Tuesday, August 9, 2022
Home / Kuchnia  / Manufaktura Resto & Bar – urodzinowe odkrycie

Manufaktura Resto & Bar – urodzinowe odkrycie

Restaurację Manufaktura jakiś czas temu polecił mi Adam. Powiedział: "Musisz tam iść, to jest niewiarygodne co tam się dzieje". Nie wiem dlaczego pomyślałam o nich akurat w moje urodziny, ale właśnie ta restauracja została wybrana

Restauracja Manufaktura

Restauracja Manufaktura/fot.abitetoeat.pl

abitetoeat.plSpecjalnie dla Czytelników Miasta Kobiet, restauracje „prześwietla” Ania, autorka bloga www.abitetoeat.pl.

Restaurację Manufaktura jakiś czas temu polecił mi Adam. Powiedział: „Musisz tam iść, to jest niewiarygodne co tam się dzieje”. Nie wiem dlaczego pomyślałam o nich akurat w moje urodziny, ale właśnie ta restauracja została wybrana na mój urodzinowy obiad. Nie jest położona ani na Kazimierzu ani na Rynku. Ba, nawet nie znajduje się ona w centrum! Rybitwy – Przewóz 40a. Zdziwieni gdzie mnie tam wywiało? 

Restauracja Manufaktura

Restauracja Manufaktura/fot.abitetoeat.pl

Typowe restro, takie osiedlowe i pełne ludzi. Przyjemne i nienachalne wnętrze, duży ogródek. Karta dań krótka, ale treściwa i bardzo sprytna. Tradycyjny lunch dnia oraz weekendowe specjały, tak, że każdy znajdzie coś dla siebie. W tygodniu tanio, bo za 13 zł można zjeść lunch dnia, pizzę lub makarony, a w weekendy bardziej wyrafinowane dania.

Swoje urodzinowe kapryszenie rozpoczęłam od belgijskich frytek (9 zł). Micha chrupiących frytek stanęła, ku mojej uciesze, na stole. Nie śmierdziała starym tłuszczem, nie ociekała nim, a one same były naprawdę pyszne. No co, w końcu urodziny, kto by się tam martwił o kalorie! Za namową Pani Manager, skosztowałam ciabatty (10 zł) z grillowanym kurczakiem, suszonymi pomidorami, czerwoną cebulą, sałatą lodową i dipem majonezowym. Ciabatta ogromna i zatykająca. Dobrze, że pod ręką miałam szklankę lemoniady, która również jest specjałem tego miejsca.Dobra, przystawki przystawkami, ale przyjechałam tu, żeby zobaczyć co takiego niewiarygodnego skrywa Szef Kuchni – Robert Jelonek? Dorsz w sosie waniliowym ze szpinakiem i zapiekanką Dauphinoise (35 zł) – poezja na talerzu, niebo w gębie. Lekko słodkawy sos waniliowy, w którym dosłownie utonął szpinak był najlepszym dodatkiem do aksamitnego mięsa ryby jaki kiedykolwiek kosztowałam. Może było go ciut za dużo na talerzu, ale dzięki temu mogłam się nim nasycić do woli.

Restauracja Manufaktura

Restauracja Manufaktura/fot.abitetoeat.pl

Krem z białych warzyw z olejem z pietruszki, cykorią oraz kawiorem z jesiotra (12 zł) może być najprostszą zupą, ale sposób podania i doprawienia sprawia, że staje się wyrafinowana. Jak Kopciuszek! A stek z rostbefu w sosie z czerwonego wina podany z pieczonymi ziemniakami, młodymi marchewkami, bobem oraz orzechami (45 zł)? Po pierwsze, przeczytajcie to jeszcze raz powoli. Stek z rostbefu – kto uważał na lekcji o stekach, o której pisałam ostatnio wie, że jest to świetne mięso i jednocześnie moje ulubione. Sos z czerwonego wina – gęsty, gładki i aromatyczny. Czujecie ten lekko słodkawy smak na języku o kwaśnym zakończeniu? A młode marchewki z bobem i orzechami? Gdzie tu, ja się pytam, standard, zwyczajność, byle jakość i łatwizna? Po samych dodatkach do dań można poznać, że gotowanie to pasja Szefa tej kuchni, a nietuzinkowość i wyobraźnia to jego dewiza. To właśnie otrzymujecie na talerzu!

Wielokrotnie udowodniłam Wam już, że dobra restauracja nie musi być przy głównym szlaku turystycznym, aby warto było się do niej wybrać. Jest coraz więcej takich perełek jak Manufaktura Resto & Bar, i cieszę się ogromnie, że mogę je dla Was odkrywać. Wyjdźcie poza schemat, w którym dorastaliśmy przez ostatnie 30 lat. Odkrywajcie, smakujcie, zaskakujcie znajomych takimi miejscówkami, bo dzieją się w nich cuda! 

A przy okazji: Grzesiu, Ewo, Atka, Maćku, Kostku, Jarku i Adamie – życzę Wam wszystkiego najsmaczniejszego w życiu!

***

O Ani:

Uważa jedzenie za magię, a jego powstawanie – za czarowanie. Lubi wszystkie kuchnie świata, nawet ekstremalne. Eksperymentuje, doświadcza i dzieli się swoją pasją z czytelnikami swojego bloga www.abitetoeat.pl. Zwyciężczyni pierwszej edycji „Ugotowani” w TVN. Subiektywnie opowiada o poznanych miejscach, smakach serwując swoje wariacje na temat jedzenia.

O blogu:

A bite to eat czyli „coś do jedzenia” to blog kulinarny mojej pasji – gotowania. Znajdziecie tu różne kulinarne wyzwania, przepisy moje i zapożyczone, pomysły i wariactwa, opowieści o kulinarnych podróżach, recenzje odwiedzanych przeze mnie miejsc. Chcę by „A bite to eat” było dla Was inspiracją do codziennego gotowania.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ