Sunday, January 29, 2023
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / Najgorsze święta. Zepsułam wigilię, bo krzywo skleiłam uszka

Najgorsze święta. Zepsułam wigilię, bo krzywo skleiłam uszka

Co zrobić, gdy rodzinne święta są wyzwaniem?

smutne święta

Jak zepsuć święta? Fot. Adobe Stock

Agata wolałaby zapomnieć, ale im bliżej świąt, tym pamięć bardziej podsuwa jej scenę sprzed roku. Wtedy wyjeżdżając z domu postanowiła, że nigdy więcej nie przyjedzie już do rodziców na święta. Najchętniej rozchorowałaby się i całą noc oglądała seriale. Bo rok temu było tak:

Takie jakieś niedoklejone

Wigilia. Mama grzebie łyżką w czerwonym barszczu, wyławia uszko z grzybami.

– Więc mówisz, że sama robiłaś? – pyta mama.
Agata nie do końca potrafi rozszyfrować ton jej głosu i wyraz twarzy. Czy to powątpiewanie, czy…?

Potwierdza, że tak, że sama zrobiła, z trudem ukrywając dumę. Sama ulepiła, a wcześniej sama przygotowała farsz i ciasto. Tak jak robiła to mama przez poprzednie lata. Robiła i marudziła za każdym razem, że tyle harówy, że nikt nie docenia. Ale nie dawała sobie pomóc, bo wszyscy robili nie tak jak trzeba.

„Idźcie się lepiej uczyć”, mówiła do Agaty i jej brata, „żebyście na ludzi wyrośli”. Więc chętnie z tego korzystali. Lepiej było siedzieć we własnych pokojach niż z nią narzekającą i ojcem kryjącym się po kątach.

Jedyne, co Agata mogła przygotowywać, to sałatka jarzynowa, podawana na stół w pierwszym dniu świąt, ale i to nie od razu, dopiero jak nauczyła się kroić warzywa dokładnie na takiej samej wielkości, idealnie równe kawałki, jak robiła to mama.

Cała rodzina schodziła jej więc z drogi już dwa tygodnie przed świętami, a Agata zeszła całkiem, gdy wyjechała na studia i na święta przyjeżdżała dzień przed Wigilią, kiedy wszystko było już zrobione.
Kiedy Agata powiedziała mamie przez telefon, że bardzo chce coś sama zrobić i przywieźć na święta, ta najpierw zareagowała gniewnie. „Myślisz, że taka już niedołężna jestem, że świąt nie dam rady przygotować dla czterech osób?”, ale potem zgodziła się. „No dobrze, jak coś musisz koniecznie, to uszka zrób”.

Więc zrobiła, a teraz gdy mama wpatrywała się w zawartość łyżki, Agata wstrzymała oddech.

– Takie jakieś niedoklejone są – wykrzywiła się mama. Czyli nie zachwyt, nawet nie powątpiewanie, a – teraz już Agata nie miała wątpliwości, co wyczytała na jej twarzy – obrzydzenie.

Dokładnie takie samo, jak wtedy, gdy jako siedmioletnia dziewczynka pierwszy raz zrobiła dla niej kanapki na kolację. Żółty ser posmarowała powidłem i położyła na to paseczek czerwonej papryki. Mama odsunęła wtedy talerz z tą samą miną. „Chyba nie sądzisz, że zjem takie świństwo?”

Tym razem nie odsunęła, w końcu barszcz był jej roboty, jedynie uszka były Agaty. Przełknęła i dokończyła:

– No wiesz, jak już się do czegoś zobowiązujesz to mogłabyś przynajmniej raz w życiu zrobić to dobrze.

Zobacz też:
Przepis na barszcz wigilijny Ewy Wachowicz

Co taka wrażliwa jesteś?

Agata przypomniała sobie, jak robiła te uszka, w maleńkiej kuchni maleńkiego mieszkania, wynajmowanego na spółkę z dwiema koleżankami. Jak dziewczyny dziwiły się i mówiły, żeby kupiła gotowe, ale Agata wiedziała, że byłoby to nie w porządku. Przywołała z pamięci każdą scenę z przeszłości z rodzinnego domu, jak mama moczyła grzyby, jak je kroiła, gotowała, smażyła z cebulą, jak sypała sól i pieprz do farszu, jak wreszcie z ciasta wyciskała kieliszkiem kółeczka, napełniała je farszem i sklejała, a na koniec wrzucała do gotującej się wody. Dla pewności Agata obejrzała kilka filmów na YouTube. Pierwszy raz w życiu zrobiła ciasto. Gdy uszka z grzybami były gotowe, padła zmęczona, jakby wspięła się na Kilimandżaro. Ale warto było – uszka były doskonałe. W przebłysku pychy pomyślała nawet, że lepsze od tych z rodzinnego domu.

A teraz jej duma została podeptana jednym zdaniem, że niedoklejone jakieś. „Co ty sobie wyobrażałaś? Że cię pochwali? Że jesteś lepsza od niej? Chciałaś się popisać tymi uszkami przed matką?”, myślała Agata, z trudem przepychając barszcz przez ściśnięte gardło. Że z oczu kapią jej do talerza łzy zorientowała się, gdy twarz już miała całą mokrą, a brat podsunął jej serwetkę mrucząc pod nosem. – Mnie tam smakują.

– A ty co taka wrażliwa jesteś? Człowiek nic już nie może powiedzieć we własnym domu? – zareagowała mama na jej łzy.

– Daj już jej spokój.  Czemu się czepiasz? Przecież są smaczne – odezwał się cicho tata. 

– Ale źle sklejone! To co, mam udawać, że są dobrze sklejone, jak nie są? Święta są. Święta wymagają jakiejś dbałości o szczegóły. Nic w tym domu nie robicie, tylko na gotowe przychodzicie, więc się nie odzywajcie.

Agata wstała od stołu. Powiedziała, że źle się czuję. Gdyby miała jak, wsiadłaby w samochód, autobus, cokolwiek i wróciła do wynajętego mieszkania. Ale musiała zostać.

Kolejny dzień przeleżała w pokoju, a potem wyjechała, mówiąc, że musi się uczyć, a na taką wymówkę rodzice nigdy nie mieli kontrargumentu, bo sam fakt, że była na studiach – w dodatku na kierunku uznawanym za prestiżowy, w ich mniemaniu podnosił ich wartość społeczną o wiele pięter w górę. „A więc zepsułam wigilię, bo krzywo skleiłam uszka z grzybami”, myślała na okrągło. Przysięgła sobie wtedy, że już nigdy więcej nie przyjedzie na święta do rodziców i nie da sobą tak pomiatać.

Ale rok minął. A dzisiaj stoi przed lustrem w łazience, boli ją brzuch i płacze całkiem jawnie, nie bojąc się, że ktoś skrytykuje ją za bycie nadwrażliwą. Przed chwilą skończyła rozmawiać z mamą, która świergoliła jak najęta, że ojciec już choinkę przyniósł, i że jak to on, gapa, kupił najgorszą z możliwych, co to zaraz igły straci.

„Nie wiem, kto mnie od tych świąt uratuje”, myśli Agata. „Czy jak się rozchoruję to wystarczy?” Ale czy da się chorować w każde święta? Kiedy rok temu mama ją żegnała, dała jej woreczek zamrożonych uszek.

– Masz, weź ze sobą. Zrobiłam na wszelki wypadek. Ale te twoje nie były takie złe, jak na pierwszy raz.

Ważniejsza od woreczka była koperta. To dzięki jej zawartości Agata mogła utrzymać się na studiach pracując tylko w weekendy jako barmanka, a nie przez cały tydzień. Otarła łzy. Pomyślała, że weźmie się w garść. „Jeszcze kilka lat wytrzymam”.

Może Cię zainteresuje:
Najlepsze filmy na święta

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ