśnięta. Zapytała cicho: „Po co to wywlekać? I to na pogrzebie?”. A kiedy zapytałam ją, czy nie ma żalu o to, co ją spotkało, powiedziała:

„Miałam do niej żal. O tamto lanie. Nawet nie do ojca, tylko do niej i do babci, którą kochałam, a którą w tamtej chwili straciłam, już nigdy w żadnej sprawie jej nie zaufałam. Jeszcze większy żal miałam o to, że na początku nie chciała ciebie zaakceptować jako wnuczki, tylko dlatego, że cię nie ochrzciłam. To dlatego prawie nie jeździliśmy do niej. Ale teraz nie żyje, więc i tak jej tego nie powiem. Jakby żyła, też bym jej nie powiedziała. Dla mnie to stare dzieje, po co rozdrapywać rany. Zresztą ja jej dawno wybaczyłam. Ona miała swoje życie, ja swoje.”

Nie takiego dziedzictwa przodkiń oczekiwałam. Ale może lepsze to niż całkowita niewiedza o rodzinie i tłumienie złości. Mam wrażenie, że wszystkim ulżyło, że mogli głośno wypowiedzieć swoje żale, może pierwszy raz w życiu. A moja mama stała się dla mnie bohaterką, że potrafiła wznieść się nad to, co jej się przytrafiło w dzieciństwie.

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ