Saturday, November 27, 2021
Home / Uroda  / Trendy  / Medycyna estetyczna bez tajemnic – fragment książki

Medycyna estetyczna bez tajemnic – fragment książki

Prezentujemy fragment książki dr. Marka Wasiluka „Medycyna estetyczna bez tajemnic” o grzechach popełnianych przez pacjentów.

Medycyna estetyczna bez tajemnic

Wiele zabiegów nie udaje się z winy pacjentów / fot. Triclinium

Prezentujemy fragment książki dr. Marka Wasiluka Medycyna estetyczna bez tajemnic. Książka jest pierwszym takim kompendium na temat medycyny estetycznej, prawdziwej, bez upiększeń i bez marketingowych przekłamań.

7 grzechów głównych pacjentów

Za skuteczność zabiegów, jak i za powikłania, odpowiadają nie tylko lekarze, lecz także pacjenci. Zabiegi medycyny estetycznej to nie naprawa samochodu czy pralki, ale działanie na żywym organizmie. Dlatego od początku do końca terapii potrzebna jest współpraca między lekarzem i pacjentem. Pacjent koniecznie musi informować lekarza o wszystkim, co może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa i skuteczności terapii, oraz stosować się do jego zaleceń. Oto siedem grzechów popełnianych przez pacjentów.

1. Próby wymuszania zabiegów

Tak, istnieje grupa pacjentów, która próbuje wymusić zabiegi. Jeśli lekarz uważa, że dany zabieg jest całkowicie bezsensowny, nieuzasadniony i może przynieść więcej szkody niż korzyści, powinien odmówić jego wykonania. (…) Klasycznym przykładem mogą być tu kobiety, które powiększają usta do monstrualnych rozmiarów. Albo proszą o usta takie, jak na przyniesionym zdjęciu, które często wcale nie pasują do kształtu twarzy pacjentki. Oczywiście można dyskutować, co jest, a co nie jest przekroczeniem granicy dobrego smaku i estetyki. (…) Zdarzają się jednak przypadki ewidentne. Oto dwa przykłady z mojej praktyki lekarskiej. Młoda, 22-letnia kobieta przychodzi z prośbą, by całkowicie zmienić naturalny kształt jej twarzy (skądinąd zupełnie prawidłowy, a nawet ładny), tak aby stał się podobny do kształtu twarzy aktualnej Miss Polonia. Inna pacjentka z kolei pragnie się poddać zabiegom, które zmienią jej cerę na jasną, porcelanową, bo w jej mniemaniu natura obdarzyła ją zbyt ciemną. W obu przypadkach odmówiłem.

2. Żądanie tego, co modne

Wiele pacjentek chce mieć wykonany konkretny, wskazany przez siebie zabieg lub zabieg konkretnym urządzeniem. Przychodzą z żądaniami typu: chcę mieć laser frakcyjny na przebarwienia, albo: chcę się odchudzić kriolipolizą. To na ogół efekt reklam sprzedających komunikat, że konkretny problem rozwiąże takie, a nie inne urządzenie, ale też pogoń za nowinkami (które w rzeczywistości nie zawsze nimi są) i za tym, co modne. Dość popularna wśród pań jest również tendencja, by żądać zabiegów, które zrobiła sobie koleżanka lub celebrytka pokazująca się w plotkarskich portalach… W medycynie estetycznej takie podejście się nie sprawdza. Nie oznacza to, że wszystko, co reklamowane, promowane czy modne, jest też złe. Po prostu nie do każdego może pasować, i na ogół efekt rzadko jest tak rewelacyjny, jak się to próbuje przedstawić. Jeśli nawet pacjentka przychodzi do gabinetu z konkretnym pomysłem na zabieg, to powinien on stać się punktem wyjścia do rozmowy. Oto przykłady: pani życzy sobie botoksu pod oczy, bo przeczytała, że jest świetny i skuteczny na zmarszczki. Nie doczytała jednak, że nie u każdego można go stosować, a jeśli się ma tendencję do obrzęków w tej okolicy, to botoks je wyłącznie nasili. (…)

fot.

fot. materiały własne Triclinium

3. Żądanie nierealnego 

Pacjenci często oczekują, że ich defekt da się szybko usunąć. I oczekują, że lekarz utwierdzi ich w tym przekonaniu. Przykład: kobiecie z blizną uczciwie mówię podczas konsultacji, że aby się pozbyć mankamentu, potrzebuje 6–7 zabiegów, czyli rocznej terapii. A ona była przygotowana na jeden, więc się nie decyduje. Takie nierealne oczekiwania kształtują się na podstawie tego, co można wyczytać w gazetach. Pacjenci chcą, żeby wszystko przebiegło szybko i łatwo. A nie zawsze tak się da. Poza tym, często lepiej jest wolniej, ale skuteczniej. Widać to jasno na przykładzie usuwania przebarwień. Owszem, mam lasery, którymi mogę usunąć przebarwienia w czasie jednego zabiegu, ale tego nie robię, bo wiem, że po takim działaniu po kilku tygodniach przebarwienie wróci. Często skuteczne są zabiegi delikatniejsze, ale rozciągnięte w czasie.

4. Niecierpliwość

 Ten grzech wiąże się z poprzednim. Jeśli już wiadomo, że terapia jest przewidziana na kilka czy kilkanaście zabiegów, nie przerywajmy jej w połowie. (…) Cierpliwości i systematyczności brakuje najczęściej przy terapiach związanych z usuwaniem blizn i przebarwień. To duży błąd, gdy ktoś wydaje pieniądze, a nie doprowadza sprawy do końca, choć oczekiwany rezultat jest na wyciągnięcie ręki. Bywają też osoby, które twierdzą, że zabiegi nie przynoszą efektów, choć jasno widać, że jest inaczej. Nie zawsze wynika to ze złej woli pacjentów. Bywa tak, że w terapii pomiędzy stanem wyjściowym a końcowym jest tyle etapów stopniowej poprawy, iż pacjent przyzwyczaja się do nich i zapomina, jak jego problem wyglądał na początku. Dlatego polecam robienie zdjęć przed zabiegiem i potem, w trakcie terapii. To jedyny sposób na zobiektywizowanie jej postępów. (…)

5. Ukrywanie informacji

To jeden z poważniejszych grzechów. Pacjenci nie ujawniają niezbędnych informacji (np. o tym, jakie leki biorą), nawet gdy są o nie pytani wprost. Na przykład hormonalne tabletki antykoncepcyjne mają wpływ na skuteczność leczenia przebarwień, a kobiety „zapominają” się do nich przyznać. Przyszła do mnie kiedyś pani z włókniakami na twarzy. Zostały one w czasie zabiegu usunięte, ale po jakimś czasie w tym samym miejscu pojawiły się wypukłe blizny przerostowe. Pacjentka dopiero wtedy przyznała, że takie blizny robią się jej zawsze. I… nie jest rozczarowana zabiegiem, bo z góry zakładała, że taki będzie efekt. Pacjenci zatajają istotne informacje, ponieważ: nie mają świadomości, że mogą one mieć znaczenie, wstydzą się swoich schorzeń, boją się, że zdyskwalifikuje ich to do terapii. Ta ostatnia obawa jest bezpodstawna – po prostu lekarz zastanowi się, jakie metody dobrać, by uwzględnić zaistniałe ograniczenia.

fot.

fot. materiały własne Triclinium

6. Leczenie się u kilku lekarzy naraz

Nie samo korzystanie z usług kilku lekarzy czy gabinetów jest złe. Nikt nie ma wyłączności na pacjenta, który może szukać pomocy w różnych miejscach, ale wtedy obowiązkowo powinien poinformować lekarza o wcześniejszych terapiach – dlatego, że pewnych zabiegów i preparatów nie można łączyć. To nie tylko kwestia skuteczności terapii, ale i bezpieczeństwa. Jeśli np. ktoś zrobił sobie botoks, a potem przychodzi do innego gabinetu na laser, to zabieg laserowy osłabi czy wręcz zniweluje działanie botoksu. Organizm może też po prostu źle zareagować na połączenie różnych preparatów. Przykład: pacjentka przyszła na zabieg wypełniania i zataiła informację, że dawno temu miała wprowadzony stały wypełniacz. Efekt był taki, że po zabiegu podania kwasu hialuronowego wytworzył się stan zapalny, który wymagał tygodniowego leczenia antybiotykami.

7. Niestosowanie się do zaleceń lekarzy 

Wiedza teoretyczna często nie idzie w parze z praktyką. Choćby napisano setki nowych artykułów na ten temat, to nadal znajdą się kobiety, które po zabiegu wystawią twarz na słońce lub pójdą do solarium. „Myślałam, że po jednym razie nic się nie stanie”, tłumaczą się potem. Tymczasem po większości interwencji, nie tylko tych inwazyjnych, ale i zwykłych zabiegów kosmetycznych, jak np. mikrodermabrazja, nie wolno korzystać ze słońca. (…)

Na koniec tej listy (która i tak nie wyczerpuje wszystkich „grzechów” popełnianych przez pacjentów) warto dodać skłonność do samodzielnego wykonywania w domu zabiegów inwazyjnych, których absolutnie nie powinno się przeprowadzać bez nadzoru lekarza czy kosmetologa. Dotyczy to szczególnie silnych pilingów (np. kwasem TCA) w stężeniach lekarskich, po których mogą powstać blizny i przebarwienia. Do tej samej kategorii zalicza się kupowanie na portalach aukcyjnych profesjonalnych preparatów do wypełnień i samodzielne próby wstrzyknięcia ich w twarz czy usta. Pacjent nie ma wiedzy o tym, co, gdzie, jak głęboko i w jakiej ilości podać, gdzie i czego nie wstrzykiwać, żeby sobie czegoś nie uszkodzić, a także czy dany preparat jest dla niego bezpieczny. Zdarzały się nawet tak absurdalne przypadki, jak wstrzyknięcie w usta, zamiast kwasu hialuronowego, żelu do USG, bo… ma taką samą konsystencję, a kosztuje tylko 5 zł za litr.

Książka "Medycyna estetyczna bez tajemnic" / fot. materiały prasowe

Książka Medycyna estetyczna bez tajemnic / fot. materiały prasowe

O książce Medycyna estetyczna bez tajemnic:

Ta książka burzy wyobrażenie o tym, czym medycyna estetyczna jest i w jaki sposób można o niej pisać. Informacje, których nie zdobędziecie w przeciętnym gabinecie, przykłady z codziennej praktyki lekarskiej, bogaty materiał zdjęciowy – wszystko podane popularyzatorskim, przystępnym i barwnym językiem. Książka jest kompendium medycyny estetycznej. Idzie pod prąd wszechobecnym przekazom marketingowym, nie uwodzi powierzchownym pięknem, lecz prawdą. Dla osób, dla których wygląd ma znaczenie, lektura obowiązkowa.

dr Marek Wasiluk / O autorze:

Dr Marek Wasiluk – specjalista medycyny estetycznej, ekspert w dziedzinie laseroterapii, prekursor i poszukiwacz nowych rozwiązań medycznych, twórca autorskich metod terapeutycznych. Jest jedynym Polakiem na trzyletnich studiach MSc in Aesthetic Medicine (Quin Mary University of London), pierwszych studiach kończących się otrzymaniem specjalizacji z medycyny estetycznej według standardów UE. Właściciel Centrum Medycyny Nowoczes­nej Triclinium (www.triclinium.pl). Autor bloga Medycyna estetyczna bez tajemnic www.marekwasiluk.pl

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach