Home / Felietony  / Karolina Macios  / No i po jajeczkach

No i po jajeczkach

Destruktywne zachowania, totalitarne ciągoty, nadmierna potrzeba kontroli i władzy

Minął rok, a mój pies wciąż patrzy na mnie tak, jakbym zrobiła mu krzywdę. No dobra, zrobiłam mu krzywdę, przynajmniej z jego punktu widzenia

Sama tego chciałaś.../ fot. kaboompics

Sama tego chciałaś…/ fot. kaboompics

A tak naprawdę nie ja, tylko weterynarz, bardzo miła pani weterynarz, która po operacji rzekła: „No i po jajeczkach”. Pierwszego dnia był trochę zdezorientowany, plątały mu się łapy, bieguny nosa i ogona nagle zamieniały się miejscami, i do tego jeszcze ten kołnierz, w którym wyglądał jak Łajka w kosmosie. Ale kiedy już całkiem oprzytomniał i odkrył, że zostały mu tylko szwy, usiadł przede mną i popatrzył mi głęboko w oczy. Do końca życia nie zapomnę tego wzroku. Już on się o to postara. Nie tylko on. Szanowny małżonek zawczasu protestował, oskarżając mnie o destruktywne zachowania, totalitarne ciągoty, nadmierną potrzebę kontroli i władzy, rzecz jasna, a nawet o ukryte pragnienia względem niego samego. Doprawdy, gdybym takowe miała, skorzystałabym z tego, co pod ręką. Na dobrą sprawę czajnik z wrzątkiem też wystarczy. Po tym argumencie małżonek zajął się protestem biernym i niemym, a we właściwym momencie zachował się niczym Piłat i umył ręce. Zostałam tylko ja i psie szwy. Co niespecjalnie przeszkadzało mu potem poruszyć kwestię trzydziestu srebrników, za które sprzedałam jajeczka. Że „za dużo!”, że „aż tyle za jedno machnięcie ostrzem?!”. No dobra, dwa, ale generalnie „za dużo”, i „po co w ogóle to było”, i „zobacz, jak on teraz patrzy” oraz „właściwie to już mogłaś go uśpić”. Dzięki za wsparcie, pomyślałam tylko i spojrzałam z nadzieją na syna. Syn zawsze charakteryzował się wzmożoną empatią, przynajmniej do czasu pamiętnej wizyty u weterynarza – małżonek twierdził, że to po mnie. Liczyłam więc choć na odrobinę zrozumienia, ale wtedy gen męski uaktywnił się i pomerdał ogonkiem, a potem podniósł tylną łapę i zaznaczył swój teren. „Naprawdę obcięłaś mu jajeczka? – zapytał syn, przyglądając się z trwogą szwom. – Tacie też obetniesz? I mnie?” Małżonek zakrztusił się herbatą, a ja pospieszyłam z zapewnieniem, że ani mi to w głowie. Syn chyba nie do końca mi uwierzył, bo próbował przymierzyć psi kołnierz. „Sprawdzam tylko, czy pasuje, czy będziesz mi musiała kupić nowy” – odparł z urazą, gdy kazałam mu to natychmiast zdjąć. A kiedy nazajutrz na spacerze zobaczył psa sąsiadów z takim samym kołnierzem, zapytał: „Jemu też obcięłaś jajeczka?”. Sąsiad zachichotał, a że go nie lubię, rzekłam głośno: „Nie, synu, ale może jego panu obetnę”. Sąsiad nie poznał się na żartach, zbladł nieco i przyspieszył kroku. Za to nasza dozorczyni, pobożna, spokojna kobieta, pokiwała głową i szepnęła: „Jak pani będzie potrzebowała pomocy, to ja go chętnie przytrzymam”. Minął rok, sąsiad zdążył się już wyprowadzić, pies przytyć, bo zjada wszystko, łącznie z pistacjami, a przed pochłanianiem reszty powstrzymuje go wyłącznie kaganiec. I kiedy wpakuje go w rozbabrane resztki obiadu pod płotem, gdzie trwa osiedlowa akcja dokarmiania zabiedzonych gołąbeczków, patrzy na mnie znad buraczków i mówi: „Sama tego chciałaś”. A kiedy wprowadził się nowy sąsiad, mężczyzna o obfitych kształtach, mój syn, któremu empatia nie pozwala używać słowa „grubas”, spojrzał na niego ze współczuciem i zapytał, czy nie brakuje mu jajeczek, skoro tak przytył. Sąsiad zamyślił się głęboko i tego samego dnia zadzwonił po samochód do przeprowadzek. Na jego miejsce wprowadziła się kobieta. Zresztą weterynarz, bardzo miła weterynarz, specjalistka od kastracji. Mężczyźni z osiedla omijają ją szerokim łukiem, za to wciąż odwiedzają ją kobiety. Nawet nasza dozorczyni, którą spotkałam ostatnio pod drzwiami sąsiadki. Zamykała za sobą drzwi, upychając do worka na śmieci jakieś krwawe ochłapy. Uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo i szepnęła: „No i po jajeczkach”.

Karolina Macios

felieton wakacje w mieście kraków

Karolina Macios / fot. archiwum prywatne

Karolina Macios – kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłuzać dobę i zachować przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści ghostwriterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi

Kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłużać dobę i zachowywać przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści, ghostwiterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach