Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Michelle Obama: Twardzielka z Białego Domu

Michelle Obama: Twardzielka z Białego Domu

Jakie intymne szczegóły ze swojego życia zdradziła w autobiografii najbardziej lubiana Pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych i pierwsza Afroamerykanka na tym stanowisku

michelle obama i barack obama

Michelle Obama z domu Robinson / fot. Michelle Robinson childhood and family photos. (Photo courtesy of the Obama-Robinson Family Archives)

Światowa premiera autobiografii „BECOMING – Michelle Obama” odbyła 13 listopada 2018 roku. Wciągu pierwszej doby rozeszło się 725 tys. sztuk, a w pierwszym tygodniu książka trafiła na listę bestsellerów w USA i Wielkiej Brytanii. „W sekundę sprzedaje się 9 egzemplarzy” – informowały media na całym świecie, podsycając emocje wokół wysokości honorarium autorki. Spekuluje się, że kontrakt z wydawnictwem opiewał na 30-65 mln dolarów. Jakie intymne szczegóły ze swojego życia zdradza najbardziej lubiana Pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych i pierwsza Afroamerykanka na tym stanowisku i dlaczego kobiety z całego świata kochają Michelle Obamę?

 

NIE DOŚĆ DOBRA

miche robinson

Mała Miche Robinson / fot. Michelle Robinson childhood and family photos. (Photo courtesy of the Obama-Robinson Family Archives)

Michelle LaVaughn Obama z domu Robinson urodziła się 17 stycznia 1964 roku w Chicago, w niespokojnych czasach prawnie wzniesionej, w praktyce dobrze mającej się, segregacji rasowej. Miche, jak nazywali ją bliscy, wychowała się w czarnej, ubogiej dzielnicy South Side.

Mój ojciec Fraser nauczył mnie ciężko pracować, często się śmiać i dotrzymywać słowa. Moja matka Marian pokazała mi, jak samodzielnie myśleć i korzystać z własnego głosu.

Razem z bratem Craigem, rodzicami i wujostwem mieszkała pod niezbyt obszernym dachem przy Euclid Avenue. Marian, gdy dzieci były małe, zajmowała się domem [później pracowała jako sekretarka], ojciec, którego Michelle zapamiętała w niebieskim uniformie, mimo stwardnienia rozsianego nie opuścił ani jednego dnia pracy w miejskich wodociągach. Wieczorami pokazywał dzieciom na czym polega miłość do jazzu, sztuki i sportu. Babcia cioteczna Robbie była znaną w okolicy nauczycielką gry na pianinie, więc dzieciństwo Michelle upłynęło przy dźwiękach usiłowań, czyli starań trafiania w odpowiednie dźwięki uczniów ciotki. Z rodzinnego domu, Michelle wyniosła przekonanie, że jeśli tylko będzie ciężko pracowała, starała się bardziej niż biali rówieśnicy, to osiągnie w życiu absolutnie wszystko.

Moje wczesne życiowe sukcesy zawdzięczam nieustającej miłości, jaką mnie otaczano, oraz wysokim oczekiwaniom, które w dzieciństwie wysuwano wobec mnie zarówno w domu, jak i w szkole.

Sukcesów było sporo. Zanim Obama została Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych była prawniczką, wiceprezeską szpitala i dyrektorką organizacji non profit wspierającej młodych w budowaniu udanej kariery. A przy zdobywaniu kolejnych szczebelków zawrotnej kariery, zawsze towarzyszyło jej, a może raczej, prześladowało ją pytanie: czy jestem wystarczająco dobra? Ale po kolei.

BECOMING OBAMY

Kiedy dorośli pytali Miche, kim zamierza zostać, jak dorośnie, pewnym tonem odpowiadała, że lekarką dziecięca. Nie tylko dlatego, że uwielbiała dzieci.

Szybko zauważyłam, że dorosłym podoba się taka odpowiedź […] dziś sądzę, że pytanie jest nie na miejscu. Tak jakby dorastanie mogło się zakończyć. Jakby w pewnym momencie człowiek kimś się stawał i koniec.

Ze wspomnień Michelle Obamy wyłania się obraz kobiety zahartowanej, mądrej i dowcipnej, a jednocześnie pełnej obaw kujonki, która sporą część swojego życia spędziła na udowadnianiu sobie i innym swojej wartości. Jak na przykład wtedy, gdy jako prymuska w zerówce nie potrafiła przeliterować słowa „biały”, albo kiedy doradczyni edukacyjna stwierdziła, że nie nadaje się do koledżu:

Tamta kobieta radziła mi zmniejszyć własne ambicje, co stało w sprzeczności ze wszystkimi naukami, jakie odebrałam od rodziców. Gdybym jej uwierzyła, moja pewność siebie runęłaby i znów zadręczałabym się wątpliwościami w rytm refrenu: nie dość dobra, nie dość dobra.

Na szczęście, młoda Michelle zawziętość dostała w genach od matki i szybko zrozumiała, że jeśli ktokolwiek zakwestionuje jej możliwości, zrobi wiele, by udowodnić, że się myli. Czas młodości Michelle to nauka, randkowanie, a od czasu do czasu popalanie trawki. Po ukończeniu socjologii na Princeton [gdzie dowiedziała się, jak to jest być jedyną czarną kobietą w grupie], dostała się na prawo na Harvard Law School – „ludzie tak na mnie patrzyli, jakbym już prawie zmieniła świat”. Następnie miało być już tylko lepiej, świetlana przyszłość i „praca z konkretną pensją i świetnej chicagowskiej kancelarii prawnej Sidley&Austin”, w której młoda adeptka prawa pracowała dniami i nocami, spłacając długi za studia, powoli przekonując się o tym, że wybrany zawód nie daje jej szczęścia.

EGZOTYCZNY KUJON W BIUROWEJ WIEŻY

Michelle i Barack Obamowie

Michelle i Barack Obamowie / fot. Courtesy of the Obama-Robinson Family Archive

Pewnego dnia do jej zakresu obowiązków doszedł jeszcze jeden: „egzotyczny kujon”. W ten sposób 25-latka myślała o swoim przyszłym mężu, którym miała się opiekować podczas jego stażu w kancelarii. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. O trzy lata starszy, syn Kenijczyka i białej kobiety z Kansas, facet o dziwnie brzmiącym nazwisku, studiował na Harvardzie, a w przerwie od kontemplowania, pracował jako animator dla biednych społeczności w Chicago.

Barack meandrował pomiędzy nieprzystającymi do siebie światami.

Od początku stażu otaczał go nimb geniusza. Ona – temperamentna, towarzyska, kochająca rodzinne życie. On – samotniki, indywidualista i pracoholik. Mimo wielu różnic, młodzi w końcu zapałali do siebie uczuciem. Na ślubnym kobiercu przyszły prezydent obiecał żonie „interesujące życie”. W małżeństwie, Michelle bywała samotna, w życiu zawodowym przeżywała rewolucje. Barack mimo początkowego sprzeciwu żony, zaczął poświęcać się polityce. Kobieta świetnie zapowiadającą się karierę prawniczki, rzuciła na gorzej płatną, ale dającą jej satysfakcję pracę w dyrektorki organizacji Public Allies, która werbowała utalentowanych młodych ludzi do pracy na rzecz społeczności.

POŚWIĘCENIE DLA FACETA

rodzina obama

Para prezydencka wraz z córkami / fot. Photo courtesy of the Obama-Robinson Family Archives

Jak się okazuje, nawet dwoje zaangażowanych, skutecznych i bardzo zakochanych w sobie profesjonalistów o wysokiej etyce pracy nie zdoła zajść w ciążę siłą woli. Płodności nie da się wywalczyć. W tej dziedzinie nie istnieje bezpośredni związek między wysiłkami a rezultatami, co może człowieka doprowadzić do szału

– tym wyznaniem Michelle Obama obwieściła światu, że pierwszą ciążę poroniła, a upragnione córki prezydenckiej pary przyszły na świat dzięki metodzie In-Vitro. 4 lipca 1998 r. urodziła się Malia, a trzy lata później, 10 czerwca, Natasha czyli Sasha. Mimo ogromnego szczęścia, które odżyło wraz z przyjściem na świat córek, małżeństwo przeżywało kryzys. Para udała się na terapię.

Zaczęłam sobie uświadamiać, że moje szczęście nie musi zależeć od tego, czy Barack wycofa się z polityki i znajdzie pracę od 9 do 18 w jakieś fundacji […] możliwe, że sama odpowiadam za własne szczęście większym stopniu, niż sądzę.

Barack brnął dalej w politykę, ona nie chciała rzucać wszystkiego, by go wspierać:

polityka jako taka mnie nie interesowała, ale nie chciałam niczego schrzanić.

Michelle Obama nie pasowała do Waszyngtonu, który utożsamiała z kulturą białych mężczyzn i ukrywaniem kobiet. Nie chciała być wyłącznie „panią Obamą” – żoną politycznego gwiazdora, jedynego czarnego człowieka w Senacie, lecz równocześnie

zakochałam się w mężczyźnie z wizją, optymiście. Człowieku, który nie bał się konfliktów i którego intrygowała złożoność świata.

I tu moglibyśmy zakończyć opowieść kobiecie sukcesu i zacząć snuć historię o cierpiętnicy, która poświęciła własne życie i spokój rodziny na rzecz ambicji mężczyzny. Nie w jej przypadku. Dając zgodę mężowi na start [pod warunkiem rzucenia papierosów] w wyborach prezydenckich, Michelle Obama otworzyła nową kartę w historii dziejów.

Postanowiłam, że będę mówić szczerze, udzielać własnego głosu ludziom, którzy są go pozbawieni, i nie znikać, kiedy ktoś mnie potrzebuje.

NIE BĘDĘ PAPROTKĄ

Courtesy of the Obama-Robinson Family Archive

Warzywnik Michelle Obamy / fot. First Lady Michelle Obama participates in a Garden Harvest Event with children and members of the American Indian community in the White House Kitchen Garden on the South Lawn of the White House, June 3, 2011. (Official White House Photo by Samantha Appleton)

4 listopada 2018 roku, po wygranej trudnej kampanii wiążącej się z wywlekaniem i publicznym praniem brudów, pierwsza afroamerykańska para wprowadziła się do Białego Domu.

Wiedziałam, co jest dla mnie ważne. Nie chciałam odgrywać roli ładnie ubranej ozdoby, która uświetnia przyjęcia i przecina wstęgi.

Obama musiała zrezygnować z pracy w szpitalu w Chicago i nowej rzeczywistości zapragnęła robić rzeczy istotne. Swoją nową działalność rozpoczęła od założenia… warzywnika. „Ogród warzywny miał sprawiać wrażenie nieszkodliwej, niewinnej i apolitycznej zabawy damulki ze szpadlem, co podobało się doradcom Baracka z Zachodniego Skrzydła, którzy nieustannie martwili się o „optykę” wydarzeń, czyli ich publiczny odbiór.”. W istocie, cel był poważniejszy. Miał być przemyconym w mediach komunikatem na temat zdrowego stylu życia. Pierwsza Dama wypowiedziała cichą wojnę koncernom spożywczym, podważając ich ugruntowane od dziesięcioleci metody zarabiania na śmieciowym jedzeniu, kosztem zdrowia dzieci. Pod koniec prezydentury, 45 milionów dzieciaków jadło zdrowsze posiłki, a 11 milionów miało codziennie godzinę minut ruchu dzięki programowi aktywizacji Let`s Move!

PIERWSZA DAMA POPKULTURY

Para prezydencka w trakcie kampanii / fot. Michelle Obama and her husband, U.S. Senator and Presidential Candidate Barack Obama, on his campaign bus the morning of the New Hampshire primary driving from Hanover to Nashua, NH. They had a early morning rally after a late night of campaigning.

Mimo braku władzy wykonawczej, Pierwsza Dama, wiedziała jak wywierać wpływ i używać social mediów. Bywała w programach rozrywkowych i w telewizjach śniadaniowych. Robiła pompki u Ellen Degenres i rapowała w land roverze Jamesa Cordena, a jednocześnie przekonywała do podjęcia aktywności sportowej albo rozpoczynała debatę publiczną o konieczności kształcenia dziewcząt. Obama umiejętnie wiązała komunikat z image`em, by w ten sposób sterować spojrzeniem Amerykanów. I nasze Pierwsze Damy mogłyby się nią zainspirować. W zapisie swoich gorzko-słodkich wspomnień, First Lady niejednokrotnie podkreśla wdzięczność wobec wyboru Amerykanów:

wiedziałam, że moje dzieci dorastają w uprzywilejowanych warunkach, dysponując zasobami, o jakich większość rodzin nawet nie marzy.

Z drugiej strony opisuje tragiczne losy chorych ludzi, których miała szansę poznać i żegnać w ciągu dwóch kadencji; swój strach, jaki czuła w momencie gdy terrorysta strzelał w okna Żółtego Gabinetu Owalnego, gdzie czasem lubiła posiedzieć przy herbacie; i byciu na świeczniku, gdzie jest się wystawioną na krytykę:

szybko odkryłam coś, o czym nikt nie mówi: dziś dosłownie każda kobieta mająca udział w życiu publicznym – czy to polityk, czy celebrytka ma swój sztab stylistów […] Nie da się funkcjonować inaczej i jest to cena podwójnych standardów, jaką kobiety płacą w naszym społeczeństwie.

Adwersarze Michelle Obamy zarzucali jej nieokrzesanie, rozrzutność i brak manier. Entuzjaści chwalili ją za promowanie niszowych projektantów i krawców.

NOWY POCZĄTEK

Po wygranej Donalda Trumpa, wielu Amerykanów zaczęło widzieć w roli prezydentki Michelle Obamę. Jednak ta, kategorycznie zakwestionowała swój udział w wyborach:

Teraz stoję przed nowym początkiem, nowym etapem życia. Po raz pierwszy od wielu lat nie mam żadnych obowiązków związanych z rolą żony polityka i nie ciążą na mnie niczyje oczekiwania.

Michelle Obama to postać ikoniczna, która sprawnie nauczyła się zarządzania własnym wizerunkiem, w oderwaniu od politycznych dokonań i porażek prezydentury jej męża. Kobiety pokochały ją za charyzmę i umiejętność łączenia kariery zawodowej z macierzyństwem.
– Michelle udowodniła, że American Dream jest osiągalny bez względu na kolor skóry. Michelle ma to, czego jej poprzedniczki nie miały – unikatowe doświadczenie bycia mniejszością i udowadniania na wielu polach, że jest „wystarczająco dobra” – twierdzi Magdalena Górnicka, specjalistka ds. marketingu w internecie i badaczka wizerunku w artykule kobieta.gazeta.pl.

Według mnie stawanie się nie polega na dotarciu dokądś czy osiągnięciu celu. Widzę je raczej jako ruch w przód, ewolucję, ciągłe zmierzanie ku własnej lepszej naturze. Zostałam matką, lecz wciąż mogę się wiele nauczyć od swoich dzieci. Zostałam żoną, ale nadal dostosowuję się do tej roli i głęboko wzrusza mnie świadomość tego, czym jest prawdziwa miłość i układanie sobie życia z drugim człowiekiem. Stałam się pod pewnymi względami osobą u władzy, a mimo to wciąż czasem czuję się onieśmielona lub pominięta.

– pisze 54-latka. 

Agna Karasińska

Wszystkie cytaty pochodzą z „Becoming – Moja historia”

„Becoming – Moja historia” Wydawnictwo Agora

„Becoming – Moja historia” Wydawnictwo Agora

„Becoming – Moja historia” Wydawnictwo Agora

Na ponad 500 stronach autobiografii Michelle Obama opisuje doświadczenia, które ją ukształtowały – od dzieciństwa w południowym Chicago, przez lata pracy na kierowniczym stanowisku, kiedy musiała pogodzić macierzyństwo z karierą, aż do czasu spędzonego w najsłynniejszym domu świata. Ukazuje momenty zachwytu, smutku i olbrzymiej wytrwałości, ale nade wszystko dając wgląd w duszę postaci wyjątkowej i w swoich działaniach prekursorskiej. Postaci, która starała się żyć autentycznie, używając siły swojego głosu i osobistej historii do wyższych celów. Swoje zwycięstwa i porażki, zarówno te publiczne, jak i prywatne, opisuje z niezawodną szczerością i wielkim humorem, opowiadając swoją historię tak, jak ją przeżyła – własnymi słowami i na własnych warunkach.

Dziennikarka, która nie boi się stawiania oczywistych pytań, w nadziei na usłyszenie ciekawych odpowiedzi. Profesjonalna artystka życia. Multitaskerka. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów. Nie lubi zdrobnień i brzydkich zdjęć dołączanych do informacji prasowych.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach