Home / Rozwój  / Psychologia  / Moje wielkie polskie wesele

Moje wielkie polskie wesele

Prowadzący w Krakowie „Kurs na miłość” ksiądz Wiosna, czyli Jacek Stryczek, przekazał tym samym rzecz najważniejszą – ślub i wesele mają być przeżyciem duchowym, nie atrakcją dla rodziny i znajomych.

fot. Fotolia

Im tańsze wesele i im ciekawsza czy dłuższa podróż poślubna, tym – statystycznie – trwalsze małżeństwo – powiedziano nam na naukach przedmałżeńskich. Prowadzący w Krakowie „Kurs na miłość” ksiądz Wiosna, czyli Jacek Stryczek, przekazał tym samym rzecz najważniejszą – ślub i wesele mają być przeżyciem duchowym i czasem dla pary, nie atrakcją dla rodziny i znajomych.

fot. Fotolia

fot. Fotolia

Zaraz potem dodał jednak półżartem, że – również według badań amerykańskich naukowców – trwałość małżeństwa zależy także od liczby świadków, przy których się ślubowało „miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. Podobno im więcej osób to usłyszało, tym większy wstyd się potem rozwodzić. Tak więc wesele ma być niedrogie, ale liczne. A tego tanio zrobić się nie da. Kółko się zamyka, a Excel z wydatkami na niezbędne w tym szczególnym dniu dekoracje, wina, karteczki, buty i samochody retro puchnie. W końcu – to słyszała na pewno każda młoda para – „to tylko jeden raz w życiu” (tu szyderczo uśmiechają się rozwodnicy), więc oszczędzać nie warto; albo – taki argument także często pada – „skoro stać cię na konia (robisz wesele), to musi cię też być stać na bat” (15 dodatkowych bukietów na stołach i kwartet smyczkowy w kościele). Przecież ma być wyjątkowo! Jednak nie o finansach ma być ten artykuł i nie, broń Boże, o rozwodach. Odłóżmy też na bok badania, bo kto by w końcu w nie wierzył?

ŚLUBOWAĆ I NIE ZWARIOWAĆ
Kto ślub ma za sobą, lub kto go planuje, wie, że niezależnie od tego, czy to weselisko dla 300 gości w wiejskiej remizie, elegancki bankiet w hotelu, skromne przyjęcie dla samej rodziny czy cichy ślub gdzieś w kapliczce w górach, zawsze znajdą się tacy, którzy wiedzą lepiej, że to rozwiązanie jest za drogie, staromodne, za huczne, za tradycyjne albo za nowoczesne. Będą też tacy, którzy się obrażą, bo nie zostali zaproszeni albo – przeciwnie – że zostali, bo w sumie plany na ten konkretny weekend mieli inne. Ktoś będzie niezadowolony z kaczki podanej na przystawkę, a ktoś inny powie, że orkiestra nie grała walca na sześć i nie znała nowego przeboju Lemon.
„Wesele jest dla nas czy dla gości?” – to pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi, zadaje sobie co roku jakieś 190 tysięcy par w Polsce. Tyle związków małżeńskich zawiera się rocznie w naszym kraju i liczba ta rośnie. „Wesele robi się dla siebie, to młodzi są tego dnia najważniejsi” – mówią jedni i decydują się na wegetariańskie menu, nie patrząc, że 80 proc. gości zjadłoby rosół. Inni bez wahania stwierdzają, że wesele jest dla gości, i popadają w przesadę w drugą stronę, zapominając całkowicie o swoich preferencjach i – co gorsza – o sobie nawzajem. Spędzają potem wesele jako dwoje bardzo zajętych, zmęczonych i prawie obcych sobie ludzi, którzy mają zadanie do wykonania.
To źle postawione pytanie – mówi Oktawia Chmielarska, świeżo upieczona mężatka i konsultantka ślubna. – Młodzi muszą podejść do tego inaczej. Niech zapytają: Kto ma decydujące zdanie o kształcie wesela? Tylko para młoda! Czyich rad może, choć nie musi, słuchać? Najbliższych. Kogo powinna zaprosić? Wyłącznie ludzi, których naprawdę chce mieć obok siebie w tym stresującym i ważnym dniu. Ot i recepta na udane przyjęcie weselne – mówi. Choć jak wiadomo, jeszcze się taki nie urodził…

GOŚCIU, ZJEDZ WEGEBURGERA
Gdy przygotowania do ślubu – nieważne, czy małego czy dużego – nabierają rozpędu, najgorszym wrogiem młodych jest ślepa pogoń za wszystkim, co akurat modne, albo słuchanie zbyt wielu doradców, z których nikt nie chce się wtrącać, ale jednak coś podpowie. Minęły już czasy, gdy wszystkie polskie wesela były jednakowe. Ciekawych pomysłów, trendów, pięknych dodatków i oryginalnych dekoracji weselnych jest coraz więcej. Jest więc z czego wybierać. Można się kierować tym, co modne, a można iść pod prąd. – W tamtym roku wiele par zamawiało fotobudkę, puszczało w niebo lampiony i organizowało grilla. Coraz popularniejsze stają się food trucki, maszyny do waty cukrowej i gry ogrodowe – mówi Oktawia Chmielarska. – Najważniejsze to wyłowić te pomysły, które najlepiej pasują co do stylu i formy przyjęcia. Rolą konsultanta ślubnego jest wsłuchać się w oczekiwania pary i zaproponować im rozwiązania rozważnie skrojone na ich miarę – dodaje.
A kto chce sam organizować wesele, niech zaufa swojej intuicji, trzyma się budżetu i nabierze sporo dystansu, bo na słowo „ślub” wielu sprzedawców otwiera zakładkę z wyższymi cenami. Wyzwaniem bywa próba tłumaczenia kwiaciarce, że chcesz prosty bukiet z białych goździków, gdy ta uparcie twierdzi, że skoro ślubny, to musi być wyjątkowy (i dwa razy droższy). Gdy chodzi o weselne trendy, zasada jest prosta – możesz bardzo dużo, ale niczego nie musisz. Nie ma więc racji ten, kto powie, że pan młody musi mieć różową muchę, poszetkę i pas do smokingu tylko dlatego, że panna młoda będzie miała różowe paznokcie. – Twoje wesele może mieć kilka kolorów przewodnich, a sukienka nie musi być tradycyjnie biała – mówi Chmielarska. – Goście? Mają się dobrze bawić, więc bierz pod uwagę ich preferencje, ale pamiętaj – przede wszystkim przychodzą uczcić wasze święto, a nie oceniać was. 

JAK WESELE, TO WESELE!
Żeby uniknąć niespodzianek, stresu i rozczarowań, do ślubu trzeba się jednak dobrze przygotować. – Najpierw warto mądrze zaplanować wydatki, potem z każdym podwykonawcą, od sali przez cukiernię aż po fotografa – spisać szczegółowe umowy. Zapraszanie gości należy zacząć odpowiednio wcześnie, bo w dobrym tonie jest dotrzeć do każdego osobiście. Kupując wymarzoną suknię, należy zwracać uwagę, czy prócz efektu „wow” daje również swobodę ruchów. Przed wielkim dniem odradzam eksperymenty z zabiegami medycyny estetycznej czy kolorem włosów. Na weselu warto natomiast mieć pod ręką kosmetyczkę, apteczkę oraz igłę z nitką, a także dużo asertywności i dobre samopoczucie – wymienia Oktawia Chmielarska. Choć ślubami zajmuje się profesjonalnie, nie uniknęła małej wpadki na własnym weselu. – Moja suknia okazała się zbyt długa, by swobodnie tańczyć walca. Na szczęście mama sprytnie ją podszyła i przetańczyłam w niej całą noc – wspomina.
A co potem? Co robić, gdy ślubna gorączka minie, emocje opadną? Jedno ślubne zdjęcie oprawić w ramkę i żyć długo i szczęśliwie, bo w końcu o to w tym wszystkim chodzi, prawda?

Karolina Siudeja
(gdy piszę ten tekst)
Karolina Dudek
(gdy go czytacie)

Materiał pochodzi z nr 1/2016. Zobacz, gdzie możesz dostać magazyn drukowany [DYSTRYBUCJA MK]

wesele

Miłośniczka słowa pisanego i mówionego, gaduła i tropicielka językowych banałów. Dziennikarka lifestylowa, redaktorka, konferansjerka oraz specjalistka od content marketingu. Z „Miastem Kobiet” związana od początku jego istnienia. Najchętniej pisze o ludziach, seksie i gotowaniu. Prowadzi blog obyczajowo-kulinarny historieslodkoslone.pl. Prywatnie zakochana mama i początkująca ogrodniczka.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach