Tuesday, August 3, 2021
Home / Rozwój  / Psychologia  / Nieudane związki

Nieudane związki

Seks nie był jego najmocniejszą stroną, tak więc mi tam to było na rękę, a raczej z ręki, bo cóż… rzadkością było, żeby mu stawał bez mojej pomocy ręcznej

Sex nie był jego najmocniejszego stroną... a mimo to rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do niego

Sex nie był jego najmocniejszego stroną... a mimo to rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do niego

Sex nie był jego najmocniejszego stroną... a mimo to rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do niego

Sex nie był jego najmocniejszego stroną... a mimo to rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do niego

Poznałam faceta, starszego, wykształconego… ślepo rzuciłam wszystko, co miałam i po dwóch miesiącach przeprowadziłam się do niego...

Niebezpieczne związki, nieudane związki to dopiero jest moja specjalność. Nie mogę tak dokładnie opisać tylko jednego bo niestety wszystko w moim życiu jest powiązane bardzo grubą nicią, jednak jak jeden facet musi być to i jedna historia. Zacznijmy może nie od początku a tak od momentu gdzie postanowiłam coś zmienić w swoim spokojnym świecie tak niedocenianym w tamtym czasie przez właścicielkę strasznie poukładanego życia. Silgielka, lat 24, stała praca, własne mieszkanie, przyjaciele i rodzina w zasięgu ręki i najlepsze czteronożne stworzenie- pies. Życie idealne, a jednak mój mózg ciągle wołał „chcę zmian!”, więc zaserwowałam mu zmian takich, z jakimi ciężko mu się podnieść do dnia dzisiejszego. Poznałam faceta, starszego, wykształconego i z dobrymi perspektywami na przyszłość, może nie zakochałam się w nim a w myśli że się już ustatkuję, że ktoś będzie o mnie dbał, że nie będę sama i nie będę się martwić czy jakoś po paru latach będziemy mieć za co żyć. Tak w ślepo rzuciłam wszystko co miałam i po dwóch miesiącach przeprowadziłam się do niego do Rzeszowa. Chciałam zmian, dostałam. Nowe miasto, nowa praca, nowi ludzie wszystko takie kosmiczne, inne… Życie toczyło się dalej i myślałam że ten strach przed nowościami minie, w końcu się zaręczyłam i miało być już tylko lepiej. Szkoda że nie wiedziałam jak bardzo się mylę, dopiero po tym okazało się w jakie błoto wpadłam. Mój idealny pan do stałego związku okazał się zwykłym oszustem, kiedy odcięli nam prąd w mieszkaniu który nie był płacony przez cztery miesiące, zaczęłam szperać po różnych papierach i znalazłam potwierdzenie swoich obaw, że to nie jego jedyny dług, jeszcze było tak na paręnaście tysięcy złotych po różnych instytucjach. Poczekałam grzecznie w domu bez prądu aż wróci szykując nie małą awanturę z rzuceniem pierścionkiem prosto w twarz i zamachnięcie się żeby go w nią walnąć (mam taki trochę ognisty temperament), niestety powstrzymałam się- teraz żałuję że tego nie zrobiłam. Hmmm… Cóż pewnie myślicie że się spakowałam i wróciłam do siebie. A niestety musze was rozczarować, mam dużo cierpliwości i postanowiłam pomóc mu spłacić długi. Nie, nie dałam mu swoich pieniędzy jeszcze nie zwariowałam choć nie powiem żeby nie był mi winny parę groszy, to było w formie pożyczki, której nigdy nie spłacił. Było lepiej, zaczęło się nam pomalutku od nowa układać, jednak z czasem zaczęło coś dziwnego się dziać. Coraz częściej nocował u mamy lub przedłużały mu się spotkania biznesowe. Mało mi to przeszkadzało bo pracowałam w nocy jako barmanka a seks nie był jego najmocniejszą stroną tak więc mi tam to było na rękę, a raczej z ręki bo cóż… rzadkością było żeby mu stawał bez mojej pomocy ręcznej, ale ten temat pomińmy bo kompletnie nie byłoby co opowiadać. Powracając do sedna sprawy Zaczął nawet namawiać mnie żebym przeprowadziła się do nowo poznanej koleżanki tak na parę dni w tygodniu bo będę mieć bliżej do pracy, zaoszczędzę na taksówki itp. Tak na zdrowy rozum to miał rację, bo co za różnica czy wydam na taksi czy na pokój, a miałabym godzinę dłużej snu. Jednak po paru dniach okazało się że to jednak będzie mój już stały pobyt. Przestał się odzywać, nie odpisywał na sms, zrozumiałam wtedy że pozbył się mnie jak już bezużyteczne stworzenie z jego życia. Zostałam bez pieniędzy, sama, na nowym mieszkaniu, z psem pod pachą i dwoma walizkami… Gdyby nie Aga, która pozwoliła mi się wprowadzić z moim psem i mój szef  w pracy, który dał mi podwyżkę bym mogła się sama utrzymać to spałabym pod mostem koło Wisłoka. Nie, nie chciałam wracać do domu, to równałoby się z porażką, a nikt nie lubi się przyznawać do swoich porażek życiowych. Jakby w ogóle to wyglądało? Z podkulonym ogonem jak kundel wróciłabym do swojej miejscowości i powiedziałabym wszem i wobec „przepraszam pomyliłam się, mój idealny plan na życie okazał się klęską, facet pomyłką, musze wrócić bo nie mam już nic”?? O co to, to nie! To nie w moim stylu. W moim stylu są wielkie i efektowne wejścia i wyjścia…

Ania O.

Tekst Ani O. zdobył II miejsce w konkursie „Niebezpieczne Związki”, organizowanym w czerwcu przez „Miasto Kobiet”

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach