Monday, January 30, 2023
Home / Felietony  / Mężczyzna na lato

Mężczyzna na lato

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania. / ilustracja Andrzej Politowicz

W moich poradnikach dla kobiet – Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę, Samiec alfa, czyli jak wytrzymać z facetem i najnowszej Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis – poruszam kwestię różnicy w sposobie myślenia kobiet w każdym wieku oraz mężczyzn, też w każdym, ze szczególnym uwzględnieniem młodzieńców po sześćdziesiątce, czyli dziadziodzidzi i viagruszków.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania. / ilustracja Andrzej Politowicz

Namnożyło się tego, a my stoimy bezradnie i obserwujemy drugą młodość naszych mężów, tatusiów i czasem dziadków. Jeśli mamy powyżej trzydziestki, należy być czujną, bo jest moda na laski mające maksimum 23 lata i powyżej 175 cm wzrostu, o wadze do 50 kilogramów. Mało która typowa Polka spełnia te wymagania, a idzie plażowe lato i nie ma przebacz, wszystko widać. Można się nie przejmować, ale trudno nagle się stać niewidzialną struclą, a tak przeważnie jest z kobietami po czterdziestce, stającymi do boju przeciw dwa razy młodszym konkurentkom, patrzącym z politowaniem na naszą nadwagę, podeszły wiek i nikczemny wzrost. Dlatego tak trudno jest znaleźć mężczyznę na lato. Nie mówię o naszych mężach piwoszach, niedowidzących profesorach zwyczajnych i pracoholikach, ale o miłym facecie na przejażdżki rowerowe, spacery po lesie i romantyczne wieczory.

Mężczyznę na lato najlepiej złowić wiosną, gdy nie trzeba się jeszcze publicznie obnażać i gdy śpiew ptasząt podsyca romantyczną atmosferę, która może doprowadzić nawet do zakochania. Wtedy nie ma problemu, bo nic nam już nie grozi. Facet widzi w nas duszę, czasami nawet słucha naszych historyjek i jest tak zajęty uczuciem, które go dopadło, że może nie zauważyć groźnej, nastoletniej konkurencji. To wariant idealny, ale nieczęsty. Dlatego warto pomyśleć o wyborze miejsca ograniczającego zagrożenie. Unikamy modnych kurortów pełnych laseczek, szukających sponsorów bez względu na ich wiek. Unikamy ekskluzywnych plaż i hoteli oraz drogich wycieczek do ciepłych krajów. Tam szaleje konkurencja, a mężczyźni, jak dzieci, lubią mieć to, co koledzy. Nie wybieramy się z naszym ukochanym na wakacje z młodszą o 20 lat koleżanką, nawet zamężną i nawet z mężem. Będzie się nam, i nie tylko nam, kręciła pod nosem, przypominając o PESEL-u. Nie prowadzamy ukochanego na grille, na których viagruszkowie wprowadzają w świat swoje, niewątpliwie inteligentne, sekretarki w wieku swoich wnuczek. Unikamy sportów wodnych i jachtów, bo tam tylko w kostiumie, a trudno przez dwa tygodnie wciągać brzuch. Na wakacje jedziemy we dwoje. Staliśmy się narodem stadnym i zgodnie porykującym w kurortach, ale inteligentna staruszka po czterdziestce jedzie ze swoim ukochanym do miejsc, gdzie konkurencja jest znacznie mniejsza, a mianowicie w góry, bory, do Skandynawii na rower (we dwoje lub w towarzystwie naturalnych do bólu tubylek i podobnych tubylców. Trafiają się też niemieccy staruszkowie. Dodatkową atrakcją może być podziwianie fiordów).

Polecam też wspólne wędrówki i noclegi w małych schroniskach na Słowacji, w Tatrach. Spływy kajakowe Krutynią. Wczasy w gospodarstwach ekologicznych i leśniczówkach na Mazurach, gdzie można wspólnie o zmroku słuchać żab, a potem tyć od domowej szarlotki. Rajdy rowerowe po Borach Tucholskich nader sprzyjają eksponowaniu naszej dojrzałej urody na tle jabłonek i łąk z kwieciem. W takie miejsca nie jeżdżą polujące wnuczkożonki, bo sam na sam z nimi to katorga nawet dla ślepego z pożądania dziadzidzidzi. Tu nasuwa się porównanie do kompozycji malarskiej – ważne jest tło, światło i pierwszy plan. W tym wypadku my ze złotą opalenizną, w pięknych białych spodniach i luźnej koszuli, powiewającej, gdy nasza stylowa damka mknie obok terenowego roweru, na którym pędzi, zachwycony wyłącznie nami, mężczyzna na lato.

Hanna Bakuła 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ