Thursday, November 26, 2020
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Natalia Sikora – wszystko na moich warunkach

Natalia Sikora – wszystko na moich warunkach

Fenomenalnym wykonaniem wykonaniem "Cry Baby" w The Voice of Poland przeszła do historii muzyki. Chadza własnymi drogami, a w jej słowniku nie ma miejsca na słowo "kompromis".

Natalia Sikora

Natalia Sikora (bluzka-kimono -Elena Ciuprina) / fot. Anna Ciupryk/ anionam.com

Fenomenalnym wykonaniem wykonaniem „Cry Baby” w The Voice of Poland przeszła do historii muzyki. Chadza własnymi drogami, a w jej słowniku nie ma miejsca na słowo „kompromis”. O kulisach programu Natalia Sikora opowiada Anecie Pondo. 

Natalia Sikora

Natalia Sikora (sweter – Patryk Kryślak, body – Elena Ciuprina)/ fot. Anna Ciupryk/anionam.com

Miasto Kobiet: Zmieniłaś fryzurę. Mam wrażenie, że im bardziej jesteś znana, tym krótsze masz włosy.

Natalia Sikora: Nie ma w tym żadnej ukrytej symboliki (śmiech). Marzyłam od paru lat, żeby się ściachać na krótko. A że skończył się sezon teatralny, mogłam to zrobić, bo do września włosy zdążą odrosnąć.

Miasto Kobiet: Czy zaczęłaś już dzielić swoje życie na „przed” i „po” The Voice of Poland?

Natalia Sikora: Nie. I nie zamierzam wprowadzać takiego podziału. Nie ma we mnie zgody na to, żeby The Voice of Poland ingerował w mój sposób bycia i pracy, w kolejne projekty. Obecność w programie była świadomym manewrem promocyjnym, wykonanym po to, by pokazać światu wartościowe rzeczy, w których uczestniczę. W kategorii małego cudu traktuję to, że wzięłam udział w The Voice of Poland na moich warunkach – bo tak to można nieskromnie ująć.

Miasto Kobiet: Co to znaczy, że na Twoich warunkach?

Natalia Sikora: Miałam wystąpić już w pierwszej edycji programu, ale wtedy nie dogadałam się z organizatorami. Pracuję w teatrze, koncertuję, mam zobowiązania wobec wielu osób, więc udział w takim programie to duża logistyczna układanka i poważna decyzja. Utknęliśmy przy umowach, bo było w nich wiele bezsensownych zapisów, które oznaczały, że oddaję swoje życie artysty, czyli wszystko co zrobiłam do tej pory i wszystko co zrobię w przyszłości, w cudze ręce. Nie mogłam się zgodzić na coś, co będzie mi przeszkadzało później normalnie pracować albo na to, że ktoś będzie mi narzucał, jaką płytę mam nagrać. Przy drugiej edycji okazało się, że są to sprawy do przejścia.

Miasto Kobiet: Były momenty, kiedy musiałaś w czasie programu negocjować albo tupnąć nogą?

Natalia Sikora: Oczywiście. Nigdy w ciągu pół roku nie powiedziałam tyle razy „nie” .

Miasto Kobiet: Co próbowano Ci narzucić?

Natalia Sikora: Różne rzeczy, np. popową piosenkę albo bluzkę w kwiatki. Musiałam cały czas kontrolować, czy nie jestem wkręcana w dziwne pomysły. Oczywiste dla mnie było, że nie zrobię niczego, co jest niezgodne ze mną, narzucone na siłę.

Miasto Kobiet: A gdyby ktoś się jednak uparł i kazał Ci wyjść w tej kolorowej bluzce w kwiatki?

Natalia Sikora: Wiedziałam, do czego zobowiązuje mnie umowa. Jeśli był odcinek live, to wiadomo, że muszę się stawić i wyjść na scenę. Ale co ja na tej scenie zrobię, to jest już moja sprawa. Jednak podkreślam, że spotkałam się z dużą otwartością i zaufaniem. Też dzięki temu, że ogromną i nieprzewidywaną euforię wywołało moje wykonanie „Cry Baby” Janis Joplin, a właściwie już jego pierwsze 7 sekund. To jest niesamowite, że 7 sekund może narobić takiego szumu.

Miasto Kobiet: Dlaczego wybrałaś na pierwszy numer akurat „Cry Baby”?

Natalia Sikora:Dostałam od organizatorów programu listę, z której należało coś wybrać, ale nie byłam w stanie znaleźć na niej żadnego sensownego utworu, więc zaproponowałam „Cry Baby”. Z Janis Joplin znam się, odkąd jestem na tym świecie i odkąd tato po raz pierwszy włączył mi jej płytę. Czułam nosem, że jest to taki strzał, taki wulkan energii, że nie może przejść bez echa.

Miasto Kobiet: Marek Piekarczyk, którego wybrałaś na tzw. trenera, spełnił Twoje oczekiwania?

Natalia Sikora: Na początku kontakty były dosyć nieśmiałe, bo Marek też się musiał ustosunkować do sytuacji komercyjnej, która nie jest dla niego oczywista. Teraz nasze spotkania są niezwykle kreatywne. Cholernie się cieszę z tej znajomości i mam nadzieję, że to jest początek pewnych spraw, które dopiero nabiorą rozpędu.

Miasto Kobiet: To nie było Wasze pierwsze spotkanie, bo poznałaś go już w „Szansie na sukces”.

Natalia Sikora: To tylko takie gadanie. Zaśpiewałam w „Szansie na sukces” piosenkę z repertuaru TSA, ale Marka nie poznałam. Tyle, że przez chwilę widzieliśmy się w studio.

Miasto Kobiet: Nie skojarzył Cię potem, w czasie przesłuchania do The Voice of Poland?

Natalia Sikora: Nie od razu. Sam mi powiedział, że dopiero jak sobie mnie później wygooglował, to mu się ta „Szansa na sukces” przypomniała.

Miasto Kobiet: Lubisz oglądać swoje występy? Co wtedy czujesz?

Natalia Sikora: Nie lubię. Nie obejrzałam całego programu. Muszę mieć na to czas i najpierw odpocząć, żeby spojrzeć ze zrestartowaną głową. Ostatnie pół roku to było nie tylko The Voice of Poland. Miałam intensywny sezon teatralny, dużo koncertów i czuję się jak bokser po kilkunastu walkach w wadze ciężkiej. Bardziej z poczucia obowiązku obejrzałam kilka swoich występów z programu i były, nie ukrywam, takie dwa momenty, że sama się zasłuchałam i zapatrzyłam. To „Cry Baby” i później „Soldier of fortune”.

Miasto Kobiet: Repertuar to był za każdym razem Twój wybór? Bo wydaje mi się, że w tzw. Bitwach nie było możliwości decydowania.

Natalia Sikora: Bitwy to była manipulacja reżyserska, żeby podnieść oglądalność. Nie wiem czy powinnam o tym mówić, ale trudno, już powiedziałam.

Miasto Kobiet: Chodzi Ci o sposób doboru w pary?

Natalia Sikora: Prawdą jest, że rzeczywiście nie mieliśmy pojęcia, kto z kim będzie śpiewał. Natomiast wiem, że do bitwy z Dorotką Osińską stanęłam dlatego, że ktoś w nocy wpadł na pomysł: „O! To może nam podbić oglądalność!”. Nie zapominajmy, że program musi na siebie zarobić. Na jego realizację szły potworne pieniądze. Zrobienie go to był co tydzień, przez pół roku, ogromny wysiłek około 200 osób. Były całe ekipy od wyrazu scenicznego, oświetlenia, udźwiękowienia, stylizacji, makijażu, itd. Niesamowita machina. Sam występ to był czysty sport. Śpiewanie w realizacji takiego programu jest na samym końcu, najwięcej energii idzie na to, co się dzieje wokół. Bez kondycji fizycznej i taktycznego myślenia łatwo polec. Kiedy były lajfy, czyli programy na żywo, to cały dzień rozbijałam na 12 rund pojedynku bokserskiego. Wyjście na scenę, kiedy odeszli ode mnie ludzie zajmujący się dźwiękiem, światłem, moim wyglądem i tak dalej, to była ostatnia runda. I te ostanie sekundy przed występem musiałam poświęcić na maksymalne skupienie, przypomnienie sobie, po co tam jestem. Wychodziłam więc na scenę, robiłam to, co do mnie należało, i miałam na to zaledwie półtorej minuty do dwóch, bo obowiązuje ten chory czas antenowy. Bardzo ciekawe doświadczenie. Ogromna lekcja.

Miasto Kobiet: Co się działo po ostatniej rundzie?

Natalia Sikora: Wychodziłam stamtąd i cieszyłam się, że już się to skończyło (śmiech). Za każdym razem, kiedy kończył się jakiś etap, byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Miasto Kobiet: Nagrodą za wygranie The Voice of Poland jest kontrakt płytowy. Zaraz po programie oświadczyłaś, że jeśli ktoś z wytwórni będzie próbował stawiać ci jakiekolwiek warunki, to płyta nie powstanie, a Marek Piekarczyk powiedział, że Tobie nie da się niczego narzucić i że… współczuje Universalowi.

Natalia Sikora: Nie chcę zapeszać, ale na razie spotkałam się z bardzo dużą otwartością wydawnictwa. Płytę „Bezludna wyspa bluesa” będziemy nagrywać w sierpniu, a ukaże się jesienią. Będzie to autorski materiał, z moimi tekstami i kompozycjami Piotra Proniuka – pianisty, z którym już od dawna współpracuję. Na płycie znajdą się trzy, cztery kompozycje klasyczne bluesowe, natomiast reszta będzie wariacją na temat bluesa.

Miasto Kobiet: Myślałam, że jesteś bardziej rockowa niż bluesowa.

Natalia Sikora: Nie chcę tego rozgraniczać. Kiedy myślę o muzyce, to najpierw o świecie, którego ona ma dotknąć, o słowach, które mają w tym świecie zafunkcjonować i o tym, jak te materie ze sobą połączyć.

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach