Saturday, April 17, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / MARCIN KYDRYŃSKI: INNY W AFRYCE

MARCIN KYDRYŃSKI: INNY W AFRYCE

Rozmowa z Marcinem Kydryńskim o samotności, metafizyce i czerwonej ziemi Afryki

marcin kydryński biel afryka fotografia

Marcin Kydryński "Biel. Notatki z Afryki" (Edipresse Książki)

Rozmowa z Marcinem Kydryńskim o samotności, metafizyce i czerwonej ziemi Afryki

marcin kydryński inny afryka foto

Inny w Afryce / fot. Marcin Kydryński

Iga Gierblińska, Edyta Hetmanowska: Czy pamięta pan swoją pierwszą podróż do Afryki?

Marcin Kydryński: Tak. Z Zosią. Była archeolożką. Chodziliśmy na randki do grobowców w egipskiej Dolinie Królów. Rok 1992.

Tytuł pańskiego albumu o Afryce brzmi Biel. A wydawać by się mogło, że pierwsze skojarzenie to czerń, ze względu na kolor skóry. Co kryje się w pańskiej interpretacji Bieli?

Marcin Kydryński: Wyobcowanie. Stygmatyzacja. Odrębność. To książka pisana z perspektywy „innego”. Ale z nadzieją, którą dziedziczę po Levinasie, Tischnerze, Kapuścińskim, że każde spotkanie z innym od nas człowiekiem wzbogaca nas i czyni lepszymi.

Wspomina pan o obcości. We fragmencie z albumu czytamy: „Przede wszystkim jednak to ja byłem biały. Mimo upływu lat wciąż, a może nawet coraz bardziej w tej bieli obcy. Widoczny z daleka, irytująco inny, często odrzucany. Próbowałem mimo to spojrzeć pod powierzchnię. Dostrzec życie samo”.

Marcin Kydryński: Otwarcie się na czyjąś odmienność, próba jej zrozumienia bez oceniania, gotowość, by odrzucić pozory i sięgnąć w głąb prawdy o drugim człowieku, to wysiłek. Codzienne ćwiczenia z empatii. Mariusz Szczygieł napisał kiedyś, że to proste: wystarczy zaakceptować, że czyjeś życie nie jest takie, jak byśmy chcieli. Ba. Ale co proste dla mistrza jego formatu, dla wielu z nas bywa żmudnym wyzwaniem. W dodatku Afryka nam niczego nie ułatwia. Bo jak zaakceptować okaleczanie dziewcząt, składanie ofiar z niemowląt, zjadanie przedstawicieli opozycji politycznej? Bywało zatem, że moje pragnienie rozumienia, a nie oceniania trafiało na ścianę nie do przebycia.

marcin kydryński foto album biel afryka masaj

Piękno Afryki w obiektywie Marcina Kydryńskiego / fot. Marcin Kydryński

Czy po tylu wyjazdach do Afryki wciąż czuje się pan tam inny?

Marcin Kydryński: Mija 25 lat. Podróży było kilkadziesiąt. Ale to niczego nie zmienia, bo moje samopoczucie zależy nie od tego, jak wygodnie się sam w Afryce umoszczę, ale od tego, jak mnie postrzegają mieszkańcy kontynentu. To się ciekawie zmieniło. Od postkolonialnych kompleksów po silną dumę, z kroplą poczucia wyższości nad steranym wędrowcem z daleka. Obie postawy dalekie od ideału międzyludzkiego porozumienia, ale przecież nie jesteśmy idealni.

Powiedział pan, że jego spowiednikiem jest pustynia. Jakie tajemnice jej pan powierza?

Marcin Kydryński: No wie pani? Czyż nie obowiązuje tajemnica spowiedzi? Ale pustynia jest dla mnie kimś więcej. Jest Nauczycielem. Rozmawia ze mną, nakłania do refleksji. I napomina głosem Mistrza: „abyście byli uważni i w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie”. Ja na pustynię ani do kościoła nie idę skruszony, nie idę też po prośbie. Idę wdzięczny właśnie. Za cud mojego życia. Za cud każdej formy życia.

Dla fotografa ile osób to już tłok? Co daje sam na sam z fotografowanym człowiekiem?

Marcin Kydryński: Fotografia jest dla mnie porządkowaniem chaosu rzeczywistości. Jest próbą odnalezienia w niej ładu. Jest – nawet w tłumie – ćwiczeniem z geometrii. W tym sensie przypomina bliską mi muzykę Bacha i Mozarta. Zawsze było mi z nimi bardziej po drodze niż z aleatorystami XX stulecia. Dzieło tych piewców przypadku, zamiast porządkować chaos, odzwierciedlało go. A spotkanie sam na sam z twarzą drugiego człowieka, jak chciał np. wspomniany już dziś filozof Emmanuel Levinas, może być właśnie szansą na otwarcie, zrozumienie, uwielbienie Innego. Dla niego intymność takiego spotkania miała wymiar religijny. Nie zaszkodzi spojrzeć na kontakt między ludźmi w ten sposób.

Fotografia jest dla mnie intelektualną grą – mówił pan w jednym w wywiadów. Tymczasem pana fotografie są bardzo intymne. W czym się wyraża intymność?

Marcin Kydryński: W próbie dotarcia do prawdy o drugim człowieku. Odrzucenia jego pozy, maski. To wymaga czasu. Fotografia tego typu bywa szkołą cierpliwości.

Dlaczego na pana fotografiach są prawie wyłącznie ludzie, a nie drzewo akacjowe na tle sawanny?

Marcin Kydryński: Ależ jest i drzewo akacjowe! W jednej z „ładniejszych” moich fotografii, z Masajem odzianym w purpurę, odchodzącym w dal. Wszelako, jak mawiał Ludwik Wittgenstein, „ładne nie może być piękne”. Takie obrazki, za którymi pani najwyraźniej tęskni, są jedynie ładne. Ale to już sporo, fakt. Zapyta pani może, którą z fotografii uznałbym za piękną. Na przykład tę z okładki. Gdzie jest czułość, troska, akceptacja odmienności. Zgoda na nią. To dziewczyna z Sierra Leone tuli do twarzy swoje dziecko, które urodziło się albinosem, pierwszym w wiosce od pokoleń. Ale jest też w tym zdjęciu forma, geometria, o której mówiliśmy.

Klikając na następną stronę dowiesz się jak na świat patrzy fotograf…

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach