My Arbor, fot. BP/materiały prasowe
Dzieci instynktownie szukają okazji, by wspinać się na drzewa. Marzą o domkach ukrytych wśród gałęzi, o własnych kryjówkach zawieszonych ponad ziemią – bliżej nieba i natury. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to coś więcej niż zwykła zabawa. To raczej pierwotna, głęboko zakorzeniona potrzeba człowieka, by przebywać w naturalnym środowisku.
W koronach drzew w Dolomitach
Wyświetl ten post na Instagramie
O ile jednak dzieci realizują tę potrzebę spontanicznie, budując w wyobraźni leśne królestwa, o tyle dorośli o niej zapominają. Na szczęście w sercu Dolomitów, w Południowym Tyrolu we włoskich Alpach, powstało miejsce, które pozwala odzyskać to doświadczenie w zupełnie nowym wymiarze.
My Arbor, pięciogwiazdkowy hotel wellness przeznaczony wyłącznie dla dorosłych, został dosłownie zawieszony wśród koron drzew. Tutaj goście mogą ponownie spojrzeć na świat z perspektywy ptaka, odnaleźć kojącą ciszę i odkryć, że bliskość natury to jedna z naszych najbardziej podstawowych potrzeb.
Bryła budynku wtapia się w krajobraz tak, jakby była osadzona bezpośrednio na smukłych pniach. W środku dominuje motyw lasu: spektakularny blat recepcji, pieński zwisające z sufitu i masywne, drewniane drzwi prowadzące do pokojów. Wszystko w My Arbor zaprojektowano z niezwykłą lekkością. Pokoje unoszą się niczym luksusowe gniazda, zakątki wspólne przypominają leśne polany, a wszechobecny spokój i przyjemne ciepło otulają od pierwszego momentu.
Domek na drzewie dla dorosłych, w wersji premium

Apartament typu Nest Suite w hotelu My Arbor, fot. BP/materiały prasowe

Śniadanie w My Arbor, fot. materiały prasowe
W naszym apartamencie Nest Suite czujemy się jak w bezpiecznym schronieniu zawieszonym w koronach drzew, stworzonym do obserwacji świata z zupełnie nowej perspektywy. Jego największym skarbem jest widok na dolinę Eisack oraz górskie zbocza. Do przeszklonych ścian niemal zaglądają gałęzie starych świerków i modrzewi.
Góry możemy podziwiać z łóżka, z tarasu albo z wygodnego narożnika z panoramicznym oknem, stworzonego wręcz do niespiesznej kontemplacji.
Choć wszystkie 104 apartamenty dzielą ten sam spektakularny widok na dolinę, natura każdego dnia przygotowuje zupełnie inny spektakl. Pewnego ranka, tuż po szóstej, ponad gęstą warstwą mgły unoszącej się nad doliną widzimy jedynie surowy szczyt góry. Z każdą kolejną godziną słońce odsłania kolejne fragmenty krajobrazu, zmieniając kolory i układ świateł. To widowisko jest lepsze niż jakikolwiek serial na Netfliksie i bardziej kojące niż głęboka medytacja.
Wnętrza urządzono nowocześnie, ale i niezwykle przytulnie – dominuje tu naturalne drewno i ciepła paleta barw. Dla tych, którzy szukają jeszcze większej prywatności, hotel przygotował apartamenty Treetop Suites (100 mkw.) z zewnętrznym jacuzzi i prywatną sauną na tarasie, a także przestronne Hangout Suites z wyraźnie wydzieloną częścią dzienną. Niezależnie od wyboru apartamentu, uczucie pozostaje to samo: jakby na kilka dni udało się spełnić dziecięce marzenie o domku na drzewie. Tylko w wersji bardzo ekskluzywnej.
Reset dla przebodźcowanego umysłu

Leśna sauna w SPA Arboris, fot. BP/materiały prasowe

My Arbor, jacuzzi, fot. JP/materiały prasowe
Gdybym miała wrócić do My Arbor tylko z jednego powodu, byłoby to saunarium. SPA Arboris zajmuje imponujące 2500 mkw. To prawdziwa leśna oaza, która rozmachem przypomina osobny świat, a nie klasyczną hotelową strefę wellness.
Trzy razy dziennie w saunie leśnej odbywają się ceremonie prowadzone przez saunamistrzów. Mają różną intensywność – od łagodnych, niemal mistycznych rytuałów zapachowych, po seanse dla zaawansowanych. Po wyjściu z sauny można schłodzić się w basenie, przejść do ogrodu przylegającego do saunarium lub zaszyć się na jednej z licznych leżanek rozstawionych wśród zieleni.
Najbardziej zapadły mi jednak w pamięć niewielkie, drewniane domki ukryte na zboczu górskim. Można wejść do środka, otulić się miękkim kocem i przez długie minuty po prostu patrzeć na las i niebo. Bez telefonu, bez muzyki, bez poczucia, że cokolwiek „muszę”.
Piętro wyżej czeka strefa basenowa z całorocznymi basenami (wewnętrznym i zewnętrznym) oraz panoramicznym jacuzzi. Z kolei w gabinetach Spa Arboris zabiegi opierają się na autorskiej koncepcji wykorzystującej moc lokalnych drzew oraz naturalnych kosmetyków Team Dr Joseph i Pharmos Natur.
Wizytówką hotelu jest My Tree Therapy – trzy autorskie rytuały: Uziemienie, Harmonia i Wzmocnienie, skrojone tak, by przywrócić absolutną równowagę ciału i umysłowi.
Patrząc na relaksujących się tu gości, myślałam o ludziach, którzy na co dzień żyją i pracują w szklanych wieżowcach dużych miast i funkcjonują w nieustannym przebodźcowaniu. Tutaj dostają szansę na coś znacznie cenniejszego niż zwykły urlop – na całkowity, głęboki reset. Jakby ktoś na kilka dni wgrał nowe, czyste oprogramowanie do naszego przebodźcowanego umysłu.
Alpejskie łąki i biel Narni

Dolomity, Południowy Tyrol we Włoszech, fot. materiały prasowe
My Arbor położony jest na wysokości około 1100 metrów n.p.m., w samym sercu Południowego Tyrolu – fascynującego regionu, w którym surowy, alpejski krajobraz miesza się ze śródziemnomorskim klimatem. Zimą okolica zamienia się w mekkę dla narciarzy, latem urzeka kwitnącymi alpejskimi łąkami, ale kiedy odwiedziłam hotel na początku maja, góry postanowiły pokazać swoje nieprzewidywalne oblicze.
Ruszyliśmy na górski szlak. Trasy wokół hotelu są dobrze oznaczone, dzięki czemu coś dla siebie znajdą tu zarówno amatorzy krótkich spacerów, jak i fani całodziennych wypraw. Nasz plan był ambitny, ale natura miała własny scenariusz. Mniej więcej w połowie drogi pogoda zmieniła się gwałtownie.
Śnieg zaczął padać tak gęsto, że w ciągu kilkudziesięciu minut wiosenna zieleń utonęła w bieli. Było w tym coś absolutnie magicznego – jakbyśmy nagle, przez szafę, przeszli prosto do Narni. Właśnie za tę nieprzewidywalność kocha się góry.
Udogodnieniem dla mniej zaawansowanych górskich piechurów jest znajdująca się zaledwie kilka minut od hotelu kolejka Plose. Wystarczy chwila, by wjechać wyżej i rozpocząć trekking pośród rozległych alpejskich łąk, z których rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na Dolomity. Nie trzeba zdobywać najwyższych szczytów ani bić życiowych rekordów. Czasem największą przyjemnością jest usiąść na drewnianej ławce przed górskim schroniskiem, zamówić lokalne specjały i po prostu patrzeć przed siebie.
Warto znaleźć chwilę czasu na spacer po Brixen (Bressanone). To najstarsze miasto Tyrolu. Jego klimatyczne uliczki i pachnące kawą kawiarnie stanowią idealne, kulturowe dopełnienie dzikiej natury.
Bo to właśnie wydaje mi się największym luksusem My Arbor i całego Południowego Tyrolu – możliwość płynnego przechodzenia między intensywną aktywnością a głębokim relaksem. I ta kojąca świadomość, że niezależnie od tego, czy wybierzesz wymagającą wędrówkę, leniwy dzień w spa, czy popołudnie z książką na tarasie – majestatyczne Dolomity będą zawsze tuż obok, na wyciągnięcie ręki.
Hotel My Arbor leży w Dolomitach
Via San Leonardo 26, 390 42 Brixen – Południowy Tyrol, Włochy
