Home / Ludzie  / Kim jest mężczyzna, który deklaruje bycie feministą?

Kim jest mężczyzna, który deklaruje bycie feministą?

Chodzi o równe prawa, zrozumienie, wyrozumiałość

Ludzie idący przez miasto

Czy w XXI w. kobiety wciąż muszą walczyć o równe prawa? Co o tym wszystkim sądzą mężczyźni? / fot. pixabay

Marsze przeciw zaostrzeniu ustawy aborcyjnej, walka o równe płace, działania przeciw seksizmowi… to nie wszystko, co wiąże się z terminem feminizmu. Czy w XXI w. kobiety wciąż muszą walczyć o równe prawa? Co o tym wszystkim sądzą mężczyźni i czy wśród nich znajdują się przedstawiciele tej ideologii?

Nie tylko kobiety interesuje ich własny los

My – kobiety – możliwość rozwoju, wyrabiania i wyrażania własnych opinii, a także prawną równość z mężczyznami, zawdzięczamy feministkom. Mnóstwo kobiet przez lata walczyła o siebie i całą naszą społeczność. Wciąż pamiętamy o Olimpii de Gouges, która za wyrażanie niewygodnych dla rządu opinii została zgilotynowana. Zostawiła jednak po sobie Deklarację praw kobiety i obywatelki, będącej odpowiedzią na Deklarację praw człowieka i obywatela. Autor drugiego dzieła nie objął kobiet równouprawnieniem. Olimpia de Gouges napisała więc odpowiedź z wspominanym do dziś zdaniem:

Skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, winna również mieć prawo stanąć na mównicy.

Już za czasów rewolucjonistów francuskich, dostrzec można było mężczyzn, walczących o równouprawnienie obu płci. Jednym z nich był Nicolas de Condorcet, głośno mówiący o panujących wówczas – głównie we Francji – nierównościach. Był nie tylko obrońcą kobiet, ale również niewolników murzyńskich. Niestety zarówno Olimpia de Gouges jak i Nicolas de Condorcet nie przeżyli tych walk. Dla wielu pozostaną jednak symbolem feminizmu. Jak widać nie tylko kobiety interesuje ich własny los.

Co myślą mężczyźni?

Wiele osób uważa feminizm za ruch działający jedynie na korzyść kobiet, zamiast na korzyść obydwu płci. Dlaczego, skoro chodzi w nim o równość, a nie pozycję którejkolwiek z nich ponad drugą?
21-letni Adam, zapytany o opinię na ten temat, odpowiedział:

Feminizm to moim zdaniem naturalny ruch kobiet, które w poprzednich epokach były uważane za tzw. margines społeczny. Później dostały one prawa wyborcze i zobaczyły, że chcą realizować się zawodowo. U korzeni, feminizm miał największy sens. Teraz oczywiście też ma, chociaż cele o które walczą kobiety są już inne. Pochwalam walkę o równe zarobki na danych stanowiskach. Oglądając jednak np. filmy na Youtube z różnych marszów, dochodzę do wniosku, że wiele feministek nie chce, żeby kobiety były równe z mężczyznami, a żeby były od nich ważniejsze. Jest też przecież masa kobiet, które zapytane, o co walczą, są w stanie wykrztusić, że o równouprawnienie i tyle, bo tak naprawdę same nie wiedzą. Nie ma co ukrywać, że podobne osoby psują wizerunek feminizmu w Polsce. Mam jeszcze jedno spostrzeżenie – niektóre kobiety nauczyły się wykorzystywać poprawność polityczną, przez co świat staje się po prostu chory. Podam ci przykład ze sportu. Biegaczka Caster Semenya nie tylko wygląda jak mężczyzna, ale jej badania hormonów pokazują, że jest ewenementem na skalę światową. Taka osoba nie powinna konkurować z kobietami, a wciąż pobija kolejne rekordy. Nikt nie może powiedzieć głośno prawdy, bo będzie oskarżony o dyskryminację.”.

Opinia niewiele starszego Filipa brzmiała trochę inaczej:

Biorąc pod uwagę, że większość obecnych postulatów feministek jest z lat 90-tych, a mamy prawie 2020 rok, są one w większości przestarzałe i nieaktualne. Szczególnie jeśli mówimy o ich ekonomicznych aspektach, typu rynek pracy oraz rozwój naszego społeczeństwa, co przekłada się na zatarcie stereotypów. W każdym nieodpowiednim zachowaniu jednego człowieka wobec drugiego, możemy doszukać się nutki dyskryminacji. Nieważne czy mówimy o rasizmie, seksizmie, czy po prostu o szacunku do siebie. Uważam, że ludzie mający potrzebę walczyć o spektrum swoich spraw na obszarze dalszym niż ich otoczenie, są po prostu bezsilnymi frustratami. Jedyne argumenty do walki, które jestem w stanie zrozumieć, to sprzeciwy wobec zaostrzeniu prawa i ograniczaniu wolności nas jako obywateli. Ale tu – stawiając równo kobiety i mężczyzn, weźmy za przykład zakaz aborcji lub ingerowanie kościoła w akceptowalne sposoby antykoncepcji. Moim zdaniem, to wszystko dotyczy mężczyzn na tym samym poziomie, co kobiet. Mężczyźni również są dyskryminowani na niektórych płaszczyznach. Około 75 proc. spraw w sądzie o prawa do opieki nad dziećmi po rozwodzie, jest na korzyść kobiet, często niesłusznie. Ale społeczeństwo powinno z tym walczyć mądrzejszym wyborem władzy na następnych wyborach, a nie feminizmem i manifestami na ulicach.

Tę wypowiedź porównać można z kolejną, tym razem Piotra. Uważa on, że ideologia feminizmu jest bardzo słuszna. Jego zdaniem jednak kobiety nazywające się feministkami często walczą o dominację nad mężczyznami, czego efekty widać w sprawach sądowych na zachodzie, głównie w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych czy Anglii. Podał mi też przykład krajów Skandynawskich, gdzie np. na odśnieżanie deptaków jest zwrócona większa uwaga niż na odśnieżanie dróg, bo statystycznie samochodami jeździ więcej mężczyzn, a pieszo chodzi więcej kobiet.

Dyskryminację trzeba zwalczać

Czy to prawda i czy część kobiet faktycznie nie wie, o co walczy albo wymaga specjalnego traktowania? Z jakiegoś powodu feminizm przeważnie kojarzy się źle. I właśnie, jak widać wyżej, mężczyźni często potrafią to uzasadnić. Od kogoś innego usłyszałam stwierdzenie, że nie lubi feministek, bo są dziwne [sic!].
W e-booku pt. Feminizm rozbrojony, opracowanym przez Aleksandrę Hekert możemy przeczytać coś ciekawego na ten temat:

Niezbędna jest zmiana świadomości mężczyzn. Coraz częściej w edukację chłopców i mężczyzn wprowadza się zagadnienia seksizmu i tego, jak może być przetransformowany. Dlatego właśnie, że kobiety potrzebują wsparcia mężczyzn, nie można uznać feminizmu za ruch przeciwko nim. Bez mężczyzn w roli sprzymierzeńców, ruch feministyczny nie jest w stanie się rozwijać. Sporo wysiłku trzeba włożyć w usunięcie przekonania, że feminizm skierowany jest przeciwko mężczyznom. Feminizm skierowany jest przeciwko seksizmowi.

Prawdą nie jest to, że dziś kobiety nie mają już o co walczyć. Nie jest nią również to, że mężczyźni nie spotykają się z dyskryminacją. Tę trzeba zwalczać w każdym wypadku, niezależnie kogo ona dotyczy.
Czasy nie są tak trudne jak wtedy, gdy ucinano głowy za posiadanie poglądów. Mają jednak swoje wady. Na poważny problem, jakim jest przedmiotowe traktowanie kobiet zwrócił uwagę youtuber Gargamel. W swoim filmie opowiedział on o tzw. trenerach uwodzenia, którzy szkolą innych mężczyzn. Uczą ich jak manipulować, wykorzystywać i poprawiać w ten sposób samoocenę. Warto wiedzieć, co część mężczyzn praktykuje na kobietach i jak szowinizm wciąż jest obecny.

Kto następny? Dawid, lat 22. To jego wypowiedź na temat feminizmu:

Zacząć trzeba od tego, że ludzie muszą rozumieć, co chce zdziałać feminizm, na czym polega i czego owe feministki oczekują od reszty społeczeństwa. Załóżmy, że już jakiś facet zainteresował się na tyle, że sprawdzi, co to feminizm. Przeczyta frazę „równouprawnienie kobiet”, zacznie się śmiać i powie do znajomego obok „patrz, stary, czego one oczekują, niech idą do kopalni węgiel wydobywać” i tutaj się kończy poszerzanie wiedzy na temat feminizmu. Ludzie nastawieni są wstępnie do tego negatywnie i nie chce im się czytać o czymś, co wydaje się dla nich głupie. Potem osoby z ruchu feministycznego tworzą długie artykuły w internecie, których nikt z opozycji nie przeczyta. Druga wersja przekazu informacji też jest zła, a wręcz tragiczna, bo są to krzyczące kobiety, które są w amoku, przepełnione nienawiścią do ludzi mających inne zdanie. Mówią chaotycznie i tworzą zły obraz feminizmu. Trzeba zdać sobie sprawę, że problem polega na głęboko zakorzenionej myśli gdzieś z tyłu głowy – o tym, że kobieta mniej potrafi, że jest słabsza. Oczywiście fizycznie często tak jest, ale akurat z siłą płci chyba nikt nie ma problemu. Przykładem prawdziwego problemu może być test przeprowadzony w 2012 roku polegający na wysłaniu tego samego CV na to samo stanowisko, podpisane imieniem żeńskim i w drugiej wersji w imieniem męskim. Zostało ono przedstawione 120-130 profesorom i kobieta była oceniana jako gorsza. Ale to było w 2012 roku. Nie wiem, czy jest to dalej aktualne.
Ważna rzeczą jest zwrócenie uwagi na to, że łatwiej jest się wyśmiewać niż chwalić. Ciągle mówimy, że kobieta nie umie prowadzić samochodu, a coraz więcej jest kobiet za kierownicą autobusów. Co więcej, coraz częściej spotykamy instruktorkę jazdy, a nie instruktora. Mimo tego zostajemy przy żartach i śmiesznych filmikach parkujących kobiet. Gdyby kobiety się z tego śmiały tak jak mężczyźni, nauczyły się mocniej wierzyć w siebie i być otwartymi na żarty z samego siebie, problem może zacząłby szybciej zanikać. Ale ich to mocniej kłuje niż nas żarty o tym że jesteśmy nieudacznikami w kuchni (zaleciało stereotypem). Kolejną ważna rzeczą jest fakt, że mężczyzna boi się „bardziej męskiej” kobiety, boi się, że przestanie być potrzebny, że stanie się gorszy i teraz to on będzie tym, do którego kobieta puści oczko, a on się zarumieni. Nie mówię tego stricte o sobie ale fakt, trochę z autopsji. Facet chce być na górze, więc się broni, ale niepotrzebnie. Kobiety muszą przestać wykrzykiwać swoje hasła a zacząć mówić bardziej stanowczym tonem, a mężczyzna powinien nie czuć potrzeby bycia wyżej. Mężczyzną „antyfeministycznym” jest wygodnie tak jak jest, a kobiety z ruchu feministek czasem potrafią zakręcić tak mocno że nawet ja – osoba temu przychylna – myślę o nich, że są głupie. Coraz więcej jest ludzi akceptujących to, ale wciąż wielu z nich jest zacofanych. Żeby to zmienić trzeba odsunąć emocje na bok, mówić spokojnie i z uśmiechem, z tym samym którego musimy się trzymać podczas uczenia się dystansu do samego siebie.

Dawid przedstawił delikatny kryzys męskości, o którym również można przeczytać we wspomnianym już Feminizmie rozbrojonym. Autorka uważa, że istnieje wzorzec toksycznej męskości, którego trzeba się pozbyć. Nie da się ukryć, mężczyźni – potrzebujemy was tak samo jak wy nas. To jest często trudne do zaakceptowania. Kobiety nie chcą przyznać, że nie mają siły czegoś podnieść, albo boją się pająka i trzeba go wynieść z pokoju. O ile łatwiej się żyje, kiedy możemy sobie pomóc? Znów odniosę się do opinii zawartej e-booku Aleksandry Hekert. Nikomu nie chodzi o walkę, kto ma więcej siły, kto powinien rodzić dzieci, ani czy warto przepuścić kogoś w drzwiach. Chodzi o równe prawa, zrozumienie, wyrozumiałość.

Wspierajmy się nawzajem

Kim więc nazwać feministę? Faceta, który nie wstydzi się powiedzieć o ważności równouprawnienia, takiego, który walczy o to, w co wierzy w sposób, który uważa za słuszny. Jeden z nich może wyjść na ulicę, kiedy jest plan zaostrzenia ustawy aborcyjnej (bo tak powiedział Filip – dotyczy to obydwu partnerów), a kto inny może wspierać swoją kobietę w domu. Otwórz jej drzwi i pomóż wnieść szafkę, ale nie uważaj, że dzięki temu jesteś ponad nią. Najważniejsze – wspierajmy się nawzajem, nie dyskryminujmy i nigdy nie czujmy się lepsi od innych.

View this post on Instagram

Real men #realmanarefeminist #feminism

A post shared by John Romão (@johnromao) on

Zuzanna Kaznowska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach