Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Natalia Przybysz: Co trzecia to ja

Natalia Przybysz: Co trzecia to ja

Matka. Polka Feministka. Z wokalistką rozmawiamy o nowej płycie, kobiecości i złamaniu zmowy obłudy

Natalia Przybysz: Najbardziej lubię to uczucie, gdy – jak to napisała Kasia Nosowska – ktoś „zanurza głowę w strumieniu mojej świadomości” i już nie jestem z czymś sama / fot. Weronika Kosińska

N’Talia, Natu, Natalia Przybysz. Matka, Polka, feministka. Współtwórczyni zespołu Sistars. Od lat uznawana za jedną z najbardziej nieszablonowych polskich wokalistek. Właśnie wydała płytę Światło nocy

Natalia Przybysz: Piosenki to listy do samej siebie. Piosenki mają moc i prawdopodobnie zawsze są manifestem. Pytanie, co manifestują / fot. Weronika Kosińska

W 2016 roku Natalia Przybysz udziela wywiadu dla „Wysokich Obcasów”. Mówi o aborcji. O tym, jak jedzie w tym celu na Słowację, jakie powody nią kierują, ile trwa zabieg i że czuje ulgę. Rusza medialna lawina oskarżeń, hejtu i miażdżących komentarzy. Dla innych to ważny gest. Szczególnie w czasie, gdy kobiety protestują na Czarnych Marszach i walczą o siebie. Kapituła i czytelnicy WO przyznają jej tytuł „Superbohaterki Wysokich Obcasów 2016” jednak nie tak, jak mówią oburzeni, „za aborcyjny coming out”, ale „za odwagę szczerego wyznania – w czasach postprawdy, propagandy i opresji kobiet” i „za złamanie zmowy obłudy”.

Iga Gierblińska, Edyta Hetmanowska: Czy trudno być superbohaterką w Polsce?

Natalia Przybysz: Nie czuję tego. Jestem szczęściarą, której udało się nigdy nie pracować w normalnej pracy. Śpiewam piosenki, jakie chcę i o czym chcę. Czuję, że pełnię funkcję emocjonalnej przewodniczki. Myślę tylko o chwili koncertu lub tej zarejestrowanej na płytach. Bohatersko czułam się raczej w chwilach z życia prywatnego.

Bycie szczerym bywa ryzykowne. Skąd w Tobie siła, żeby mówić i śpiewać szczerze?

Natalia Przybysz: Śpiewanie wzmacnia człowieka od środka. Im masz więcej pewności siebie i siły, i im częściej korzystasz z tego przepływu energii, jakim jest śpiewanie, tym bardziej chcesz mówić prawdę i być prawdziwym.

Jak ochronić siebie, funkcjonując w show biznesie? Czy potrzebna jest zbroja?

Natalia Przybysz:  Trzeba mieć tzw. autonomię szczęścia. Pamiętać, że jego źródło jest gdzie indziej. Show-biznes jest tylko formą. Spływa po mnie jak po kaczce. Liczy się muzyka i odbiorca.

Czym jest dla Ciebie kobiecość?

Natalia Przybysz: Kobiecość jest wszystkim tym, co wymyka się racjonalnym definicjom i wymierności. Jest instynktem, naturą, intuicją, delikatnością, siłą i wolnością. Nie da się jej zdefiniować zmierzyć ani posiąść.

Z czego stworzona jest Twoja zbroja?

Natalia Przybysz: To formy, które przybieram, aby się schować. Zdejmuję ją na scenie i z rodziną.

Natalia Przybysz: Kobiecość jest wszystkim tym, co wymyka się racjonalnym definicjom i wymierności. Jest instynktem, naturą, intuicją, delikatnością, siłą i wolnością / fot. Weronika Kosińska

Jakie wyzwania stoją dziś przed Tobą – kobietą?

Natalia Przybysz:  Zwiększyć czujność i szybkość reakcji. Mieć lepszy kontakt ze swoją intuicją. Czuć siostrzeństwo z innymi kobietami. Rozmawiać, pomagać sobie nawzajem. Wychowywać moje małe dzieci, dbać i pielęgnować związek. Kochać siebie i słuchać siebie. Nagrywać kolejne płyty.

Za co siebie podziwiasz najbardziej?

Natalia Przybysz: Za umiejętności mediatorskie i chęć do zabawy, zabawy w różne rzeczy…

Od czego są piosenki? Czy powinny być manifestem?

Natalia Przybysz: Piosenki to listy do samej siebie. Nawet jeśli śpiewamy „ty”, „ciebie” etc., to musimy umieć śpiewać to do samych siebie. And I will always love you ….. (love me). Piosenki mają moc i prawdopodobnie zawsze są manifestem. Pytanie, co manifestują. Z pisaniem piosenek łączy się tego rodzaju świadomość.

Co Ciebie buduje?

Natalia Przybysz: Buduje mnie, gdy widzę, jak ludzie się zmieniają, rozwijają. Kocham patrzeć, jak rosną moje dzieci.

Co można dostrzec w nocnym świetle? Co znajdujesz w ciemności?

Natalia Przybysz: Ciemność jest ciepła. Mam wrażenie, że Ziemia jest otulona przez ciepły kosmos. Temat jest tak długi i nie wiem, skąd zacząć. Kwintesencją doświadczenia mocy koloru czarnego i pracy nad poczuciem bezpieczeństwa może być taka przygoda jak kąpiel nocą w morzu.

Jaka historia stoi za utworem Vardo, w którym mamy do czynienia z melorecytacją kobiecych imion, i dlaczego Twoje imię jest ostatnie?

Natalia Przybysz:  Po moim głośnym wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” dzięki Akcji Demokracji dostałam kilka tysięcy listów wsparcia od ludzi wdzięcznych za moje wyznanie o aborcji. Były tam kobiety i byli mężczyźni. Zrozumiałam, że nie jestem sama i że takie przygody spotykają bardzo wiele kobiet. Postanowiłam zaśpiewać ich imiona. Nie czuję się wyjątkowa. Jestem jedną z nich, jestem co trzecią kobietą w Polsce.

Wołanie o pomoc z kultowej piosenki z Kabaretu Starszych Panów, S.O.S, nabiera w Twoich ustach innego ciężaru. Co czułaś, kiedy nagrywałaś ten utwór?

Natalia Przybysz: To jest piosenka uniwersalna i wyjątkowo piękna. Mam nadzieję, że działa na związki i je rehabilituje, ale myślałam też o morzu nienawiści, jakie widać w sieci i o kondycji naszej miłości jako narodu. Chociażby braku gościnności, życzliwości dla obcych.

Minęło trochę czasu od wywiadu w „Wysokich Obcasach” i od premiery płyty. Czy ta publikacja uzupełnia promocję płyty w taki sposób, jak tego chciałaś? Co zyskałaś dzięki temu wywiadowi? Czy może coś straciłaś?

Natalia Przybysz: Decyzja o tym wywiadzie była spontaniczna i zupełnie niezwiązana z nadchodzącą płytą. Liczyłam na więcej coming-outów znanych kobiet. Gdzieś liczyłam na to, że stopniowo coś się zmieni. Tymczasem straciłam wiele możliwości pojawiania się w mediach. Dla wielu sponsorów okazuję się ryzykowna i jestem przez nich omijana szerokim łukiem. Jednocześnie zyskałam na kontaktach z ludźmi. Chodzi mi o znajomych i bliskich, ale również dotyczy to odbiorców na koncertach. Szybko czuję więź z obcymi na ulicy i lubię to.

Czy Twoja nowa płyta nauczyła cię czegoś o Polsce?

Natalia Przybysz: Że warto, że można i że trzeba mówić prawdę. Rozmawiam z ludźmi po koncertach. Koncerty trwają dwie godziny, a potem mija niemalże drugie tyle, zanim pożegnam się z ostatnimi gośćmi. Potrzebujemy dużo się przytulać – tego się nauczyłam na pewno.

Płyta Światło nocne została nagrana „starą” metodą. Jak wyglądała praca nad płytą?

Natalia Przybysz: Graliśmy długo materiał na koncertach i próbach, zanim trafiliśmy do Rolling Tapes Studio w Srebrnej Górze, gdzie nagraliśmy wszystko na taśmę. 9 na 10 piosenek nagrałam w tym samym czasie, co zespół. Większość instrumentów i ja jesteśmy nagrani na setkę. Czasem słychać, jak pod koniec piosenki głos się męczy, ale dla mnie liczy się efekt jedności intencji i koherentność. Mój wokal to jedna ścieżka nagrana od początku do końca piosenki, potem dograłam kilka miejsc z chórkami, a muzycy dograli dodatkowe instrumenty. Tak robią jazzmani i chyba dlatego mają się za lepszych, hahaha!

Jakie emocje towarzyszą ci podczas koncertów? Czym jest dla Ciebie ten rodzaj spotkania?

Natalia Przybysz: Emocje wszystkie po kolei. Wszystkie te, których użyłam do napisania piosenek potrzebne są potem do ich zaśpiewania. Na koncertach jest jeszcze jeden aspekt – jedność. Wszyscy jesteśmy ulepieni z tych samych emocji i dzięki muzyce możemy się w nich spotykać ze sobą. Najbardziej lubię to uczucie, gdy – jak to napisała Kasia Nosowska – ktoś „zanurza głowę w strumieniu mojej świadomości” i już nie jestem z czymś sama.

Natalia Przybysz: Najbardziej lubię to uczucie, gdy – jak to napisała Kasia Nosowska – ktoś „zanurza głowę w strumieniu mojej świadomości” i już nie jestem z czymś sama / fot. Weronika Kosińska

Którą z ostatnich zmian w Twoim życiu lubisz najbardziej?

Natalia Przybysz: Pokochałam dzikie akweny wodne.

Jakie efekty przynosi Twoim zdaniem publiczna debata na temat praw kobiet w Polsce? Jaki będzie jej efekt?

Natalia Przybysz: Kobiety coraz więcej i głośniej mówią i lepiej słyszą. Odczarowuje się słowo „feminizm”, które nabiera nowej szykownej mocy. Coraz więcej mężczyzn też to rozumie i popiera. Nie wiem kiedy, ale będzie lepiej.

Jaka jest Twoja definicja wolności?

Natalia Przybysz: Znaleźć siebie w dowolnej chwili i miejscu.

Czy szczęście buduje wolność?

Natalia Przybysz: Nie zawsze. Czasem wołanie o wolność wyrywa się dopiero z gardła uciemiężonego.

Na długo muzyk wiąże się z muzyką z konkretnej płyty? Kiedy będziesz mogła zająć się kolejnym projektem?

Natalia Przybysz: Miałam ogromny zaszczyt brać udział w FAYRANT TOUR zespołu Hey. Urzekło mnie, że po 25 latach grali piosenki z różnych płyt, tych najstarszych i najnowszych, i one do siebie bardzo pasowały. Było to dla mnie inspirujące. We mnie wciąż żywe są piosenki z Prądu i w niczym nie wydają się mniej aktualne od Światła nocnego. Chciałabym, aby nowe piosenki były kontynuacją tego, co do tej pory… Nie wiem, jak mają inni muzycy, ale ja lubię pisać historię dłuższą niż jedna czy dwie płyty.

Natalia Przybysz – Piosenkarka i autorka tekstów, siostra, weganka, działaczka społeczna, „Superbohaterka 2016” Wysokich Obcasów / fot. Weronika Kosińska

Zdjęcia Natalii Przybysz są częścią projektu „Światłoczuli” autorstwa:
Zdjęcia: Weronika Kosińska
Stylizacje: Kamila Picz
Makijaże: Izabela Szelągowska & Aga Brudny
Fryzury: Patryk Nadolny

Iga Gierblińska, Edyta Hetmanowska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach