Tuesday, April 13, 2021
Home / Uroda  / Nie bądź głupia – broń się

Nie bądź głupia – broń się

Podstawową zasadą samoobrony dla kobiet jest nie dać się zaatakować. Jak? Używając najsilniejszego z naszych narządów – mózgu

Podstawową zasadą samoobrony dla kobiet jest nie dać się zaatakować. Jak? Używając najsilniejszego z naszych narządów – mózgu

– Nauczyć kobiety samoobrony to tak, jakby konia nauczyć wchodzenia po drabinie. Nie da się –  mówi Jerzy Cichalewski, krakowski instruktor taktyki ochrony, członek International Police Defensive Tactics Association, posiadacz 4 dana w ju-jitsu. – I nie mówię tego, by obrazić kobiety. Konie to piękne i szlachetne zwierzęta, ale po drabinie nie wejdą i już. Bardzo niewiele kobiet siłą fizyczną może się równać z przeciętnym facetem, nie mówiąc już o osiłku albo o pospolitym bandycie.
– Nauka walki to lata ćwiczeń, nie da się nauczyć samoobrony w miesiąc – wyjaśnia Marcin Sitko, strażnik miejski, członek Międzynarodowej Federacji Modern Ju-Jitsu, posiadający 2 dan budo.
Po co więc kobietom kursy samoobrony? – Żeby się nauczyć, jak nie dać się zaatakować – wyjaśniają instruktorzy. – Albo, kiedy już to się stanie, wyjść z opresji jak najmniejszym kosztem, swoim i cudzym. Ale nie jest to umiejętność walki. Samoobrona to kilka podstawowych patentów, np. jak bezpiecznie otworzyć drzwi w ciemnej bramie, jak wyrwać się z uścisku atakującego, jak go kopnąć albo czy w ogóle to robić.
Nie sztuką jest wsadzić bandycie klucz w oko i potem pójść za to do więzienia, bo ten przed sądem udowodni, że wcale nas nie atakował, tylko podrywał. Dlatego na kursach samoobrony uczy się kobiety nie tylko chwytów i sprytnych uderzeń, jak zwykło się o tym myśleć, ale przede wszystkim bezpiecznego zachowania, znajomości podstaw prawa i pierwszej pomocy. Sztuka samoobrony to także sztuka radzenia sobie ze strachem. Każdy z nas boi się o własne zdrowie i życie i często nawet najlepiej wyszkolone osoby panikują w sytuacji realnego zagrożenia. – Dlatego podstawową zasadą samoobrony jest używać mózgu i trzeźwo myśleć – radzi Cichalewski. – Najpierw w miarę możności unikać zagrożenia, nie prowokować strojem ani zachowaniem, nie chodzić samotnie po ciemnych ulicach. Gdy już ktoś nas zaczepi, nie dać się sprowokować, nie szarpać się, nie kopać ani nie pluć, bo to może tylko rozzłościć napastnika. Najbardziej skuteczną taktyką okazuje się opanowanie i odwrócenie uwagi przeciwnika, aby zyskać czas na ucieczkę. Jak to zrobić? Tu niestety nie ma reguły, czasem pozornie najgłupsze pomysły bywają najlepsze. Na faceta może podziałać np. podniesienie spódnicy i pokazanie mu majtek. Napastnik będzie w szoku – zgłupieje, a my zyskamy moment na wyrwanie się z jego uścisku i ucieczkę. Podobnie może podziałać samodzielne uderzenie się w twarz. – Człowiek najbardziej boi się pierwszego ciosu. Jeśli zaserwujemy go sobie sami, przełamiemy strach i wyzwolimy adrenalinę, która jest hormonem walki i może uratować nam życie – radzi Sitko. A co jeśli takie metody nie pomogą? – Tego już nie da się wyjaśnić na sucho. Zapraszamy na zajęcia. Pomożemy wyćwiczyć jak najwięcej przydatnych odruchów – mówią instruktorzy.
Nie ma co liczyć na to, że akurat nas nic złego nie spotka. Na ulicy pełno jest wariatów (i uwaga – czasem w ogóle nie sprawiają wrażenia groźnych). Współczesna kobieta, zwłaszcza mieszkająca w dużym mieście, takim jak Kraków, musi być na to przygotowana.

Karolina Siudeja

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach