Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Mela Koteluk – bez rewolucji

Mela Koteluk – bez rewolucji

Mela Koteluk wdarła się na scenę i narobiła sporo szumu, zdobywając w tym roku dwa Fryderyki i kilka innych nagród. Kiedyś bała się wystąpić przed jury, dziś uchodzi za osobę apodyktyczną.

Mela Koteluk/ fot. Honorata Karapuda

Mela Koteluk/ fot. Honorata Karapuda

Mela Koteluk wdarła się na scenę i narobiła sporo szumu, zdobywając w tym roku dwa Fryderyki i kilka innych nagród. Kiedyś bała się wystąpić przed jury, dziś uchodzi za osobę apodyktyczną.

Mela Koteluk/ fot. Honorata Karapuda

Mela Koteluk/ fot. Honorata Karapuda

Miasto Kobiet: Co Cię najbardziej dziwiło przez ostatnie półtora roku?

Mela Koteluk: Pozytywnie czy negatywnie?

Miasto Kobiet: Pozytywnie.

Mela Koteluk: Właściwie wszystko, a najbardziej to, że ludzie przychodzą na nasze koncerty, że wyrosła wokół naszej muzyki publiczność. Do dziś pamiętam nasz pierwszy koncert 15 września zeszłego roku w Katowicach. Kompletnie nie wiedziałam, czy ktoś przyjdzie. Okazało się, że cała sala zapełniła się ludźmi, którzy do tego znali płytę. Potem okazało się, że niemal każda sala jest zapełniona.

Miasto Kobiet: Nie byłaś na to przygotowana?

Mela Koteluk: „Spadochron wziął się z intuicji, naturalnie i spontanicznie. Nie miałam żadnych planów promocyjnych, kampanii ani nic z tych rzeczy. Po premierze było bardzo spokojnie. Liczyłam się z tym, że nie wydarzy się nic szczególnego – z reguły debiutancka płyta przechodzi bez echa. Grunt, by nie osiąść na mieliźnie zniechęcenia, tylko zdawać sobie z tego sprawę i grać dalej. Moim zdaniem najbardziej pomogli nam ludzie, oddolnie przekazując sobie informacje o piosenkach. „Spadochron” wpadł im w ręce i zaczęli się z nim emocjonalnie wiązać. I tak, mówiąc najprościej, machina ruszyła.

Miasto Kobiet: W „Spadochronie” śpiewasz: „Gdybyś zamienił się w spadochron/ mogłabym polecieć gdziekolwiek razem z tobą”. Co poświęciłabyś dla drugiej osoby?

Mela Koteluk: Poświęcenie czegoś dla drugiej osoby bywa jednocześnie oczekiwaniem czegoś w zamian. Coś takiego nie ma nigdy dobrych skutków.

Miasto Kobiet: Często zaczynam przeglądać płyty od podziękowań. U Ciebie na pierwszym miejscu są dziadkowie i rodzice. Czym dla Ciebie jest rodzina?

Mela Koteluk: Najważniejszym punktem odniesienia. Miałam okres buntu i wydawało mi się, że ich nie potrzebuję, ale po trzech lat pracy w Anglii, kiedy poukładałam sobie różne rzeczy, zatęskniłam za nimi. Teraz są dla mnie autorytetami, potrzebuję ich. Zawsze mogę do nich zadzwonić w trudnym momencie, a oni jednym zdaniem potrafią trafić w sedno, znają mnie i wspierają. Bunt, oderwanie się jest bardzo istotne – to droga do dokopania się do własnej tożsamości.

Miasto Kobiet: Są Twoimi pierwszymi słuchaczami?

Mela Koteluk: Są dumni, że robię to, co zawsze chciałam, ale nie są bezkrytyczni, mają zdrowe podejście do wszystkich wydarzeń w moim życiu. Cenię ich, bo pozwalają sobie na szczerość, na którą zawsze mogę liczyć. Pamiętam, że moja babcia przez wiele lat pytała mnie, kiedy zacznę normalną pracę. Ona w ogóle nie postrzegała tego, co robię, w kontekście zawodu, tylko pasji. Potem coś jej przeskoczyło i teraz mam od niej duże wsparcie.

Miasto Kobiet: Wciąż odpowiadasz na maile fanów?

Mela Koteluk: Szczerze mówiąc, ostatnio troszkę wypadłam z tej roli, bo brakuje mi na to czasu. Jednak kiedy tylko mam wolną chwilę lub noc, robię sobie takie „odpisywanie party”. Wiesz, to mój jedyny fizyczny kontakt z moimi fanami. Dla mnie jest ważne, aby poznać, kim są ludzie, którzy kupują nasze płyty i przychodzą na koncerty.

Miasto Kobiet: ie jest to chyba częsta praktyka, aby artyści sami korespondowali ze swoimi fanami.

Mela Koteluk: Ja z kolei spotykałam się z opiniami innych artystów, że takie spoufalanie się nie jest dobre, że to przekraczanie pewnej granicy, które potem bywa szkodliwe. Jestem daleka od wynajmowania dodatkowych rąk do pomocy, choć tak mi radzono. Wolę rzadziej odpisywać, ale osobiście.

Miasto Kobiet: O czym piszą fani?

Mela Koteluk: Nie dzielę tego na kategorie, ale postaram się to teraz usystematyzować. Część osób opowiada o wrażeniach z odsłuchu płyty lub z koncertu. Inni są młodymi wokalistami lub mają swoje zespoły i proszą o radę, np. czy warto brać udział w talent show. Tu akurat niewiele mogę pomóc, bo nie brałam udziału. Jeszcze inni proponują swoje teksty. Wszystko to eleganckie maile. Mój zespół ma w nie wgląd i chłopcy powiedzieli ostatnio, że są zaskoczeni, bo brak maili obrazoburczych. Nie ma listów od nachalnych ludzi, którzy chcieliby mi obrzydzić chwilę przy komputerze (śmiech).

Miasto Kobiet: Piszą, że jakaś piosenka zmieniła ich życie?

Mela Koteluk: Nie sądzę, aby któraś wywróciła komuś życie do góry nogami, ale piszą, że zostali zmotywowani, zainspirowani do zmian w życiu. W ogóle byłam zaskoczona, że „Spadochron” działa krzepiąco. Myślałam, że to płyta smutna w wymowie. Nie pisałam tych tekstów w radosnych momentach swojego życia, ale może to właśnie zadziałało na opak (śmiech).

Miasto Kobiet: Nie przeraża Cię, że piosenka może mieć takie znaczenie dla ludzi, wpływać na ich losy, na ich postanowienia?

Miasto Kobiet: Piosenka nie ma wyłącznie funkcji rozrywkowej. Trzeba czuć odpowiedzialność za słowo, zobaczyłam to dopiero pod koniec trasy jesiennej. Oczywiście to nie jest masowe zjawisko, a jednostkowe, gdy pod wpływem piosenki dziewczyna rzuca studia czy chłopak rzuca dziewczynę. Zresztą ja sama też szukam bodźców, kiedy chodzę do teatru czy do kina. Wyłapuję drogowskazy.

Miasto Kobiet: Cofnijmy się do Twojej młodości. Czy miałaś piosenki, które zmieniały Twój sposób patrzenia na świat?

Mela Koteluk: Jako młoda dziewczyna słuchałam wszystkiego z polskiej i zagranicznej muzyki. Wtedy odkrywałam swoją tożsamość, a w piosenkach szukałam punktów odniesienia. Bardzo szybko wyprowadziłam się z domu rodzinnego i na rozdrożach szukałam jakichś światełek w piosenkach, płytach, w książkach, w teatrze i oczywiście w ludziach, których spotykałam.

Miasto Kobiet: Czy to, w jaki sposób piosenki wpływały na Ciebie w młodości, ma wpływ na to, jak tworzysz swoje własne utwory?

Mela Koteluk: Nie mam kontroli nad tym procesem. To wygląda bardziej na materializowanie myśli, a nie próby osiągnięcia jakiegoś celu.

Oceń artykuł
2 komentarze
  • Avatar
    Wikitoria Październik 2, 2013

    Na jaki adres można napisać maila do Meli?

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach