Sunday, January 29, 2023
Home / POLECAMY  / Poszłam na studniówkę z Łelbekiem. Dobrze, że chociaż włosy umył

Poszłam na studniówkę z Łelbekiem. Dobrze, że chociaż włosy umył

Studniówka marzeń?

Studniówka

Studniówka. Najlepsza czy najgorsza? Fot. Adobe Stock

Przygotowując swoje pierwsze wielkie wyjście nawet nie sposób przewidzieć, co może pójść nie tak. A posypać się może wszystko. Inna rzecz, że Justyna, odbijając chłopaka koleżance, aż prosiła się o jej zemstę. Czy studniówka nie stanowiła do tego wymarzonej okazji? Posłuchajcie jej opowieści:

 

Na początku zdawało mi się, że to tylko pech

Tydzień przed studniówką Łukasz, mój chłopak, dostał ostrego zapalenia wyrostka i trafił na SOR. Był już po zabiegu, ale nie było mowy, aby wyszedł z domu, a co dopiero na imprezę. Zaczęłam wpadać w panikę. Mogłam nie iść, ale Łukasz mi to wybił z głowy. No, sama nie idę, zdecydowałam; będą niby sami swoi, ale jednak głupio. Tylko, że nie znałam nikogo wolnego, kto by się nadał, a przy tym nie obudził w Łukaszu zazdrości. W sumie nie znałam wielu chłopaków, z którymi dałoby się o czymkolwiek rozmawiać.

Zobacz koniecznie:
Był miłością mojego życia. Na studniówkę poszedł z inną

Zdesperowana pomyślałam o Łelbeku, niepozornym, lekko obwisłym nerdzie z sąsiedniej klasy, o długawych, niedomytych włosach i lekko nieprzytomnym spojrzeniu. Dobrze chociaż, że nie palił, jak ten pisarz, od którego wzięła się jego ksywa. Trzymał się zawsze z dala, nie tylko od dziewczyn, więc na pewno z nikim nie szedł. „Jezu”, myślałam, „wszyscy tylko nie on, wykluczone”.

Ale skoro nie dało się inaczej… Kiedy powiedziałam Łukaszowi, tylko się skrzywił. W dniu imprezy o umówionej godzinie Łelbek przyszedł po mnie do domu, odstawiony jak nigdy. Stwierdziłam z zadowoleniem, że nawet umył włosy.

Może Cię zainteresuje:
„Ryczałam jak widziałam jakikolwiek film, gdzie są zdrady”. Trauma po zdradzie – prawdziwe historie

Już gorzej być nie mogło

W lokalu w którym miała się odbyć studniówka panował straszny hałas, testowano jeszcze nagłośnienie. Do oficjalnego rozpoczęcia zostało jeszcze pół godziny, ale zeszło się już sporo ludzi. Sylwia, była dziewczyna Łukasza, też już była, otoczona swoimi kumpelkami i ich chłopakami.

Miała na sobie wrzosową sukienkę za kolana, z odsłoniętymi ramionami. Sukienka była śliczna – identyczna jak ta, którą miałam na sobie. Zmartwiałam. Kiedy z daleka zobaczyła mnie w drzwiach, na jej twarzy pojawił się triumfalny uśmieszek, widziałam, że ledwie się powstrzymuje, żeby mi nie pokazać faka.

‒ Rozmyśliłam się ‒ nagle poczułam, że zasycha mi w gardle. ‒ Sorki, Łelbek, wracam do domu.
‒ Ale czemu? ‒ chłopaka zamurowało.
‒ Nieważne. Zostajesz czy idziesz?
Nie wiem, kiedy minęłam cztery przecznice  z Łelbekiem powiewającym  za mną jak chorągiewka, i znalazłam się w domu. Zostawiłam go w kuchni, pod okiem mamy, i bez słowa zatrzasnęłam się w pokoju. Jeszcze zobaczyłam na telefonie SMS-y od Irmy, mojej najlepszej przyjaciółki (,,Nic jej nie powiedziałam, serio!”, a potem drugi: „Nie mam pojęcia, skąd się dowiedziała”), kiedy weszła mama.

‒ Co się dzieje, kochanie? Dlaczego wróciłaś?
‒ Bo ta suka Sylwia specjalnie przyszła w takiej samej kiecce jak moja! Wybierałam ją tygodniami, niby skąd wiedziała jak się ubiorę? ‒ wyłam, wycierając łzy.
‒ Sylwia to ta dziewczyna, której ty…
‒ Nie! Przecież ci mówiłam, że zaczęłam chodzić z Łukaszem długo po tym, jak się rozstali.
‒ Jakieś dwa tygodnie po?
‒ No, coś koło tego…
Usiadła koło mnie na łóżku i objęła mnie ramieniem.
‒ I co zamierzasz? Chyba nie zrezygnujesz? Nie możesz. W końcu tyle przygotowań, no i zaprosiłaś tego chłopaka, nie zostawisz go przecież na lodzie?

Wzruszyłam ramionami. Trochę już ochłonęłam. Mama miała rację. Docierało do mnie, że należało zrzucić z siebie tę cholerną szmatę i wracać, nie miałam ochoty robić z siebie ofiary. Tylko w co miałam się ubrać? W dodatku miałam już pewnie zapuchniętą twarz i oczy czerwone jak angor.

Mama przez chwilę szybko mrugała, jak zwykle robi, kiedy się nad czymś intensywnie zastanawia, i wyszła z pokoju. Ale zaraz wróciła, niosąc sporą paczkę.
‒ Posłuchaj, mam pomysł. Masz niebieskie oczy, zupełnie jak ja…

Zobacz też:
Plotki, bale i skandale, czyli jak Kraków szalał w karnawale

Mama pędzi na ratunek

Trzy lata wcześniej byłam z rodzicami na wycieczce w Indiach i w Mumbaju tata kupił mamie śliczne niebiesko-złote sari. Podobno ślubne. Mama uwielbiała takie klimaty. Teraz wyjmowała je z papieru i rozkładała na łóżku.
‒ No chyba zwariowałaś? ‒ parsknęłam. ‒ Nie idę na bal przebierańców!
‒ Na twoim miejscu, zamiast tu ryczeć, pomyślałabym, jak odzyskać pozycje i przy okazji zetrzeć Sylwii ten jej uśmieszek. Zresztą, zamierzasz już przez całe życie wyglądać jak wszyscy?
Nabrałam do płuc powietrza, ale nic nie powiedziałam.

Mama w kuchni karmiła Łelbeka rosołem, a ja biłam się z myślami, aż w końcu zabrałam się do robienia nowego makijażu.

Miał być orientalny, wyrazisty. Włosy mam ciemne, więc pasowały do sari, związałam je tylko na karku w ciasny węzeł i spięłam klamrą. Do tego wielkie klipsy w tym samym stylu. No i nad nosem koniecznie stylowa kropa, zrobiona szminką w kolorze burgunda. Jak szaleć, to szaleć. A gdzie moja czerwona podwiązka?

Kiedy weszłam do kuchni, mama poderwała się z miejsca, pokręciła głową z niedowierzaniem i powiedziała:
‒ A wiesz, że jak na studniówce ma się na sobie pożyczoną garderobę, to ma się szczęście na maturze?
‒ Ale jaja ‒ Łelbek prawie spadł z krzesła. ‒ Ty, jak się nazywała ta hinduska laska, którą Harry Potter zaprosił na bal? Parvati Patil, czy jakoś tak?

Kiedy weszłam do sali, w której było już po walcu z nauczycielami, Sylwia pogardliwie parsknęła na mój widok. Przeszło jej, kiedy zobaczyła utkwione we mnie spojrzenia chłopaków…

Dziewczyny mówiły mi potem że kiedy się zorientowała, że fotograf, wynajęty specjalnie na imprezę, łazi za mną i raz po raz celuje we mnie obiektywem, z zazdrości uciekła do toalety.

Bawiłam się świetnie. A raczej bawiłabym się, gdyby nie Łelbek. Bo chłopcy dali mu się po cichu czegoś napić. Co ten facet wyrabiał potem na parkiecie… Szok!

Zobacz też:
Studniówkowe szaleństwo

Dziennikarz, redaktor, fotograf, ilustrator. Jedyne męskie spojrzenie na miastokobietowy babiniec.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ