Home / Rozwój  / Psychologia  / Narzeczony wciąż mieszka z mamą!

Narzeczony wciąż mieszka z mamą!

Mieszkanie z mamą i tatą to plaga polskich singli. Przejaw troski o rodziców czy raczej syndrom maminsynka?

mieszkanie z mama

Kristin Smith

Wyjście ewakuacyjne

Partnerzy, żyjący oddzielnie, zauważają jeszcze inne dobre strony życia oddzielnie. – Nie zna wszystkich moich wad – śmieje się Iwona. – Potem i tak to wszystko wyjdzie przy wspólnym mieszkaniu. Albo to, że zdarza mi się powiedzieć wprost, co myślę o jego podejściu do pewnych spraw. Już teraz nie zawsze kończy się to dobrze, więc potem może być jeszcze gorzej.

Maria Rotkiel uważa, że to częsta obawa, która powoduje przeciąganie decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Partnerzy czują strach przed tym, że ich dobre dotąd relacje ulegną pogorszeniu, a wyjątkowy związek zwyczajnie im spowszednieje. Para zacznie się poznawać z innej strony niż dotychczas. Do tego dołączą takie sprawy jak wspólne wydatki czy urządzanie wspólnego mieszkania – i konflikt gotowy. A może nawet rozstanie?

Gdy para żyje oddzielnie, ma świadomość istnienia drogi ewakuacyjnej. W obliczu konfliktu lub problemu zawsze może się wycofać. Pozwolić sobie przez kilka dni od siebie odpocząć, przeczekać złe emocje. Potem znów można się jakoś dogadać. Nie wiadomo, czy będąc wciąż razem, da radę rozwiązać problemy tu i teraz. Zwyczajnie nie chce ryzykować…

Psychologowie zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. – Czy przyzwyczajenia, które udało im się do tej pory maskować, a które wynieśliśmy z domu, nie staną się punktem zapalnym – mówi Rotkiel. – I czy partner będzie w stanie je zaakceptować? Trzeba pamiętać, że to już nie jest spotykanie się jedynie raz na jakiś czas, a przebywanie ze sobą zarówno – kiedy wygląda się „po domowemu” jak i wtedy – kiedy jesteśmy w najlepszym stroju. W zależności od stopnia wrażliwości na doznania estetyczne, może to być kolejny powód do obaw.

Zbyt zwyczajne, by się starać

Jestem ciekawa, jak Iwona wyobraża sobie wspólne mieszkanie ze swoim partnerem.

– Widzę codzienne sytuacje, gdzie każde z nas jest zabiegane i gdy w końcu przyjemnie jest nam przyjść do domu, gdzie czeka ta druga osoba – mówi z rozmarzeniem. – Możemy się sobie wygadać, tak w cztery oczy, opowiedzieć sobie, jak minął dzień, co nas wkurzyło lub zabawnego spotkało. Fajnie byłoby zjeść wspólnie przyrządzony obiad. Czasem po prostu razem pomilczeć.

To niespecjalnie wygórowane oczekiwania, z którymi Sławek z kolei zupełnie nie zgadza. Wręcz chce uniknąć takiego zwyczajnego życia.

 Moja eks powiedziała na odchodne, że ciągle zachowuję się jak gówniarz i nic nie wiem o życiu

– mówi. – A ja myślę, że może jestem jeszcze po prostu za młody, żeby musieć to wiedzieć. I chyba dobrze na tym wychodzę – mam posprzątane, wyprane, ugotowane – kiedy zapraszam do siebie swoją dziewczynę, wiem, że zjemy smaczny obiad i nikt nie będzie miał do nikogo pretensji, że coś nie jest zrobione. Albo że przysłowiowe skarpetki porozrzucałem w łazience.

Maria Rotkiel uważa, że takie podejście wynika stąd, że omawianie sprzątania łazienki czy chrapanie podczas snu kłóci się z wizją romantycznego związku tych osób. – Poza tym, randkując, łatwiej jest samodzielnie podejmować decyzje. Mieszkając razem, prawie każda decyzja będzie wpływać na drugą osobę i stąd nie można ich podejmować już tak spontanicznie jak poprzednio – mówi.

Zmuszę go do zmian

Iwona od trzech lat robi wszystko, by przekonać partnera do podjęcia ryzyka. Jest pewna, że jej jasne deklaracje i przekonywanie, że dadzą sobie radę – spowoduje, że jej partner w końcu się przełamie.

Była narzeczona Sławka namawiała go do wyprowadzki przez ponad rok, bez rezultatów. Gdy zagroziła odejściem – nie zatrzymywał jej.

– Jestem zdania, że nikogo nie należy do niczego zmuszać na siłę, szczególnie do podejmowania tak poważnych decyzji, które wiążą się z ogromną odpowiedzialnością – mówi Rotkiel. – Do takiej decyzji należy być przekonanym, choćby z tego względu, że jej skutki mogą być odczuwalne przez całe życie.

– Czasem – zwykle w złości – myślę sobie, że najlepiej by było, gdybyśmy przestali tak skrupulatnie analizować sytuację i pójść na żywioł – mówi Iwona. – Wiele moich znajomych z konieczności, np. ciąży, musiało się ustatkować w mig, a dziś nie narzekają i mają szczęśliwe rodziny.

Rzut na głęboką wodę

Po ostatnich słowach Iwony przypominam sobie, gdy dekadę temu moja przyjaciółka po pierwszy w życiu opuszczała rodzinne miasto. Po maturze postanowiła podszlifować język i wyjechać na rok za granicę. Miała wtedy mnóstwo obaw – zresztą zupełnie naturalnych dla 18-letniej dziewczyny po raz pierwszy rozstającej się z rodzicami, przyjaciółmi i chłopakiem.

Zastanawiała się, czy sobie poradzi, czy zaakceptuje ją obce kulturowo środowisko, czy nie będzie się czuła samotna? Początki w nowym miejscu rzeczywiście były dla niej szokiem. Była pewna, że nie wytrzyma dłużej niż kilka dni i że zupełnie nie pasuje do nowego miejsca. Kilka dni przeciągnęło się jednak do 12 miesięcy, a to, czego jej najbardziej wtedy brakowało, to jej chłopak, z którym dzieliło ją półtora tysiąca kilometrów.

Po jej powrocie wszyscy pytali: czy naprawdę było tak źle? Odpowiadała wtedy, że było – do momentu, kiedy przestała tylko tęsknić do tego, co zostawiła daleko za sobą, a skupiła się na tym co tu i teraz.

Po kilku tygodniach wyprowadziła się i zamieszkała w malutkim mieszkanku wynajmowanym przez kilku innych studentów. Miała dorywczą pracę i żadnego jasnego pomysłu na to, co będzie robić w życiu. Miała 20 lat, znajomi dziwili się, po co jej niepotrzebne ryzyko. Ale ona mówiła, że skoro poradziła sobie za granicą, dlaczego teraz ma być inaczej?

Dziś ma 30 lat, pracę, którą uwielbia i męża, którego przed laty namówiła, by spróbował pomieszkać z nią… na próbę, w malutkim wynajmowanym przez nią mieszkanku. Uważa, że szybkie usamodzielnienie się było najlepszą decyzją w jej życiu, bo być może dziś nie miałaby już takiej odwagi jak kiedyś.

A ja zastanawiam się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby wtedy, dziesięć lat temu, dotrzymała słowa i po tych kilku dniach wróciła do kraju…

Masz partnera, ale wciąż żyjecie oddzielnie? Co w tej sytuacji radzi psycholog Maria Rotkiel?

Przede wszystkim warto z partnerem spokojnie porozmawiać o tym, co go trzyma w domu rodziców i jak widzi wspólne mieszkanie. Zapamiętajmy:

– Nie starajmy się krytykować jego opinii czy przyzwyczajeń, ale właśnie postarać się spojrzeć na to jego oczami: czy trudno jest mu się rozstać z wygodą życia u mamy, czy są jakieś kłopoty w domu, które jego obecność uspokaja, czy boi się pogorszenia relacji z rodzicami?

– Także pytając o wyobrażenie wspólnego mieszkania, postarajmy się zrozumieć, jakie on widzi zalety, a jakie problemy się z tym wiążą. Ważne jest, żeby na siłę nie zapewniać, że wszystko się ułoży, ale wspólnie rozmawiać jak te wyobrażone trudności można rozwiązać.

– Ważne jest, żeby partner widział wspólne zamieszkanie razem jako pełniejsze niż życie z rodzicami, jednocześnie nie rezygnując całkowicie z komfortu, jakie dawało takie życie.

– Staraj się o kompromis i wypracowanie wspólnych przyjemności i obowiązków, a nie dostosowanie się do twoich wyobrażeń. Chodzi też o to, by partner sam podjął taką decyzję, bez naszych nacisków czy próśb, ponieważ czasami w konfliktach usłyszymy, że przecież to my chcieliśmy takiego życia, a jemu było dobrze w domu. Zatem spróbujmy rozmawiać – bez wywierania presji.

Sylwia Stodulska-Jurczyk

Artykuł pochodzi z serwisu Sympatia.pl

sympatia

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach