Tuesday, August 3, 2021
Home / Felietony  / Mężczyzna na lato

Mężczyzna na lato

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania. / ilustracja Andrzej Politowicz

W moich poradnikach dla kobiet – Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę, Samiec alfa, czyli jak wytrzymać z facetem i najnowszej Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis – poruszam kwestię różnicy w sposobie myślenia kobiet w każdym wieku oraz mężczyzn, też w każdym, ze szczególnym uwzględnieniem młodzieńców po sześćdziesiątce, czyli dziadziodzidzi i viagruszków.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania. / ilustracja Andrzej Politowicz

Namnożyło się tego, a my stoimy bezradnie i obserwujemy drugą młodość naszych mężów, tatusiów i czasem dziadków. Jeśli mamy powyżej trzydziestki, należy być czujną, bo jest moda na laski mające maksimum 23 lata i powyżej 175 cm wzrostu, o wadze do 50 kilogramów. Mało która typowa Polka spełnia te wymagania, a idzie plażowe lato i nie ma przebacz, wszystko widać. Można się nie przejmować, ale trudno nagle się stać niewidzialną struclą, a tak przeważnie jest z kobietami po czterdziestce, stającymi do boju przeciw dwa razy młodszym konkurentkom, patrzącym z politowaniem na naszą nadwagę, podeszły wiek i nikczemny wzrost. Dlatego tak trudno jest znaleźć mężczyznę na lato. Nie mówię o naszych mężach piwoszach, niedowidzących profesorach zwyczajnych i pracoholikach, ale o miłym facecie na przejażdżki rowerowe, spacery po lesie i romantyczne wieczory.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania. Wtedy nie ma problemu, bo nic nam już nie grozi. Facet widzi w nas duszę, czasami nawet słucha naszych historyjek i jest tak zajęty uczuciem, które go dopadło, że może nie zauważyć groźnej, nastoletniej konkurencji. To wariant idealny, ale nieczęsty. Dlatego warto pomyśleć o wyborze miejsca ograniczającego zagrożenie. Unikamy modnych kurortów pełnych laseczek, szukających sponsorów bez względu na ich wiek. Unikamy ekskluzywnych plaż i hoteli oraz drogich wycieczek do ciepłych krajów. Tam szaleje konkurencja, a mężczyźni, jak dzieci, lubią mieć to, co koledzy. Nie wybieramy się z naszym ukochanym na wakacje z młodszą o 20 lat koleżanką, nawet zamężną i nawet z mężem. Będzie się nam, i nie tylko nam, kręciła pod nosem, przypominając o PESEL-u. Nie prowadzamy ukochanego na grille, na których viagruszkowie wprowadzają w świat swoje, niewątpliwie inteligentne, sekretarki w wieku swoich wnuczek. Unikamy sportów wodnych i jachtów, bo tam tylko w kostiumie, a trudno przez dwa tygodnie wciągać brzuch. Na wakacje jedziemy we dwoje. Staliśmy się narodem stadnym i zgodnie porykującym w kurortach, ale inteligentna staruszka po czterdziestce jedzie ze swoim ukochanym do miejsc, gdzie konkurencja jest znacznie mniejsza, a mianowicie w góry, bory, do Skandynawii na rower (we dwoje lub w towarzystwie naturalnych do bólu tubylek i podobnych tubylców. Trafiają się też niemieccy staruszkowie. Dodatkową atrakcją może być podziwianie fiordów).

Polecam też wspólne wędrówki i noclegi w małych schroniskach na Słowacji, w Tatrach. Spływy kajakowe Krutynią. Wczasy w gospodarstwach ekologicznych i leśniczówkach na Mazurach, gdzie można wspólnie o zmroku słuchać żab, a potem tyć od domowej szarlotki. Rajdy rowerowe po Borach Tucholskich nader sprzyjają eksponowaniu naszej dojrzałej urody na tle jabłonek i łąk z kwieciem. W takie miejsca nie jeżdżą polujące wnuczkożonki, bo sam na sam z nimi to katorga nawet dla ślepego z pożądania dziadzidzidzi. Tu nasuwa się porównanie do kompozycji malarskiej – ważne jest tło, światło i pierwszy plan. W tym wypadku my ze złotą opalenizną, w pięknych białych spodniach i luźnej koszuli, powiewającej, gdy nasza stylowa damka mknie obok terenowego roweru, na którym pędzi, zachwycony wyłącznie nami, mężczyzna na lato.

Hanna Bakuła 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach