Home / Felietony  / Małgorzata Majewska  / Małgorzata Majewska: Kefir i Fanta

Małgorzata Majewska: Kefir i Fanta

Kefir, cokolwiek zrobi, czuję się ważny i kochany. Fanta, która przeżyła koszmar i przemoc, ma wyłącznie wątpliwości na swój temat

Majewska Felieton

Kefir i Fanta / fot. Barbara Bogacka

Wychowałam się na krakowskim osiedlu w atmosferze praktycznej przyszłości i konkretnych zawodów. Plany pójścia do liceum spotykały się z komentarzami, co będę po nim robić. Ówczesny status społeczny wyznaczało posiadanie dwukasetowego Kasprzaka. Odpowiednikiem miejsca na liście stu najbogatszych Polaków był komputer Atari. Miał go jedynie jakiś niedościgły Kulczyk osiedlowego świata. Chyba baliśmy się w ogóle marzyć, że może być inaczej

Kefir Majewska Dziadyk

Kefir, cokolwiek zrobi, czuję się ważny i kochany / rys. Maciej Dziadyk

 

Wybrałam renomowane liceum w centrum Krakowa, do którego na dodatek dostałam się bez egzaminów. Załatwił mi to w pewnym sensie Stanisław Lem, a raczej podium na Olimpiadzie Polonistycznej z tematem science fiction. I wtedy się zaczęło. Że po co się tam pcham. Że to nie mój świat. Że sobie nie poradzę, bo ta olimpiada to właściwie fuks był.
I żebym sobie przypadkiem nie myślała, że jestem nie-wiadomo-kim. Bo nie jestem – brzmiał wyrok. A w końcu i tak się wyda, że nic nie wiem. Im więcej osiągnięć i tytułów, tym bardziej pewne jest, że przyjdą i odkryją, że to wszystko niezasłużone takie jakieś.

Mam dwa psy. Pierwszemu wybieraliśmy imię na tyle łagodne, by zneutralizować jego wygląd. Co tu kryć, Fanta wygląda jak pies-morderca, prototyp wszystkich tabloidowych okładek opowiadających o tym, że pies zjadł właściciela albo zagryzł mu dziecko. Wiele lat temu wychudzona, z zaropiałą raną szarpaną, pojawiła się w naszym domu. Weterynarz orzekł, że prawdopodobnie była przywiązana do drzewa drutem kolczastym. Jakoś się wydostała. Fanta to dla mnie ogromna lekcja uważności. To kawałek o tym, że nigdy nie możesz być na sto procent pewna kogoś, kto był bardzo skrzywdzony. Bo coś zupełnie neutralnego może mu odpalić jakiś stary kawałek. Kiedyś bawiłyśmy się w ogrodzie i ja w zabawie podniosłam rękę. Fanta skuliła się i zaczęła się trząść, by uniknąć ciosu. Tyle tylko, że u nas nikt nigdy jej nie uderzył. Te ciosy to jej przeszłość. Innym razem, gdy byłam pewna jej łagodności w stosunku do ludzi i zwierząt, rzuciła się i krwawo poszarpała sąsiedzkiego pekińczyka.

Ostatnio weszłam do kuchni, która wyglądała jak po wybuchu bomby rozbryzgowej. Mój drugi pies, o równie płynnym imieniu Kefir, dopadł kosza na śmieci. Weszłam i w złości krzyknęłam: „Kefir!”. Przybiegły oba. Fanta ze spuszczonym pyskiem, mimo że w tym czasie była na zewnątrz, więc nie brała udziału w śmieciowej zbrodni, i sprawca Kefir, nadal przekonany o własnej zarąbistości. Bo Kefira kochano od zawsze. Bo nikt nigdy mu nic złego nie zrobił. I nikt nigdy nie podważył jego wiary w siebie, w to, że jest ważny i że zasługuje na miłość. Kefir dostał „ATARI” w dniu urodzin. I Fanta, która jest z nami ponad 11 lat, ale dalej w zupełnie niespodziewanych chwilach przypominają o sobie stare kawałki. Dalsze wydarzenia są jedynie konsekwencją tych pierwotnych przekonań na swój temat: nie ma sytuacji, która by podważyła dobre mniemanie o sobie Kefira i jest wiele sytuacji, które Fanta natychmiast odbiera jako czyniące ją winną, mimo że nie ma z nimi nic wspólnego.

Opisałam historię kosza na Facebooku. Kolejne osoby pisały do mnie prywatnie, że w życiu są Fantą, że to o nich opowieść. Że w tym opisie, gdy Fanta czuje się winna czegoś, czego nie zrobiła, odnajdują samych siebie. Kefir nigdy nie ma wątpliwości. Dzisiaj rano znalazłam potężną kupę zrobioną przy wejściu. Reakcja Kefira była pełna samozachwytu: „Patrz, jaka duża”:):):) Po czym radośnie pobiegł do salonu, by mi z dumą zaprezentować ogromną kałużę.

Dziadyk Majewska felieton

Fanta, która przeżyła koszmar i przemoc, ma wyłącznie wątpliwości na swój tema / rys. Maciej Dziadyk

Po raz kolejny neutralna opowieść o zwierzętach zarezonowała u niektórych bardzo mocno i odpaliła im bardzo osobiste opowieści. A z kolei opowieści stały się kładką do krainy przekonań i ocen na swój temat. Oto one:

1. WĄTPLIWOŚCI NA SWÓJ TEMAT I ICH BRAK

Wracam padnięta z zajęć. Psy szaleją, bo cały dzień były same. Przy wejściu Kefir zagradza mi drogę, wpada na wieszak, wieszak z całą zawartością leci na podłogę. Wykrzykuję słowo powszechnie uznane za wulgarne – Kefira to jedynie nakręca. Z radością wskakuje na moje płaszcze: „Patrz, jaka mega przestrzeń do zabawy”. Fanta z oddali kuli się. Bo Kefir, cokolwiek zrobi, czuję się ważny i kochany. Bo od zawsze był ważny i kochany. W nim tej wątpliwości nie ma. Fanta, która przeżyła koszmar i przemoc, ma wyłącznie wątpliwości na swój temat. Przez całe swoje psi życie. Mimo że przez jego większość była z nami, kochana nad życie.

2. WRÓG

Kefir ma jednego wroga w swoim życiu. Ma na imię Nemo i jest ogromnym czarnym kocurem. Nemo nienawidzi Kefira w sposób jawny: fuczy, atakuje, próbuje drapać. Tyle tylko, że w łepetynce Kefira pojęcie „wróg” nie istnieje. Toteż, mimo konsekwencji w postaci zachowania Nema, Kefir codziennie od nowa zaczyna od pytania: „To co, pobawisz się dzisiaj?”. Innymi słowy, Kefir żadnego zachowania Nema nie odbiera osobiście. Może zrzuca to na jego gorszy dzień. Może ma inne pomysły. W tej kwestii nie zwierza mi się. Ale zawsze cieszy się na widok Czarnego Potwora, podbiega i chce się bawić. Fancie wystarczyły dwie odmowy i dalej nie próbowała. Gdy kociaki były małe, Atena przynosiła jej maluchy. Ta lizała je i zajmowała się nimi. Ale nigdy sama nie podeszła.

3. NEGOCJACJE

Negocjacje to postawa życiowa Kefira. Wsiadam do auta, mówię, że pies zostaje w domu, a Kefir cały czas negocjuje: „Serio? nie weźmiesz mnie?”. Gdy widzi torbę podróżną, przynosi smycz. Fancie negocjacje do głowy nie przychodzą. Jakby się gorsza czuła.

4. POCZUCIE WINY

U Kefira takie pojęcie nie występuje. Ostatnio wychodziłam na spotkanie. Kefir ukradł mi z łazienki nową parę rajstop. Nie zauważyłam ich zniknięcia, dopóki Kefir z błogim szczęściem na pysku nie przybiegł, owinięty nimi wokół całego ciała. Ma w takich sytuacjach minę jak Maja Ostaszewska w roli Olki w „Pitbulu”, gdy mówi do Majamiego: „Ej, przecież zajebiście było”. Tak interpretuje każde trzęsienie ziemi, szczególnie, gdy sam je wywoła. Fantulina jest wyłącznie poczuciem winy. Szczególnie gdy jest niewinna.
Ileż razy bierzemy na siebie coś, co w ogóle nie jest nasze? Ile razy czujemy się odpowiedzialni za sytuacje czy relację, w których pewne elementy w ogóle nas nie dotyczyły, a mimo to wzięliśmy winę na siebie? Ile razy, gdy już nam się udaje, umniejszamy swoje osiągnięcia, jakbyśmy się wstydzili wygrywać? Moja przyjaciółka miała urodziny. Zadzwoniłam do niej z jednym zdaniem: „Bądź jak Kefir”.

Małgorzata MajewskaMałgorzata Majewska

Językoznawczyni z psychologicznym skrzywieniem. Postrzega język jako przejaw naszej percepcji. Twierdzi, że rozumienie mechanizmów językowych pozwala znaleźć drogę do siebie samego, a dzięki temu do drugiego człowieka. Fascynuję ją wszystko to, co związane z poczuciem sprawczości, zewnątrzsterowności i odpowiedzialności.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach