Saturday, June 22, 2024
Home / Rozwój  / Rodzicielstwo  / Małe stopy, wielki ślad (węglowy) – czy zrównoważona moda jest dla rodziców?

Małe stopy, wielki ślad (węglowy) – czy zrównoważona moda jest dla rodziców?

Jak kupować ubrania dla dzieci w sposób przyjazny dla środowiska

Dziecko w stosie ubrań

Jak w sposób zrównoważony zaspokoić potrzeby rosnącego malucha? Fot. Adobe Stock

Ten problem zna każdy rodzic. Dzieciaki rosną (zbyt) szybko. Jednak to nie będzie kolejny artykuł o ulotności dzieciństwa, upływie czasu i bobasach, które w okamgnieniu stają się pyskatymi nastolatkami. Gdy patrzymy, jak szybko rosną nasze dzieci, przed oczami mamy nie tylko ich przeszłość i przyszłość. Wielu z nas, rodziców, widzi także zupełnie materialne wyzwania, przed którymi stajemy za każdym razem, gdy dzieci wyrastają z kolejnej kurtki czy pary butów. Znowu trzeba będzie kupić większe i zrobić coś z tymi za małymi. Czy rodzice są skazani na pastwę fast fashion?

Rodzic w pułapce nadmiaru

Rodzice co i raz stają przed koniecznością kupowania dzieciom ubrań i butów w większym rozmiarze, a co za tym idzie muszą sprostać kolejnym wydatkom, które próbują ciąć, chcąc nie chcąc, robiąc zakupy w popularnych sieciówkach spod znaku fast fashion. Zmiany rozmiarów, czasem nawet dwa razy w sezonie oznaczają dziesiątki kilogramów niepotrzebnej odzieży zalegającej w domach, Rodzice często stają przed dylematem: co zrobić z ubraniami, które już są za małe – magazynować, sprzedawać, porozdawać, a może po prostu wyrzucić? W erze fast fashion, gdy produkcja odzieży odbywa się szybko i masowo, często kosztem jakości i środowiska, problem ten nabiera szczególnego znaczenia. Wymienić garderobę na nową jest więc coraz łatwiej. Ma to jednak swoją cenę. I niewykluczone, że cenę tę przyjdzie spłacać naszym dzieciom, a może także i wnukom.

Może Cię zainteresuje:
Jak rozpoznać, że dziecko potrzebuje pomocy neurologopedy?

Szybka moda, szybka degradacja środowiska

Fast fashion to model biznesowy oparty na szybkim reagowaniu na zmieniające się trendy i produkcji dużych ilości ubrań w krótkim czasie. Choć wydaje się być wygodny i ekonomiczny, szczególnie dla rodziców, ma on poważne konsekwencje dla środowiska.

Produkcja tekstyliów jest jednym z głównych źródeł zanieczyszczenia wody i powietrza, a także generuje ogromne ilości odpadów. Już sama produkcja ubrań generuje ogromne zanieczyszczenia i to właściwie każdego typu. Każdego roku miliony ton ubrań trafiają na wysypiska lub do spalarni. Branża odzieżowa odpowiada za ogromne zużycie wody, jest też na drugim miejscu jeśli chodzi o generowanie śladu węglowego, a produkcja odzieży z tkanin syntetycznych odpowiada za zanieczyszczenie mórz i oceanów mikroplastikiem. Przemysł odzieżowy używa wielu surowców, chemikaliów i barwników, co przyczynia się do degradacji środowiska naturalnego.

Niestety od lat ten problem rośnie lawinowo. Według badań kupujemy coraz więcej odzieży, ale nie wydajemy na nią wcale więcej pieniędzy. Oznacza to, że wybieramy ubrania coraz gorszej jakości, ale tańsze, bo wolimy mieć więcej rzeczy, nawet kosztem jakości. Dotyczy to w dużym stopniu właśnie ubranek dziecięcych – nie chcemy inwestować w jakość tekstyliów, które mają nam posłużyć np. przez jeden kwartał. A według statystyk każde ubranie zakładamy 7-8 razy zanim się go pozbędziemy. W przypadku odzieży dziecięcej cykl życia odzieży jest jeszcze krótszy.

Przeczytaj koniecznie:
Zero zakupów przez rok. Zobacz efekty tego eksperymentu

Maluchy rosną, ubrania zostają

Magda z Warszawy już będąc w ciąży kupowała i dostawała w prezencie dziesiątki pluszaków, śpioszków, kaftaników.

– Większości nawet nie miałam szansy użyć. Niektóre mi nie pasowały, inne okazały się niepraktyczne. Nie mam czasu bawić się w sprzedawanie. Część rozdałam, a resztę wrzuciłam do szuflady, gdzie zalegają do dziś. Dzieciaki wyrastają z kolejnych rozmiarów, które tam po prostu dorzucam. Szuflada zaczyna pękać w szwach, a ja mam tyle zajęć przy dwójce dzieci, że nie mam czasu się tym zająć. Kiedyś utonę w tych ubraniach, no ale przecież ich nie wyrzucę.

Rzeczywiście, wyrzucanie odzieży do kosza na odpady zmieszane jest najgorszą formą ich pozbywania się. Jako odpady będą ponownie zalegać, z tym że na wysypisku i to przez setki lat, zanieczyszczając ponownie Ziemię. W najlepszym razie trafią do spalarni śmieci, a stamtąd do atmosfery.

Agnieszka Bożejewicz z wykształcenia jest administratywistką, ale od niedawna zajmuje się profesjonalnie declutteringiem, czyli odgracaniem i porządkowaniem szaf, szuflad i garderób. Mówi, że zainteresowanie takimi usługami rośnie, bo mamy po prostu coraz więcej rzeczy, w szczególności ubrań. Duża część jej klientów to właśnie rodzice, którzy nie są w stanie poradzić sobie z nagromadzeniem odzieży dziecięcej i zabawek:

– W wielu domach góry dziecięcych ubrań piętrzą się w szafach i na strychach, a rodzice nie mają pomysłu co z nimi zrobić. Sprzedaż idzie zbyt wolno, a przestrzeń w domu staje się coraz bardziej ograniczona. Rozdawanie ubranek to dobry pomysł, ale nie zawsze udaje się znaleźć chętnych na wszystkie rozmiary i style. Niektórym też trudno jest się rozstać z rzeczami, które niosą ze sobą wspomnienia. Poszukując rozwiązania rodzice miesiącami a czasem latami tkwią w pułapce nadmiaru.

Jak zatem ekologicznie rozwiązać problem nadmiaru dziecięcych ubrań?, pytamy ekspertkę od obiegu zamkniętego odzieży Monikę Lipnicką, przedstawicielkę firmy Wtórpol wprowadzającej odzież do drugiego obiegu oraz Prezeskę Fundacji EcoTextil.

– Zacznijmy od tego, żeby kupować mniej i nosić każdą rzecz jak najczęściej oraz najdłużej. Spójrzmy przychylniej na rzeczy z drugiej ręki. W przypadku ubrań dziecięcych łatwo jest znaleźć w drugim obiegu rzeczy w stanie idealnym lub nowe. Nie wyrzucajmy niepotrzebnych nam rzeczy. Mówi się dużo o recyklingu, jednak należy pamiętać, że recykling to ostateczność.

Do recyklingu powinna trafiać tylko odzież tak znoszona, że naprawdę nie może być wykorzystana w pierwotnej formie. Zdecydowana większość rzeczy trafiających do kontenerów z oznaczeniem Wtórpolu, Fundacji EcoTextil lub PCK znajduje kolejnych użytkowników. Wtórpol posiada jedną z największych sortowni odzieży w naszej części Europy. Codziennie sortuje się tam wiele ton odzieży pochodzących z polskich domów. Ubrania w najlepszym stanie są sprzedawane. Te które się do sprzedaży już nie nadają, trafiają do przerobienia na czyściwo wykorzystywane w fabrykach, te wełniane mogą w przyszłości stać się dywanami. Te najbardziej zniszczone, nie nadające się do ponownego wykorzystania, które mogłyby zostać spalone lub zalegać na składowiskach przez wiele lat, są poddawane procesowi recyklingu – powstaje z nich paliwo alternatywne.
Jak dodaje Monika Lipnicka, ubrania można wprowadzić do drugiego obiegu bez większego problemu:

– Dziś do dyspozycji mamy naprawdę wiele opcji – sprzedaż, wymianę, oddawanie znajomym, potrzebującym lub do kontenerów PCK. Rzeczy z drobnymi wadami mogą trafić do upcyclingu, czyli przerobienia na coś innego.

Polecamy:
5 nie uprzykrzających życia nawyków, dzięki którym pomożesz ratować planetę

Co można zrobić z ubraniami, których nie będziemy już nosić?

1. Sprzedać osobiście lub online

– plusem tego rozwiązania są oczywiście pieniądze, które pozwalają odzyskać chociaż część ceny zakupu, minusy to konieczność przechowywania ubrań, dopóki nie znajdą nabywcy oraz czasochłonność (sprzedaż online wymaga zrobienia zdjęć i odpowiadania na wiadomości potencjalnie zainteresowanych). W przypadku sprzedaży internetowej należy też uważać na internetowe oszustwa i fałszywe linki od rzekomych kupujących!

2. Oddać znajomym, lub wymienić się

To bardzo dobre rozwiązanie, o ile mamy grupę osób zainteresowanych naszymi ubraniami. Coraz częściej pojawiają się też wymianki zorganizowane np. na uczelniach, w domach kultury i innych miejscach – warto poszukać. UWAGA! Należy upewnić się, że ubrania, które nie znajdą nowego domu zostaną zutylizowane w sposób jak najbardziej neutralny środowiskowo. Np. wrzucone do kontenera na odzież używaną.

3. Oddać potrzebującym

Plusy płynące z tego rozwiązania są oczywiste. Należy jednak upewnić się, że odzież, to właśnie to, czego dana osoba czy organizacja potrzebuje, ponieważ ilość ubrań na rynku przewyższa nawet potrzeby instytucji charytatywnych, które nie są w stanie jej magazynować. Oddawać ubrania trzeba z głową, co dobitnie pokazał przykład polskiej pomocy Ukrainie. W dobrej wierze do wolontariuszy trafiły całe tony odzieży, niestety często odzież ta nie odpowiadała na potrzeby uchodźców, np. była nie posortowana, nie uprana lub niedostosowananie dostosowana do pory roku.

Pamiętajmy najbardziej ekologiczne ubranie to to, które już masz w szafie, a najbardziej ekologiczną formą pozbycia się go, jest przekazanie do obiegu wtórnego. Recykling powinien być ostatecznością.

Zostawianie na wszelki wypadek

Każde z rozwiązań ma jednak swoje zalety i wady. Anna w szafie ma cały komplet ubrań niemowlęcych, chociaż jej syn, Adaś, chodzi już do przedszkola. Większość była założona góra trzy razy, niektóre są nowe, czasem nawet z metkami.

– Nie zwróciłam ich, bo od wielu oderwałam metki – piorę ubrania zaraz po zakupie. Bywało tak, że kupowałam ciepłe ubrania, nagle robiło się ciepło, a kiedy się ponownie ochłodziło, potrzebowaliśmy już innego rozmiaru. Wystawiam je w internecie za grosze, ale sprzedają się wolno, często miesiącami. Dodatkowo muszę każdą rzecz obfotografować, zmierzyć, utworzyć ogłoszenie, odpisywać na pytania potencjalnych kupujących. Potem już „tylko” zapakować w paczkę i pobiec do paczkomatu.

Podobne odczucia ma Katarzyna. Długo zbierała ubranka po córce „na wszelki wypadek”, bo nie była pewna, czy chce mieć kolejne dzieci. Wydawało jej się, że jeśli się ich pozbędzie to jakby deklarowała, że już nie będę miała dzieci. Potem uznała, że to bez sensu.

– Przecież nawet jeśli, to może tym razem będzie to syn? A może urodzi się w innej porze roku? Cały weekend siedziałam nad wystawianiem ogłoszeń. Kupujący potrafią zamęczać pytaniami i mieć setki wymagań, wymiana wiadomości ciągnie się dwa dni, a przecież chodzi o dżinsy za 10 złotych. Po prawie roku zabawy sprzedałam w końcu część ubranek jako paczkę, za półdarmo. Kiedy policzyłam czas włożony w całą tę sprzedaż, okazało się, że lepiej było go poświęcić na pracę, albo chociaż odpoczynek, bo gra nie była warta świeczki.

Potrzebujący i naciągacze

W tej sytuacji postanowiła oddać ubrania komuś potrzebującemu. Przez kilka miesięcy wystawiała rzeczy za darmo na grupach na Facebooku i na portalach. Owszem, zainteresowanie było duże, zazwyczaj w ciągu godziny jej skrzynka mailowa zapchana była wiadomościami. Kasia przestała jednak to robić, odkąd poczuła się naciągnięta.

– Oddałam rzeczy w świetnym stanie rzekomo potrzebującej młodej mamie, po czym te markowe znalazłam na popularnym portalu do sprzedaży odzieży, a większość w śmietniku na dole. Nie chciało jej się nawet wynieść tego poza moje osiedle.

Dość długo nie mogła podjąć decyzji o wrzuceniu ubrań do kontenera na odzież, przekonała ją jednak informacja o przeznaczeniu dochodu z ich sprzedaży na bezpłatne wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego działające m.in. na jej rodzinnym Pomorzu.

Jowita jest mamą czterolatka. Jak mówi miała masę ślicznych ubrań po synku. Też chciała ubrania oddać potrzebującym:

– Wystawianie ogłoszeń, pakowanie paczek, bieganie z przesyłkami, a wszystko to po to, żeby zarobić 15 złotych. Zadzwoniłam do najbliższego domu dziecka i do domu samotnej matki. Wzięli jeden zimowy kombinezon, przyjmują tylko rzeczy pod konkretne potrzeby, w określonym rozmiarze, dla określonego podopiecznego. W obu miejscach niechętnie magazynują odzież.

Monika Lipnicka tłumaczy. że takie podejście nie wynika raczej ze złej woli ani dobrobytu placówek tego typu. Zdarza się że instytucje charytatywne zgłaszają się do Wtórpolu z prośbą o odbiór zalegającej odzieży. Przechowywanie ubrań w wielu rozmiarach i na różne pory roku jest problematyczne, placówki te nie dysponują wystarczającą powierzchnią magazynową ani zasobami. Zazwyczaj też odzież nie jest tym, czego najczęściej brakuje organizacjom czy placówkom opiekuńczym. Główna potrzeba to po prostu pieniądze – na opał, media, wynajem lokalu, środki czystości, produkty spożywcze. Dlatego właśnie Wtórpol już kilkanaście lat temu wpadł na pomysł wspierania potrzebujących poprzez sprzedaż odzieży pozyskiwanej z kontenerów.

Kontenery na odzież używaną, jak sama nazwa wskazuje, są przeznaczone na ubrania, ale wrzucać do nich można także sparowane buty, bieliznę, zabawki oraz domowe tekstylia, przede wszystkim te w dobrym stanie, ponieważ tylko takie rzeczy w niezmienionej formie mogą trafić do drugiego obiegu i zyskać nowe życie. Zyski z ich sprzedaży finansują min. działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami, ale także recykling tych, które nie nadają się do przetworzenia.

– Wszystkie tekstylia, które trafiają do naszych pojemników otrzymują drugie życie – co roku wprowadzamy do drugiego obiegu średnio 84 milionów kilogramów odzieży, by ponownie służyła ludziom

– mówi Monika Lipnicka.

A może upcykling?

Upcykling to przetwarzanie niepotrzebnych rzeczy lub materiałów, w taki sposób, by wręcz dodać im wartości. Najczęściej upcyklingowane są meble, przedmioty dekoracyjne oraz odzież.

Upcycling zyskał popularność szczególnie wśród projektantów działających w idei less waste i ich klientów second-handów. Przerabianie posiadanych już ubrań pozwala na stworzenie niezwykle oryginalnych elementów garderoby, często piękniejszych, niż wersje pierwotne.

Na upcycling postawiła Marta z Krakowa, mama starszego Kuby i młodszej Małgosi, a właściwie, to jej teściowa.

– U nas ubrania po starszym bracie nosiła Małgosia, ale nie wszystkie się do tego nadawały. Na szczęście teściowa ma maszynę i lubi takie rzeczy. Pewnie nie ma pojęcia, że to co robi, to upcykling

– śmieje się. Okazało się, że ubranka z motywami świątecznymi mogą posłużyć do uszycia świątecznej skarpety na prezenty albo obleczenia styropianowych bombek. Fragmenty starych ubrań plecione lub skręcane mogą tworzyć opaskę na głowę albo szarpakiem dla psa. Dżinsy bywały dżinsową spódnicą lub torbą na zakupy, a kolorowe rajstopy wężem lub jamnikiem uszczelniającym okna. Z ubrań babcia uszyła też stroje dla lalek lub pluszaków. Upcyclingowały nasze matki, babki i prababki, niestety w czasach obfitości i dostępności wszystkiego zapomniałyśmy o tej praktyce. To także sposób na nauczenie dzieci podstawowych umiejętności krawieckich, ale nie tylko – to również okazja do rozmowy o problemie środowiska, ale też nadmiernego konsumpcjonizmu. Zaprocentuje to nie tylko oszczędnościami w portfelu rodzica, ale także lepszym światem dla naszych dzieci za kilka dekad.
Drugi obieg to najbardziej ekologiczny sposób na walkę z zalewem niechcianej odzieży. W ostatnich latach nabiera na znaczeniu i zyskuje popularność, jednak nie rozwiąże problemu nadprodukcji. Tu potrzebne jest ograniczenie popytu, czyli naszych zakupów.

Ubrania dla dzieci jednak kupować trzeba. Oprócz ograniczenia ich liczby jednym z rozwiązań jest także zaopatrywanie się w rzeczy z drugiej ręki.
Karolina i Robert spodziewają się drugiego syna. Jak twierdzi Robert, są już mądrzejsi o poprzednie doświadczenia:

– Przy Franku kupowaliśmy mnóstwo pięknych, drogich, oczywiście nowych rzeczy – to było przyjemne. Połowy z nich nigdy nie użyliśmy, na szczęście mieliśmy w rodzinie kogoś, komu się przydały.

Twierdzą, że nauczeni doświadczeniem teraz już nie popełnią tego błędu. Wszystko co się da skompletują z drugiej ręki:

– Zapłacimy pół ceny, a przy okazji zrobimy coś dla środowiska.

Niezależnie od wszystkiego zdrowy rozsądek należy jednak zachować nawet podczas zakupów w second-handach.

TAGI
top
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ