Home / Rozwój  / Biznes  / Matka, córka i ojcowski pstrąg

Matka, córka i ojcowski pstrąg

O hodowli ryb nie wiedziały nic. Wszystkiego musiały się nauczyć od zera. Magda Węgiel z córką, o Pstrągu Ojcowskim i ich skoku na głęboką wodę.

Magda Węgiel hodowla restauracja Pstrąg Ojcowski

Pani Magda Węgiel z córką Agnieszką. Założycielki hodowli i restauracji Pstrąg Ojcowski

Ile trzeba wiedzieć o rybach, żeby z powodzeniem zająć się tradycyjną hodowlą pstrąga? Okazuje się, że czasem wystarczy… prawie nic. Trzeba za to mieć odwagę, dobre intencje, które przyciągną życzliwych ludzi, i popłynąć nieco pod prąd. Czasem złotą rybkę, która spełni marzenia, można wyhodować samemu.

Magda Węgiel hodowla restauracja Pstrąg Ojcowski

Pani Magda Węgiel z córką Agnieszką. Założycielki hodowli i restauracji Pstrąg Ojcowski (fot. Produkt Lokalny Małopolska, Fundacja Partnerstwo dla Środowiska)

To, jak pani Magda Węgiel brała udział w rozwoju branży komputerowej w Polsce, jest tematem na osobną historię. Owszem, lubiła swoją pracę, zdobyła w niej ciekawe doświadczenia, mogła uczestniczyć w rozwoju ważnej dziedziny. Ale to nie była pasja. Pani Magda marzyła o spokoju, bliskości przyrody, choć – jak mówi – wydarzenia same do niej przychodziły i gdziekolwiek się pojawiała, tam coś się działo. Nie inaczej było, gdy w końcu pożegnała się z komputerami i przeniosła z Krakowa na wieś, w okolice Ojcowa. Tam, gdy tylko wyszło na jaw, że angażuje się w życie społeczności, wybrano ją na sołtysa. Z pstrągiem było podobnie – też sam się pojawił. Zaczęło się od wiadomości, że historyczne stawy w Ojcowskim Parku Narodowym mają zostać znaturalizowane. Tradycja chowu pstrąga potokowego, sięgająca lat 30. XX wieku, była zagrożona. Pojawiali się co prawda chętni do wydzierżawienia stawów, ale na tuczarnie, z nastawieniem na szybki zysk po niskich kosztach. A park nie chciał się na to zgodzić i stawiał twarde warunki. Zniechęceni obostrzeniami potencjalni inwestorzy się wycofywali. I wtedy do akcji wkroczyła pani Magda. Jej córka, Agnieszka, nagłą decyzję („to był impuls!”) o wydzierżawieniu stawów przyjęła spokojnie: „Aha, dobrze. To teraz będziemy hodować ryby”.

Pstrąg Ojcowski hodowla restauracja

Hodowla Pstrąg Ojcowski (fot. Damian Łukasz)

Skok na głęboką wodę
Właściwie jak to się stało, że nam wyszło? – zastanawia się pani Magda. To był prawdziwy skok na głęboką wodę, ale wykonany w dobrej wierze i ze szczerą intencją: uratować stawy („i mieć własny leżak nad stawami w Ojcowie!”). Obie z córką musiały się uczyć wszystkiego od zera. Jedno wiedziały na pewno: chcą, żeby hodowla była uczciwa, tradycyjna, zgodna z wszelkimi wymogami stawianymi przez park, z zasadami świadomego i etycznego chowu, ekologiczna. Może dzięki tej szczerości los im sprzyjał, bo wkrótce na ich drodze pojawili się „rybni aniołowie stróże” – znawcy hodowli oraz wędzenia i grillowania ryb. Dwaj specjaliści w swoich dziedzinach, którzy wykazali się wielką cierpliwością i mimo zaskoczenia „świeżością” rybnych zainteresowań dzierżawczyń stawów odpowiadali na wszelkie pytania oraz udzielali porad. Potem pojawiali się kolejni życzliwi ludzie i udana współpraca z Polskim Związkiem Wędkarskim. Z czasem matka i córka nauczyły się całego procesu hodowli, długiej drogi od wyławiania ryby do momentu podania jej na talerz. Dziś przy ojcowskich stawach jest ogródek grillowy, a w nim food truck i drewniane stoliki, przy których goście parku zajadają się uwędzonym na miejscu pstrągiem.

Pstrąg Ojcowski hodowla restauracja

Pstrąg Ojcowski (fot. Damian Łukasz)

Pstrąg z misją

Długo potrafimy opowiadać o stawach, prawda? – śmieje się pani Magda. Gdy mówi o pstrągu, nie wygląda na kogoś, kto jeszcze parę lat temu nieszczególnie interesował się rybami. Teraz żyje blisko stawów i obserwuje zwyczaje pstrąga potokowego, jak mówi, bardzo pięknej i mądrej ryby. Gdyby tylko pstrąg mógł mówić, jest pewna, że prowadziliby dyskusje. I ją, i córkę martwią wytrzebienie wielu gatunków ryb, brak dbałości człowieka o środowisko, warunki hodowli przemysłowej i brak szacunku dla jedzenia, szczególnie dla zjadanego zwierzęcia. Pani Magda widzi, jak ryby reagują na zachowania człowieka: wiedzą, kiedy będą karmione, ale też wyczuwają czas połowu. Jeśli już tak musi być, że ryby mają nas nakarmić, niech wcześniej żyją swobodnie, niestłoczone, w dobrym stawie, w otoczeniu pięknej przyrody. Pstrąg potokowy potrzebuje więcej czasu, żeby dorosnąć, i tutaj gwarantuje mu się ten czas. Nie każdy potrafi to zrozumieć: czasem restaurator chce zamówić duże ilości czy klienci ogródka grillowego w parku dziwią się, że o pewnej porze ryby już nie dostaną. Ale gdy chodzi o jakość, smak, autentyczność produktu, potrzebny jest czas i nie można jedynie stawiać na ilość. Dlatego gdy tylko jest taka możliwość, pani Magda i Agnieszka rozmawiają z klientami, tłumaczą swoją misję i odpowiadają na pytania. Coraz więcej osób rozumie to podejście i wraca, zasmakowawszy w dobrej rybie. Pani Magda żartuje, że czasem wręcz zagląda klientom do talerza. Jeśli ktoś zostawia resztki, nie pozwala ich wyrzucać, tylko daje zwierzętom. Sama ma trzy psy i u niej w domu nic się nie marnuje. Małym niejadkom zdarza jej się tłumaczyć: zobacz, musiałeś chodzić do szkoły dwa lata, żeby ta rybka zdążyła urosnąć, aby cię nakarmić. Nie można jej zmarnować. Ale i bez tego dzieci chętnie zajadają pstrąga. Co więcej – co szczególnie cieszy panią Magdę – rozeszła się wieść, że pstrąga z Ojcowa mogą jadać nawet maluchy z dużą alergią pokarmową. Słowa szczęśliwych mam, że bez strachu mogą nakarmić swoje pociechy, są ogromną nagrodą. Właśnie z myślą o dzieciach i kształceniu ich nawyków powstała przy stawach ścieżka edukacyjna – bo przecież im więcej będzie ludzi świadomych swoich wyborów żywieniowych, tym większe mamy szanse na polepszenie sytuacji.

Pstrąg Ojcowski hodowla restauracja

Pstrąg Ojcowski (fot. Damian Łukasz)

Dwie ścieżki, jeden cel
Jak się współpracuje matce i córce? Oj, zdarzają się kłótnie – śmieją się obie. – Mama mnie wychowała, przekazała mi wartości – mówi Agnieszka – więc mamy je wspólne. Możemy się spierać o różne mniejsze rzeczy, ale w najważniejszym zawsze się zgadzamy.
Czasem dyskutują, bo na pomysły patrzą z różnych perspektyw, ale uzupełniają się i uczą od siebie nawzajem. Mama czuwa przy stawach i każda ryba przechodzi przez jej ręce. Córka zajmuje się wizerunkiem marki, kontaktami z restauratorami, prowadzi stronę firmową, wybiera targi produktów lokalnych, na których pstrąg się pojawia. Cieszą się sukcesami: należą do Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Małopolska, pstrąg ma certyfikat Produkt Lokalny Małopolska, a ostatnio trafił na ministerialną listę produktów tradycyjnych.
Pani Magda i Agnieszka wspólnie obmyślają plany rozwoju firmy – na spokojnie, nic na siłę, bo jeśli chcą zachować autentyczność pstrąga potokowego, nie na wszystko mogą się zgodzić, nawet jeśli to oznacza mniejszy dochód. Na pewno nie będzie masowo i hurtowo. Póki co Agnieszkę satysfakcjonuje budowanie marki, a pani Magda w pobliżu stawów cieszy się przyrodą. Chyba znalazła złotą rybkę, która pomaga jej spełniać marzenia.

Monika Ślizowska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach