Monday, April 12, 2021
Home / Styl życia  / Kuchnia  / Wyznanie czekoladoholiczki. Krakowska Manufaktura Czekolady

Wyznanie czekoladoholiczki. Krakowska Manufaktura Czekolady

Ta opowieść powinna się zacząć mniej więcej tak: " Za górami, za lasami w magicznej krainie, gdzie zamiast rzeki płynie czekolada

Krakowska Manufaktura Czekolady

Krakowska Manufaktura Czekolady / fot abitetoeat.pl

Ta opowieść powinna się zacząć mniej więcej tak: ” Za górami, za lasami w magicznej krainie, gdzie zamiast rzeki płynie czekolada…”. Tymczasem miejsce to położone jest w Krakowie na ulicy Szewskiej 7, w dawnej siedzibie Kuriera Polskiego. Nazywa się Krakowska Manufaktura Czekolady.

Krakowska Manufaktura Czekolady

Krakowska Manufaktura Czekolady / fot abitetoeat.pl

Wchodząc tam, czułam się jakbym wygrała „złoty bilet”. W drzwiach nie przywitał mnie Willy Wonka za to, słowo Wam daję, widziałam chowającego się za wielkim garem płynnej czekolady Umpa Lumpe!

Krakowska Manufaktura Czekolady, to przede wszystkim ręcznie wyrabiane cuda i cudeńka. Pralinki, kostki czekolady, figurki. Mleczne, gorzkie, białe, z bakaliami, z nadzieniem i bez. W tylu kombinacjach, że przejście po sklepie przyprawia o zawrót głowy! O doznaniach zapachowych już nie wspomnę! Stałam jak zahipnotyzowana wpatrując się przez szklaną witrynę na pracujących ludzi. Misternie przyozdabiali wyroby czekoladowe, pochyleni i skupieni nad każdym detalem. Bo w Krakowskiej Manufakturze Czekolady można pooglądać jak powstają te kuszące wyroby czekoladowe i podglądnąć deserantów. Na widok lejącej się z kranu białej i mlecznej czekolady dostałam, typowych dla uzależnionych, dreszczy i czym prędzej pobiegłam na piętro kamienicy, by zanurzyć usta w płynnej, mlecznej czekoladzie. Tak, to miejsce to nie tylko sklep. To przede wszystkim kawiarnia, w której można usiąść otulonym cudownym zapachem i skosztować tego niebiańskiego napoju w różnych kombinacjach.

Swoją degustację rozpoczęłam od Topionej mlecznej czekolady (10 zł). Cudownie gęsta, ciepła, słodka, lepka – trzeba ją wyjadać łyżeczką a potem wylizać filiżankę. Odruch nie do pohamowania. Następnie skusiłam się na skosztowanie Gorącej czekolady po „lwowsku” (13 zł) podawaną z  mlekiem, syropem amaretto, cynamonem i goździkami.  Jakby tego było mało, na stole pojawiła się Herbata z czekoladą (8 zł), na którą składa się czarna herbata, mięta, czekolada i śmietanka. Jest to absolutny hit. Jeżeli wydaje się Wam, że piliście kiedyś czekoladową herbatę to od razu uprzedzam: tylko się Wam wydaje. Mnie zresztą też się wydawało. To nie jest herbata o aromacie czekoladowym. To herbata, do której dolewana jest chochelka prawdziwej, płynnej czekolady. W połączeniu z miętą jest orzeźwiająca, słodko-gorzka, dla mnie numer jeden. Kiedy czujesz, że w Twoich żyłach zaczyna płynąć czekolada zamiast krwi, to znak, że powinno się już iść do domu. Można popaść w obłęd, bo nawet ściany lokalu pomalowane są na czekoladowy kolor i zaczyna ci się mylić, co jest jadalne a co nie. Szybko jednak wróciłam na kolejną degustację. Tym razem wybór padł na Gorącą czekoladę z cytrynową nutą (13 zł). Znajdziesz w niej czekoladę, mleko, kawę, skórkę cytrynową i gałkę muszkatołową. Nie mogłam nie spróbować Gorącej czekolady po „krakowsku” podawanej z bitą śmietaną. Dałam się również namówić na kawę, której nie ma w żadnym innym miejscu w Krakowie. Jest sprowadzana z miasta, w którym zapach kawy unosi się na każdym podwórku i gdzie jej picie to rytuał, tradycja – Kawa ze Lwowa. Podobno każdy, kto ją raz spróbował, wraca po nią regularnie, biorąc nawet na wynos, jeżeli nie ma czasu posiedzieć w tym magicznym wnętrzu.

Krakowska Manufaktura Czekolady

Krakowska Manufaktura Czekolady / fot. abitetoeat.pl

Lokal ten niewątpliwie obudził we mnie dziecięce marzenia. Wielkim plusem jest to, że można nie tylko oglądać, ale też kosztować czy nawet zabrać na wynos. Dla tych, którzy kochają czekoladę, przygotowane są specjalne warsztaty w opcji dla dzieci i dorosłych. Tak, to jest takie miejsce, gdzie zaciera się granica między dzieckiem a dorosłym, między starym a młodym – bo przecież każdy z nas kocha czekoladę czy deserową, czy mleczną. To jest miejsce, w którym nie ma czekoladopodobnych wyrobów. Są tylko produkty czekoladowe i w każdym kęsie czy łyku czuć tą różnicę. Uwierzcie mi, po wizycie w Krakowskiej Manufakturze Czekolady nie spojrzycie więcej w stronę supermarketowych czekolad. Na szczęście możecie zaopatrzyć się po uszy w sklepie. Dla prawdziwych koneserów znajdzie się najlepsza czekolada zrobiona z wyselekcjonowanych ziaren kakaowca. Dla szukających idealnego prezentu znajdą się wyroby na zamówienie, nawet z odtworzeniem przyniesionego przez Was zdjęcia lub ze specjalną dedykacją. Dla szukających nietuzinkowego pomysłu na oświadczyny staff wyczaruje zatopienie pierścionka w miłosnym afrodyzjaku, którym jest czekolada – kto oglądał film z Juliette Binoche i Johnnym Deepem, wie o czym mówię.

Dla mnie to miejsce wpisało się na stałe w moją kulinarną ścieżkę i jeżeli lubicie ze mną spacerować – nie zawiedziecie się. Zapraszam.

***

O Ani:

Uważa jedzenie za magię, a jego powstawanie – za czarowanie. Lubi wszystkie kuchnie świata, nawet ekstremalne. Eksperymentuje, dośiwadcza i dzieli się swoją pasją z czytelnikami swojego bloga www.abitetoeat.pl Zwyciężczyni pierwszej edycji „Ugotowani” w TVN. Subiektywnie opowiada o poznanych miejscach, smakach serwując swoje wariacje na temat jedzenia.

O blogu:

A bite to eat czyli „coś do jedzenia” to blog kulinarny mojej pasji – gotowania. Znajdziecie tu różne kulinarne wyzwania, przepisy moje i zapożyczone, pomysły i wariactwa, opowieści o kulinarnych podróżach, recenzje odwiedzanych przeze mnie miejsc. Chcę by „A bite to eat” było dla Was inspiracją do codziennego gotowania.

Zapraszamy na www.abitetoeat.pl

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach