Tuesday, January 31, 2023
Home / Zdrowie  / Nic mi nie jest, naprawdę

Nic mi nie jest, naprawdę

Prawda, w której się zanurzasz może prowadzić na manowce

"Mam terapeutę." To brzmi dumnie. / fot. sutterstock

Z badań prowadzonych już od czasów twórcy psychoanalizy Zygmunta Freuda wynika, że ludzie, zdobywając się na maksymalną uczciwość i szczerość wobec siebie, spowici są jednocześnie mgłami nieświadomości i mogą zobaczyć tylko tę „prawdę”, w jakiej są w obecnej chwili zanurzeni. Skutkiem tego bezwiednie i niechcący okłamują samych siebie

"Mam terapeutę." To brzmi dumnie. / fot. sutterstock

„Mam terapeutę.” To brzmi dumnie. / fot. sutterstock

W konsekwencji często pojawiają się przykre objawy, dolegliwości, wreszcie – choroba. Najczęściej jest to nerwica, ale też takie psychosomatyczne choroby jak nadciśnienie, wrzody żołądka i inne, o wiele gorsze. W efekcie zażywamy coraz więcej leków. Także tych uspokajających i nasennych. Mamy szczęście, gdy lekarz oprócz lub zamiast leków zasugeruje psychoterapię. Najczęściej jest to ta właściwa droga, coraz chętniej wybierana.

Od spraw psychiki mamy psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów. Właściwą psychoterapią zajmuje się – jak nazwa wskazuje – psychoterapeuta, który tym się różni od psychologa, że odbył własną, najczęściej długoterminową terapię oraz w wyniku długiego procesu nauki zyskał narzędzia do pracy z nieświadomością. A nieświadomość może się ujawnić tylko w relacji z drugą osobą, dlatego z punktu widzenia psychoterapii nie ma czegoś takiego jak samodzielne przepracowanie wewnętrznych konfliktów. Właśnie z tej przyczyny, że pewne problemy są nieświadome i jako takie generują jakiś objaw, który utrudnia nam życie (np. boimy się upadku na ulicy, pięć razy wracamy sprawdzić, czy zakręciliśmy gaz, ciężko nam podjąć decyzję nawet w błahej sprawie, mamy napady nocnego jedzenia, drażni nas każdy hałas itp.), tak trudno samemu sobie z nimi poradzić.

Kiedy udamy się na terapię, zawsze warto zapytać psychoterapeutę, czy miał własną psychoterapię. To bardzo ważne. Dobry terapeuta ma za sobą lata własnej terapii oraz wieloletnie podyplomowe szkolenie w zakresie psychoterapii (po studiach psychologicznych, humanistycznych lub medycznych). Ważne jest też pewne doświadczenie życiowe, które generuje wiek, bo psychoterapeuta musi być wiarygodny, gdy mierzy się z tak trudnymi tematami jak rodzicielstwo, rozwód, ciężka choroba, starzenie się i wszystko, co z tym związane.

Psychoterapia to jedyna sytuacja, w której człowiek może bez skrępowania i bez lęku przed konsekwencjami mówić o sobie wszystko, co mu przyjdzie do głowy. Jest to proces fascynujący, a osoby w trakcie terapii często przeżywają jedyne w swoim rodzaju chwile – chwile wglądu i „olśnienia”, przeżycia, których nie mogłyby doznać nigdzie indziej, tylko tu. Ale w terapii oprócz chwil przyjemnych przeżywamy też gorsze, kryzysowe. Są one konsekwencją dotykania bolesnych miejsc – i właśnie o to chodzi, aby do nich dotrzeć, bo to tam jest źródło tego, co dziś utrudnia nam życie, a co manifestuje się w przeróżny sposób – zrywaniem kolejnych związków, brakiem udanych relacji, napadami paniki albo „tylko” wrzodami żołądka, dermatozami lub bólami głowy, na które nie ma lekarstwa. Terapia może czasem przypominać ustawienie swoistego toru przeszkód – dostajemy „zadania” oraz przepracowujemy sytuacje, których wolelibyśmy uniknąć. Dzięki temu, że terapeuta nam towarzyszy, wspiera nas, analizuje przyczyny ewentualnych niepowodzeń (i sukcesów), proces ten doprowadza do trwałych, pozytywnych zmian. Jeśli w ogóle zwrócimy się o pomoc. W – wydawałoby się – błahej sprawie. „Nic mi nie jest, tylko mam szumy w uszach”. „Od roku nie przespałam spokojnie ani jednej nocy. Na szczęście są tabletki”. „Od trzech lat mam wysypkę, ale dermatolog nie znalazł przyczyny”.

Aleksandra Przychodzeń

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ