Home / Felietony  / Małgorzata Majewska: Rezonator

Małgorzata Majewska: Rezonator

Dla wielu ludzi jest oczywiste, że jeśli w opinii jakieś osoby nie nadają się do czegoś, to nie mają prawa się temu sprzeciwiać

majewska rezonator

Małgorzata Majewska: Rezonator / fot. Marion Michele / Unsplash

Małgorzata Majewska: Rezonator / fot. Marion Michele / Unsplash

W środę przyszła do mnie na dyżur studentka. Rozmawiamy sobie o uczelnianych sprawach, ale w pewnym momencie nie wytrzymała i pyta: „Co pani zrobiła z tym hejtem, który panią spotkał?”

 

Ja zdziwiona dopytuję o szczegóły. Okazało się, że jakiś czas temu napisałam na swoim profilu na Facebooku, że zaczynam badania nad zjawiskiem fake newsów i proszę, by ludzie podsyłali mi jakieś materiały na ten temat. Wyraźnie podkreśliłam, że to temat, któremu „poświęcę kolejne lata mojej zawodowej pracy”. W jednym z komentarzy pod tekstem pojawiły się takie słowa: „Pewnie nie będę bardzo pomocna, ale tematem fake niusów zajmują się poważni dziennikarze – poważnie – już od jakiegoś czasu. Ehkm. Pozdrawiam z niejakim zdziwieniem, którego nie chciałabym nazwać bardziej dosadnie. No ale: [i tutaj pojawił się link do kultowej już piosenki Jerzego Stuhra „Śpiewać każdy może”]”. Studentka była oburzona, że to atak na moje kompetencje, że ona chciała się odezwać w mojej obronie, że jak tak można.
I wtedy zadałam sobie pytanie o to, jak mi z tym jest. Bo rzeczywiście widziałam ten wpis, znam osobę, która to napisała, widzę w nim mało przyjemne dla mnie treści, celujące w moje kompetencje. Ale przeczytałam i jakoś puściłam. A w niej siedziało. Dwa tygodnie siedziało.
Zapytałam studentkę:

O kim to jest kawałek? Bo ja przeczytałam i puściłam. A ty to trzymasz.

Maciek Dziadyk

rys. Maciek Dziadyk

Odpowiedziała, że nie radzi sobie z takimi komentarzami, że zaczęła wrzucać na swój profil własne teksty i każdy nieprzychylny komentarz ją blokuje. Więc de facto to było o niej. Ten nieprzychylny dla mnie komentarz zarezonował w jej głowie i odpalił własny lęk przed oceną i udźwignięciem tego, co się po czymś takim wydarza. Zwłaszcza, że komentarz był nieadekwatny, bo przecież napisałam, że dopiero zaczynam się zajmować. Więc to było trochę tak, jakby ktoś napisał: „Nawet się za to nie bierz. I tak ci się nie uda”.

I wtedy dotarło do mnie, jak wiele jest w nas odbić. Jak teoretyczna metafora lustra właśnie przybrała realne oblicze. Napisałam, że CHCĘ SIĘ zająć nowym zagadnieniem. Mój wpis, zapewne w kontekście innych wpisów i mojej szczątkowej obecności w życiu tamtej osoby, uruchomił u niej zapewne jakieś emocje. Musiał coś uaktywnić, skoro poświęciła swoją energię, by skomentować to i jeszcze wrzucić odpowiedni filmik. Tylko że to we mnie nie ZAREZONOWAŁO, skoro nawet o tym nie pamiętałam i dopiero studentka mi przypomniała tę sytuację. Ale z kolei jak mocno to musiało ZAREZONOWAĆ właśnie u tej dziewczyny, jakiś ważny kawałek w niej odpalić, że przyszła, by się podzielić emocjami. Wgląd we własne emocje miała poprzez moje emocje, bo pytała, jak sobie radzę z takimi wpisami. Może potrzebowała usłyszeć, jaką przyjmuję strategię na wypadek takich sytuacji? A może po prostu chciała, by przez filtr mojej osoby wybrzmiał jej lęk przed hejtem, a może nawet przed zwykłą ludzką oceną.

dziadyk

rys. Maciek Dziadyk

Jakby taka ocena miała być wyrokiem. Dla wielu ludzi jest oczywiste, że jeśli w opinii jakiejś osoby nie nadają się do czegoś, to nie mają prawa się temu sprzeciwiać. Jakby język zlepiał się z osobą, którą opisuje i wyznaczał jej to, do czego ma prawo, a do czego prawa nie ma. Jakby dopiero reakcja innych w postaci wypowiadanych słów legitymizowała nasze prawo do podejmowania działań. Co ciekawe, przylepia się nie do tego, który je produkuje, czyli do nadawcy, tylko do tego, o kim tenże mówi; kogo się na tej językowej scenie zdarzeń umieszcza na pierwszym planie po to, by wykazać jego braki. Paradoksalnie, gdy atakowana osoba zaczyna się tłumaczyć, tym tłumaczeniem niejako wyraża zgodę na taką, często niemiarodajną, ocenę. Bo co ja miałam zrobić? Przekonywać nadawcę tych słów, że nadrobię braki w temacie i ogarnę całość? Przecież podejmując dyskusję o tym, czy poradzę sobie z sytuacją, do czego, jak rozumiem te słowa, nadawca ma wątpliwość, czynię tę osobę ważnym punktem odniesienia. A dlaczego mam brać za punkt odniesienia kogoś, kto we mnie wątpi? Nie lepiej przeglądać się i odbijać w słowach osoby, która we mnie wierzy? A może w ogóle podziękować światu za przeglądanie się w lustrze społecznych oczekiwań i po prostu robić swoje?

rezonator

rys. Maciek Dziadyk

Ja sobie daję prawo do oddzielenia swojej osoby od tego, co mówią o mnie inni. Słucham i biorę, gdy jest tam narzędzie bądź strategia do zmian. Gdy jest tylko niezgoda na moje działanie, to daję sobie prawo do wyznaczenia własnej granicy jednym prostym zdaniem: WIDZĘ, ŻE CI TRUDNO Z TYM, ŻE SIĘ ODWAŻAM. Może się odważam być mądrą, kompetentną, może atrakcyjną, a może głupią. Zapewne w różnych sytuacjach ta odwaga uruchamia w innych ludziach zapalniki różnego typu bomb. U tych, którzy nie mają w sobie przestrzeni na siebie takiego, który się odważa, ryzykuje, przegrywa. Jak to celnie ujęła Dorota Masłowska w wywiadzie do „WO”:

Ja widzę w tym hejcie, w tych internetowych linczach, coś bardzo pierwotnego, jakiś taki egzorcyzm, metaforyczne kamienowanie. Ludzie dostają zbiorowego szału, kiedy widzą jakieś treści, na które nie mają zgody.

I gdy komuś z jakiegoś powodu trudno jest patrzeć na nas, gdy się odważamy, to często uciekają na bezpieczną pozycję oceniającego. Także tamta osoba, oceniając mnie, moje działania czy efekt tych działań, skupia uwagę na tym, co moje, i dzięki temu nie musi patrzeć na to, co moja osoba czy moje zachowanie w niej uruchamia. Bo przecież to JA JĄ WKURZAM / DENERWUJĘ / DOPROWADZAM DO SZAŁU. To wszystko moja wina. Dopóki złości się na mnie, nie musi patrzeć na siebie i swoje emocje.

Małgorzata Majewska

Językoznawczyni z psychologicznym skrzywieniem. Postrzega język jako przejaw naszej percepcji. Twierdzi, że rozumienie mechanizmów językowych pozwala znaleźć drogę do siebie samego, a dzięki temu do drugiego człowieka. Fascynuję ją wszystko to, co związane z poczuciem sprawczości, zewnątrzsterowności i odpowiedzialności.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach