Tuesday, June 15, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Natalia Iwaniec: Jak zostać Panią Gaga?

Natalia Iwaniec: Jak zostać Panią Gaga?

Czy da się stworzyć jedną wyraźną definicję Gaga?

Natalia Iwaniec i jej występ solo „Birdland” / fot. Yarek Baranik

Wyobraźcie sobie, że macie skłonić swoje ciało, by zagotowało się jak spaghetti lub zamieniło w worek z luźno wrzuconymi kośćmi; by wasz kręgosłup stał się wężem, a po ramionach toczyła się nieistniejąca kulka… Poznajcie Gaga – język ruchowy, i Natalię Iwaniec – tancerkę i choreografkę, która tego języka uczy

natalia iwaniec

Natalia Iwaniec i jej występ solo „Birdland” / fot. Yarek Baranik

Być może znacie film „Mr. Gaga”, dzięki któremu świat poznał izraelskiego choreografa Ohada Naharina i Gaga, czyli stworzony przez niego język ruchowy, czy wręcz filozofię pracy z ciałem, niezwykły trening słuchania ciała i podążania za wyobraźnią, gdy wypowiedziane przez nauczyciela polecenia trzeba przełożyć na ruch.

Natalia zaczęła się stawać „Panią Gaga” na długo, zanim film pojawił się na ekranach i rozsławił tę metodę. Dla niej zaczęło się to w 2009 roku w Poznaniu, od warsztatu z choreografem z Izraela Arkadim Zaidesem:
– Wtedy poczułam, że jestem stracona, że to jest to.
Poczekała jeszcze chwilę, by nabrać pewności, i wkrótce wyjechała do Tel Avivu, żeby uczyć się metody u jej źródła, w studiu przy Batsheva Dance Company. Teraz jest jedyną polską certyfikowaną nauczycielką Gaga i prowadzi warsztaty m.in. w Krakowie i innych miastach Polski, a także w Szwajcarii, Hiszpanii, Francji, na Ukrainie, w Rosji, Izraelu, USA czy w Londynie, gdzie mieszka. Warsztaty dla tancerzy (Gaga/dancers) i dla wszystkich innych (Gaga/people). Bo Gaga jest dla każdego.

W tańcu, w drodze, w domu

Kadr z filmu „Mr Gaga” / fot. materiały prasowe

Taniec towarzyszy jej od początku podstawówki, gdy zaczęła chodzić na zajęcia baletowe do domu kultury w rodzinnym Opolu. Był ważny w czasach liceum, choć poszukiwała też innych dróg artystycznych, zaczęła malować, brała udział w kółku teatralnym. Odeszła od niego na chwilę, gdy zapisała się na studia teatralogiczne w Krakowie, szukała informacji o innych kulturach na różnych uniwersyteckich zajęciach, podróżowała – ale wkrótce za nim zatęskniła. Zaczęła chodzić na warsztaty, trafiła na zajęcia do tancerki, choreografki i świetnej pedagog Iwony Olszowskiej, która zresztą miała jej wywróżyć, że zostanie pierwszą w Polsce instruktorką Gaga – i poczuła:
– Aha, jednak tańca mi brakuje.
Potem były intensywne dwa lata: dokończenie teatrologii w Krakowie i studium tańca we Wrocławiu, niełatwy czas pogodzenia wszystkiego. – Byłam wtedy niecierpliwa – wspomina Natalia. – Czułam, że coś mnie gdzieś jeszcze czeka i muszę szukać. Na jej podróżnych drogach znalazł się Izrael, do którego intuicyjnie ją ciągnęło. Trudno to wytłumaczyć, ale pobyt tam odczuła jak powrót do domu. Może więc to Gaga już ją sobie upatrzyła i wzywała do siebie? Bo wkrótce wydarzył się poznański warsztat i przyszła myśl: –Jestem stracona.
W 2010 roku zamieszkała w Tel Avivie i codziennie uczyła się nowego języka ruchowego. Po roku zaproszono ją do pilotażowego kursu dla instruktorów. –To był bardzo intensywny trening, który zmienił moje podejście do tańca, do życia, do siebie. Gaga zmieniła moje życie. Dała mi pracę, zawód, narzędzia do pracy z ludźmi, możliwość spotkania nowych osób.
Z perspektywy czasu Natalia zauważa, że wtedy chyba nie do końca była świadoma tej rewolucji. Pierwsze spotkanie z Naharinem? Mocne wrażenie – pamięta, że siedziała tyłem do drzwi i nagle poczuła, że wszyscy są w gotowości, bo wchodzi mistrz.
– A więc to jest Ohad – pomyślała. Nauka? 
– Stawiano nam bardzo duże wymagania. Słyszysz polecenie i nie wiesz, jak masz to zrobić, i szukasz, szukasz… Oczywiście po drodze sto razy się załamujesz, chcesz rezygnować. A potem słyszysz: dobra robota, Natalia. I to czyni twój dzień najlepszym we wszechświecie. Teraz czuje się bardzo wyróżniona, że mogła doświadczyć tego trudu i nauki, innego w Izraelu poczucia istnienia.
– Życie bierze się tam garściami, bo nigdy nie wiadomo, co się stanie. „Być może” – zastanawia się Natalia – praca Ohada i innych tancerzy jest tam tak dobra, bo tworzy się w specyficznych warunkach, w zagrożeniu? Być może te warunki, dyskomfort wyzwala w nas takie rzeczy, jakich komfort nigdy nie wyzwoli. Ale obok dyskomfortu jest też nieskończona liczba możliwości.

Jak postawić filiżankę

– W Gaga jest nieskończona liczba możliwości, i fizycznie, i mentalnie – mówi Natalia. –Jak mogę usiąść, jak mogę wstać, trzymać filiżankę, czy prawą, czy lewą ręką, którą część ciała zaktywizuję. Pojawiają się te same instrukcje, ale ode mnie zależy, jak dziś to zrobi. Podczas lekcji nauczyciel też się rusza, „więc mierzy się z tym samym, co uczestnicy, otrzymuje od nich informacje zwrotne”. Zajęcia mogą się więc modyfikować w trakcie, w zależności od tego, jakie informacje wysyłają ciała uczestników. Ruch będzie intensywniejszy lub lżejszy, ale – co również ważne – przez godzinę jest nieprzerwany.
– Po prostu słyszysz instrukcję i robisz. W otwarciu się pomaga też brak luster. Dzięki temu, jak mówi Natalia: – Czynnik osądzający, oceniający odpada, a on przecież zajmuje w głowie dużo miejsca.
Tancerze, którzy uczestniczyli w lekcjach Gaga prowadzonych przez Natalię w Krakowskim Teatrze Tańca, określają tę metodę jako „technikę pomagającą wydobyć wewnętrzny ruch”, „indywidualną pracę z własnym ciałem i wyobraźnią”, a nawet „taniec, który leczy – także duszę”. Czy tę duszę, ducha lub głowę można w Gaga od ruchu i ciała oddzielić? Według Natalii nie:
– Czuję się w tym spójna, totalna. Dla mnie nie ma podziału na ciało i głowę czy ducha – to jedno, ale o tym zapominamy, czasem trzeba sobie to przypomnieć. Może Gaga zwyczajnie w tym pomaga? – zastanawia się. Zajęcia angażują fizycznie, nie analizuje się podczas nich emocji, ale przecież one się pojawiają – może ruch po prostu przybliża do siebie głowę i ciało?
– Gaga działa i na poziomie fizycznym, i kreatywnym – dodaje Natalia. – I to podłączenie do aspektu kreatywnego daje satysfakcję. I wracamy do nieskończonej liczby możliwości. „Bo przecież filiżankę mogę podnieść tak, a mogę też zupełnie inaczej…”.

Język rozwija się w drodze

gaga

Kadr z filmu „Mr. Gaga” / fot. Gadi Dagon

Czy da się stworzyć jedną wyraźną definicję Gaga? Dla każdego może ona oznaczać trochę co innego, definicja może zależeć od danego momentu, od chwili życia, od aktualnych potrzeb osoby definiującej. To język, który jest żywy i wciąż się tworzy. W artykule Connect to pleasure na stronie taniecPOLSKA.pl Agnieszka Sterczyńska przyrównuje ekspresję Gaga do langue i parole de Saussure’a: języka jako systemu i mowy, czyli jego realizacji w postaci naszych jednostkowych wypowiedzi. Wszyscy korzystamy z systemu, ale robimy to po swojemu.
Natalia idzie dalej z tym rozwijającym się językiem. Coraz więcej osób wraca do niej na warsztaty, coraz większe jest zainteresowanie Gaga. Pomysły na przyszłość?
– Pięknie byłoby mieć własny zespół tancerzy i pracować z nim, ale to jeszcze długa droga. Póki co są warsztaty, choreografia, własne występy, współtworzony w Londynie NaNaColective. Cieszy się, że może jeździć, poznawać ludzi i ich kultury, pracować z nimi. Uczyć języka Gaga.

Monika Ślizowska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach