Monday, August 2, 2021
Home / Uroda  / Zdrowie  / Nic mi nie jest, naprawdę

Nic mi nie jest, naprawdę

Prawda, w której się zanurzasz może prowadzić na manowce

"Mam terapeutę." To brzmi dumnie. / fot. sutterstock

Z badań prowadzonych już od czasów twórcy psychoanalizy Zygmunta Freuda wynika, że ludzie, zdobywając się na maksymalną uczciwość i szczerość wobec siebie, spowici są jednocześnie mgłami nieświadomości i mogą zobaczyć tylko tę „prawdę”, w jakiej są w obecnej chwili zanurzeni. Skutkiem tego bezwiednie i niechcący okłamują samych siebie

"Mam terapeutę." To brzmi dumnie. / fot. sutterstock

„Mam terapeutę.” To brzmi dumnie. / fot. sutterstock

W konsekwencji często pojawiają się przykre objawy, dolegliwości, wreszcie – choroba. Najczęściej jest to nerwica, ale też takie psychosomatyczne choroby jak nadciśnienie, wrzody żołądka i inne, o wiele gorsze. W efekcie zażywamy coraz więcej leków. Także tych uspokajających i nasennych. Mamy szczęście, gdy lekarz oprócz lub zamiast leków zasugeruje psychoterapię. Najczęściej jest to ta właściwa droga, coraz chętniej wybierana.

Od spraw psychiki mamy psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów. Właściwą psychoterapią zajmuje się – jak nazwa wskazuje – psychoterapeuta, który tym się różni od psychologa, że odbył własną, najczęściej długoterminową terapię oraz w wyniku długiego procesu nauki zyskał narzędzia do pracy z nieświadomością. A nieświadomość może się ujawnić tylko w relacji z drugą osobą, dlatego z punktu widzenia psychoterapii nie ma czegoś takiego jak samodzielne przepracowanie wewnętrznych konfliktów. Właśnie z tej przyczyny, że pewne problemy są nieświadome i jako takie generują jakiś objaw, który utrudnia nam życie (np. boimy się upadku na ulicy, pięć razy wracamy sprawdzić, czy zakręciliśmy gaz, ciężko nam podjąć decyzję nawet w błahej sprawie, mamy napady nocnego jedzenia, drażni nas każdy hałas itp.), tak trudno samemu sobie z nimi poradzić.

Kiedy udamy się na terapię, zawsze warto zapytać psychoterapeutę, czy miał własną psychoterapię. To bardzo ważne. Dobry terapeuta ma za sobą lata własnej terapii oraz wieloletnie podyplomowe szkolenie w zakresie psychoterapii (po studiach psychologicznych, humanistycznych lub medycznych). Ważne jest też pewne doświadczenie życiowe, które generuje wiek, bo psychoterapeuta musi być wiarygodny, gdy mierzy się z tak trudnymi tematami jak rodzicielstwo, rozwód, ciężka choroba, starzenie się i wszystko, co z tym związane.

Psychoterapia to jedyna sytuacja, w której człowiek może bez skrępowania i bez lęku przed konsekwencjami mówić o sobie wszystko, co mu przyjdzie do głowy. Jest to proces fascynujący, a osoby w trakcie terapii często przeżywają jedyne w swoim rodzaju chwile – chwile wglądu i „olśnienia”, przeżycia, których nie mogłyby doznać nigdzie indziej, tylko tu. Ale w terapii oprócz chwil przyjemnych przeżywamy też gorsze, kryzysowe. Są one konsekwencją dotykania bolesnych miejsc – i właśnie o to chodzi, aby do nich dotrzeć, bo to tam jest źródło tego, co dziś utrudnia nam życie, a co manifestuje się w przeróżny sposób – zrywaniem kolejnych związków, brakiem udanych relacji, napadami paniki albo „tylko” wrzodami żołądka, dermatozami lub bólami głowy, na które nie ma lekarstwa. Terapia może czasem przypominać ustawienie swoistego toru przeszkód – dostajemy „zadania” oraz przepracowujemy sytuacje, których wolelibyśmy uniknąć. Dzięki temu, że terapeuta nam towarzyszy, wspiera nas, analizuje przyczyny ewentualnych niepowodzeń (i sukcesów), proces ten doprowadza do trwałych, pozytywnych zmian. Jeśli w ogóle zwrócimy się o pomoc. W – wydawałoby się – błahej sprawie. „Nic mi nie jest, tylko mam szumy w uszach”. „Od roku nie przespałam spokojnie ani jednej nocy. Na szczęście są tabletki”. „Od trzech lat mam wysypkę, ale dermatolog nie znalazł przyczyny”.

Aleksandra Przychodzeń

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach