Sunday, June 23, 2024
Home / POLECAMY  / Mój brat utknął po śmierci między światami

Mój brat utknął po śmierci między światami

Czy można po śmierci nie wiedzieć, że się umarło?

Jak wygląda życie po śmierci?

Jak wygląda życie po śmierci? Fot. Bear Boy / Adobe Stock/ ilustracja wygenerowana przez AI

O tym, że dusza jej brata utknęła w zaświatach, Marzena opowiada bez większych emocji. A jeszcze kilka lat temu w ogóle nie była w stanie mówić nawet o tym, że jej brat zginął w wypadku. Gdyby wtedy usłyszała, że ktoś może gdzieś po śmierci utknąć, albo że przeszkadza mu zimny grobowiec, popukałaby się w głowę. Posłuchajcie jej opowieści:

Woda dostała się do grobowca i trzeba było ją wypompowywać, usłyszałam od taty w dniu pogrzebu babci. W tej wodzie leżała m.in. trumna mojego brata. Wtedy przypomniałam sobie, co kilka lat wcześnie powiedział mi zmarły Michał ustami medium, do której trafiłam przez przypadek. I wróciło pytanie – czy jego dusza nadal tkwi uwięziona między światami, czy ruszyła już w dalszą wędrówkę.

Zobacz też:
Wiarę w Boga tracił trzy razy. Ostatnim razem ostatecznie

Lód w sercu, kolce w gardle i tama w oczach

W moim życiu nie było czasu na żałobę po Michale. Nie przyjęłam do wiadomości faktu, że nie żyje. Skończyłam osiemnaście lat, zamroziłam ból w klatce piersiowej i poszłam na studia. Nikt z nowych znajomych nie wiedział, że miałam starszego brata, który zginął w wypadku samochodowym. Nie byłam w stanie nikomu tego powiedzieć. Raz spróbowałam, i kolce wyrosły w moim gardle tak, że słowa nie mogły się przez nie przecisnąć, więc zaprzestałam.

Śnił mi się wiele nocy. Niby żywy, ale albo pokiereszowany, albo w śpiączce, albo na wózku inwalidzkim. Teoretycznie wiedziałam, że istnieją różne fazy żałoby, i że trzeba je przejść, że pomaga też terapia. Ale bezpieczniej było trwać w zamrożeniu. I każdy tak trwał. Ja w swoim, mama w swoim, tata w swoim. Nie rozmawialiśmy o Michale nigdy. Za to mogliśmy na niego patrzeć, bo w każdym pomieszczeniu w rodzinnym domu wisiało jego zdjęcie.

A poza tym, toczyło się życie, pierwsza praca, pierwszy mąż, pierwsze dziecko. To życie było okej. W oczach wyrosła tama, która nie przepuszczała łez. Czasem tylko zdarzał się nagły, niekontrolowany przypływ wspomnień, np. w autobusie, i wtedy nakładałam szybko okulary przeciwsłoneczne, które profilaktycznie nosiłam zawsze przy sobie, niezależnie od pogody i pory roku, czerwone oczy tłumacząc nadwrażliwością na słońce.

Przeczytaj koniecznie:

Miałam siedem lat, gdy zabiłam siostrę. Mroczne tajemnice dzieciństwa

Uwięziony między światami

Nie pamiętam kiedy pierwszy raz pomyślałam o tym, że dusza Michała utknęła między światami. Na pewno miało to związek z dotknięciem w końcu, jakieś dziesięć lat po śmierci Michała, tematu nieprzebytej żałoby. Przez kolejne dziesięć tę żałobę przerabiałam. Najpierw rozmroziłam bryłę lodu w sobie na ustawieniach helingerowskich. Potem na terapii powyciągałam kolce z gardła i nauczyłam się mówić o bracie. A tama trzymająca łzy rozpadała się na jakimś wykładzie na temat kompletnie nie związany ani ze śmiercią, ani z żałobą.

Nie wiem w jakim kontekście padło tam zdanie, że zdarza się, że osoby, które pozostają przy życiu, nie pozwalają odejść zmarłym. I ani ten zmarły nie ma spokoju, ani osoba, która żyje nie może doświadczyć w życiu radości. Wyszłam szybko z sali, zamknęłam się w łazience i przez kolejną godzinę pozwalałam łzom płynąć.

Przez kolejne lata sprawdzałam czy nie trzymam Michała, ja albo rodzice. Każde z nas czuło się ofiarą jego odejścia. Mama po katolicku dźwigała swój krzyż. Tata nie mógł się pogodzić, że nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za ten wypadek, bo w jego przekonaniu zawinił kierowca z naprzeciwka, przez którego Michał wpadł w poślizg. Ja czułam się przez brata zdradzona, a dodatkowo winna, że to on zmarł, a nie ja. Nie mówiąc już o nieustającym poczuciu, że nie mam prawa do radości, skoro on nie żyje.

„Stoi przy pani jakiś mężczyzna”. Spotkanie z medium

Kiedy wchodziłam na spotkanie z tą „przypadkową” kobietą, nie wiedziałam, że jest medium. Załatwiałam z nią inne sprawy, zawodowe, bardzo przyziemne. Kiedy skończyłyśmy, powiedziała: „Proszę się nie przestraszyć, ale muszę pani coś powiedzieć”. Po czym wyjaśniła, że od początku mojego pobytu u niej, widzi obok mnie mężczyznę, który próbuje przyciągnąć swoją uwagę. Za moją zgodą zaczęła z nim rozmawiać, i przekazywała mi informacje od niego.

To był Michał, który prosił o wybaczenie mnie i… jeszcze jakieś dwie dziewczyny. Od razu pomyślałam o jego narzeczonej, ale kim była ta druga? Padła nazwa miasta, gdzie mieszka, i że niedaleko ronda, i że wychowuje jego dziecko. Mówił też, żebym nie dawała się tak wykorzystywać, chociaż nie wyjaśnił już przez kogo. Powiedział, że jest w jakimś potrzasku, ale że babcia do niego czasem przychodzi. A już na sam koniec, żebyśmy usunęli wodę z grobowca, bo jest mu mokro i zimno.

Wyszłam z tego spotkania w totalnym pomieszaniu. Przez kolejne lata rozbrajałam tę bombę informacyjną z zaświatów. Czy ja mam teraz szukać jakiejś dziewczyny i ich dziecka? Jak? Sprawdzając w obcym mieście wszystkie mieszania przy rondach, czy nie mieszka tam kobieta z dzieckiem podobnym do Michała? I co mam jej powiedzieć? Hej, czy nie masz przypadkiem dziecka z moim bratem, który zginął kilkanaście lat temu? Czy może lepiej zająć się uwolnieniem jego duszy z utknięcia? Ale jak? A może zacząć od przesunięcia trumny w grobowcu, żeby nie marzł, co już było totalnym absurdem, bo grób był ostatnim miejscem, gdzie mogłabym się spodziewać, że zostało coś po Michale.

Przeczytaj koniecznie:

Gdyby został ci rok życia? Towarzyszka w żałobie i doula umierania mówi, jak przygotować się do śmierci

Channeling i „Nasz dom”

Zaskoczyło mnie, że zaczęłam odczuwać złość na Michała. Wygodniejsze było taplanie się w poczuciu opuszczenia przez niego, niż działanie na rzecz „ratowania go” w tych zaświatach. I paradoksalnie chyba to mi pomogło przejść i zakończyć żałobę. To, i channeling. Jeździłam na różne warsztaty, i w czasie jednego z nich prowadząca weszła w stan channelingu, czyli przemawiały przez nią jakieś istoty nie z naszego wymiaru. Gdy wygłosiły jakiś swój przekaz. można było zadawać pytania.

Wyrwałam się od razy, z pytaniem, gdzie jest mój brat. Usłyszałam, że aby lepiej zrozumieć stan przejściowy, w którym się znalazł, powinnam przeczytać „Nasz dom”. Przeczytałam, i nawet obejrzałam film. To była najbardziej nudna książka świata, podobnie jak film, i mało dla mnie wiarygodna, w tym sensie, że sorry, ale te szpitale, ministerstwa i inne „ludzkie” atrybuty w opisanych zaświatach, mało mi do tych zaświatów pasowały.

Ostateczne jednak przyjęłam, że niezależnie, w którym z miejsc opisanych w książce jest mój brat, czy tapla się jeszcze w błocie, czy przechodzi czas rekonwalescencji, czy zaprzecza że umarł i myśli, że był taki wspaniały na ziemi, lepiej się nim zajmą osoby z zaświatów niż ja. I że ja przez te lata najpierw nie-żałoby, a potem żałoby, zrobiłam już, co mogłam, i dla siebie, i dla niego.

Trumna w wodzie

Do kwestii trumny w wodzie wróciłam na chwilę myślami, gdy przeczytałam „Lincolna w Bardo”, o – trywializując nieco – duszach uwięzionych na cmentarzu, bo nie uwierzyły w swoją śmierć. Wróciłam w tym sensie, że bardzo mnie poruszył ten koncept nie przyjęcia do wiadomości, że się umarło, i konsekwencji tego.

Od momentu, gdy zaczęłam „przerabiać” swoją żałobę, minęło 10 lat, czyli łącznie od śmierci Michała dwie dekady. I chyba jednak przerobiłam, co było do przerobienia, bo mogę mówić o nim bez emocji, chociaż nie oznacza to, że czasem nie odzywa się we mnie tęsknota za Michałem.

Tato w czasie pogrzebu babci powiedział o tej wodzie w grobowcu z zaskoczeniem, bo teoretycznie nie miała jak się do grobowca dostać. A ja, pomyślałam, aha, to pewnie o to Michałowi wtedy, u tej medium chodziło. Jednocześnie poczułam, że chyba jest to już teraz dla niego bez znaczenia, bo może w końcu jednak wydostał się z potrzasku utknięcia między światami, skoro we mnie już ta historia nie wywołuje poruszenia.

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ