Home / Miasto Miłości  / Nie cierpię Walentynek

Nie cierpię Walentynek

Co z okazji walentynek ma do wyboru człowiek dorosły, w pełni władz umysłowych, który nie gustuje w maskotkach, o los bukietu na mrozie lekko się obawia, a czekoladek nie kupi, bo wybranka znów na diecie?

nie cierpie walentynek

Zamiast powtarzać "Nie cierpię Walentynek" spraw, by ten dzień był świętem pełnym ciepła, fot.sxc.hu

Co z okazji walentynek ma do wyboru człowiek dorosły, w pełni władz umysłowych, który nie gustuje w maskotkach, o los bukietu na mrozie lekko się obawia, a czekoladek nie kupi, bo wybranka znów na diecie? Możliwości jest wbrew pozorom dużo

 

Nie cierpię Walentynek?

Walentynki są (lub raczej powinny być) świętem miłości – jej wyznawania, okazywania, uczczenia. Idea równe wzniosła, co trudna do przełożenia na praktykę. Ze sklepowych wystaw atakują czerwone i różowe misie, serduszka i słodkości, jakby społeczeństwo nagle zdziecinniało, tracąc przy tym resztki dobrego smaku. Tego jednego dnia, obserwuje się także pochody dam z różą (sztuk jeden, koniecznie na metrowej łodydze) i młodzieńców, którzy zamienili glany na lakierki i z bukietem pędzą na randez vous. Jak więc głębię uczucia ma wyznawać dojrzalsza część społeczeństwa?

 

Walenty bez misia czyli zdrowy rozsądek dla początkujących

Wszystko zależy od inwencji twórczej „miłośnika”, jego skłonności do inwestowania w przedsięwzięcie oraz stażu pary. Czas ma tutaj kluczowe znaczenie: jeśli dopiero chcesz ją uświadomić, że darzysz ją sentymentem, musisz pokazać się od najlepszej strony, aby zdeklasować oferty konkurencji. Zrób rekonesans wśród bardziej dyskretnych znajomych – to niezawodny wywiad. Podsuną propozycje lubianych restauracji, udostępnią listę potraw na które jest uczulona i doradzą, o czym marzy od drugiej klasy Liceum. Jeśli wyznanie miłosne uskutecznione zostało kilka lat temu, tym razem musisz wykazać się pomysłowością. Myślisz, że to słodkie, że co roku oglądacie romantyczną komedię i odmrażacie sobie kończyny podczas spaceru? Nie, to nie jest romantyczne, tylko chorobotwórcze. Może tym razem zaproś ją na wystawę fotografii, wręcz karnet na kurs tańca dla dwojga, a kolację przygotuj sam. Pary z wieloletnim stażem, w kwestii walentynkowych prezentów mają chyba najłatwiejszą sytuację. Po takim czasie ludziom wydaje się, że znają się „jak łyse konie” i nic ich już nie zdziwi. Postaw więc na niezawodny element zaskoczenia: wypunktuj wszystko, co do tej pory organizowałeś z okazji walentynek, urodzin i Dni Kobiet i… właśnie tego nie rób! Wszystko inne wywoła uśmiech i będzie dowodem zaangażowania.

 

A może retro…

Zamiast głowić się nad oryginalnym prezentem, wydawać zaskórniaki na kolejny wisiorek z „I LOVE YOU”, pomyśl nad tym, co należy tylko do waszej dwójki. Nie wysyłaj życzeń sms’em, nie kupuj pocztówki z gigantycznym sercem. Weź kartę papieru i napisz staromodny list o tym, że… dla niej zrezygnowałbyś nawet z meczu Realu Madryt, że nie przeszkadza ci jej chrapanie, że kiedy wyjeżdża, ty nie pijesz kawy z braku dobrego towarzysza, a kiedy chwali cię jako kierowcę, potrafisz Matizem „wyciągnąć” 140 km/h. Walentynkowy kicz to tylko jeden ze sposobów, by powiedzieć „kocham”. Panowie! W tym roku liczymy na Waszą kreatywność!

 

Danka Kotula

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach