Sunday, January 24, 2021
Home / Moda  / Trendy  / Na peronie, sali gimnastycznej czy kościele?

Na peronie, sali gimnastycznej czy kościele?

Sukces pokazu polskiego projektanta w dużej mierze zależy od miejsca, w którym jest organizowany. Ono warunkuje wyjątkowość pokazu, ale i bardzo pożądaną atmosferę choćby malutkiego skandaliku. Często wręcz bywa tak, że prezentowana kolekcja schodzi na

Simple / fot. materiał prasowy

Simple / fot. materiał prasowy

Sukces pokazu polskiego projektanta w dużej mierze zależy od miejsca, w którym jest organizowany. Ono warunkuje wyjątkowość pokazu, ale i bardzo pożądaną atmosferę choćby malutkiego skandaliku. Często wręcz bywa tak, że prezentowana kolekcja schodzi na drugi plan, a najważniejsze stają się miejsce, scenografia i muzyka. Najlepiej jednak wychodzą na pokazach ci, którym udaje się znaleźć złoty środek.

Simple / fot. materiał prasowy

Simple / fot. materiał prasowy

Hala hali nierówna

Przez kilka ostatnich sezonów na miejsca prezentacji najnowszych kolekcji wybierano przestronne poprzemysłowe hale, a także wnętrza pałacowe lub hotelowe. Oczywiście w hali reżyser pokazu ma ogromne pole do popisu. To od niego zależy, w jaki sposób zostanie wykorzystana surowa przestrzeń. Bywały i takie pokazy, dla których zniszczone ściany i żelazne konstrukcje były głównym tłem. Wystarczyło postawić krzesła dla publiczności, ograć to demoniczną muzyką i show gotowe. Jednak Polak szybko się nudzi i oczekuje coraz bardziej spektakularnej oprawy. Efekt jest taki, że w ostatnim czasie na pokazy w hali zdecydowało się niewiele polskich marek i projektantów. Do najciekawszych należał pokaz kolekcji jesień/zima 2013 duetu Bohoboco. Główną halę kompleksu SoHo Factory zamieniono w klimatyczną salę kinową, w której wyświetla się stare filmy. Wszystko było starannie przemyślane. Ekran, czerwone kotary, fotele obite aksamitem i wybieg ze starego drewna świetnie współgrały z prezentowaną kolekcją. W równie udany sposób zagospodarowano przestrzeń hali Transcolor podczas ostatniego pokazu marki Simple. Wybieg został uformowany w wulkaniczną górę, a modelki przechadzały się między skałami pokrytymi pyłem. Do udanych pokazów w podobnych przestrzeniach należy też zaliczyć te organizowane przez Mariusza Przybylskiego i Dawida Wolińskiego, który dwa lata temu zamienił halę w londyński dworzec kolejowy z początku XX wieku.

Bohoboco / fot. materiał prasowy

Bohoboco / fot. materiał prasowy

W miejskiej dżungli

Plenery to bardzo ryzykowne miejsca na pokazy. Nigdy nie wiadomo, na jaką pogodę trafimy w dniu, na który planujemy pokaz. Organizatorzy muszą być przygotowani na każdą niespodziankę. Mimo tego warszawskie parki to oprócz hal najczęściej wybierane miejsca tego typu przedsięwzięć. W ogrodach pałacowych w Wilanowie swoje kolekcje prezentowali m.in. Tomasz Ossoliński i Joanna Klimas. Na pokazie Tomka publiczność narzekała na błoto i zimno, gdyż niestety pogoda należała do typowo jesiennych. Natomiast Joannie Klimas pokaz się udał – obyło się bez atmosferycznych niespodzianek. Odbył się w czerwcu 2012 roku, wieczorem, pod dachem namiotu, a modelki wchodziły na wybieg schodami, mając w tle oświetloną zieleń drzew. W tym roku parkiem równie popularnym w warszawskim światku mody były Łazienki Królewskie – w tajemniczym ogrodzie pełnym zieleni odbył się pokaz kolekcji Łukasza Jemioła, równie dobrej jak cała oprawa. Natomiast marka Bizuu prezentowała swe jesienno-zimowe ubrania i akcesoria w otoczeniu budynku słynnej restauracji Belvedere. I tu za tło posłużyła zieleń parku oraz… biegacze i rowerzyści, którzy ten wieczór wybrali na rekreację. Absolutnym hitem był pokaz Gosi Baczyńskiej w październiku 2011 roku, urządzony na podwórku jednej z praskich kamienic. Okazało się, że to gotowa scenografia do spektaklu, który pokazała projektantka. Mimo chłodu goście nie zawiedli i dotrwali do końca, rozgrzewając się polską wódką i kiszonym ogórkiem.

Zuo Corp / fot. materiał prasowy

Zuo Corp / fot. materiał prasowy

Inwencja bez granic

Po takiej liczbie pokazów w halach i parkach marzymy, aby projektanci zaskoczyli nas czymś nowym. Ale co można jeszcze wymyślić, aby usatysfakcjonować publiczność? Okazuje się, że wyobraźnia organizatorów nie zna granic. Dwa lata z rzędu do nietypowych miejsc zaprosiła nas marka Simple. Nowy terminal lotniska? Zajezdnia warszawskiego metra? A dlaczego nie? Dzięki tym lokalizacjom pokazy mocno zapadły w pamięć. Bywa również i tak, że miejsce jest dopełnieniem prezentowanych ubrań. Tak było w przypadku pokazu kolekcji „Fair Play” Roberta Kupisza, który zaprosił swoich gości do hali sportowej jednej ze szkół na Woli. Publiczność zajęła miejsca na trybunach w trampkach, jak na lekcji wychowania fizycznego. Do dość nietypowych miejsc można zaliczyć również lodowisko. W takiej scenerii w 2010 roku zorganizował swój pokaz Maciej Zień. Ale dziś mało kto już o tym pamięta, bo zaledwie przed miesiącem Maciek zafundował nam kolejny pokaz – w miejscu, wydawałoby się, zamkniętym dla mody. Kościół – bo o nim mowa – był głównym bohaterem kolekcji Zienia wiosna/lato 2014. W ostatnim czasie żaden pokaz nie miał takiej atmosfery i nie wzbudził tylu emocji. O miejscu imprezy dowiedzieliśmy się na dzień przed terminem. Nie byłem wstrząśnięty, gdyż pokazy w budowlach sakralnych odbywają się na całym świecie, ale przyznaję, że współgranie kolekcji, oprawy muzycznej i charakteru miejsca przyprawiało o dreszcze. Starannie wyselekcjonowana grupa gości zapamięta pokaz Zienia na długo.

Czym jeszcze zaskoczą nas projektanci? Czy są jeszcze miejsca nieodkryte, gdzie można zaprezentować modę? O tym przekonamy się w nowym roku, podczas kolejnego maratonu pokazów, tym razem na sezon jesień/zima 2014/2015.

Konrad Fado

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach