Home / Ludzie  / Kre-aktywne  / Magdalena Walach – „ W życiu nie jestem aktorką ”

Magdalena Walach – „ W życiu nie jestem aktorką ”

Magdalena Walach opowiada o najnowszej sztuce, w której występuje, o emocjach, tańcu i Krakowie.

Magdalena Walach, fot. Krzysztof Opaliński

Magdalena Walach, fot. Krzysztof Opaliński

Krakowianom znana z desek teatru Bagatela, reszcie Polski – z popularnych seriali telewizyjnych i „Tańca z Gwiazdami” – Magdalena Walach opowiada „Miastu Kobiet” o najnowszej sztuce, w której występuje, o emocjach, tańcu i Krakowie.


Magdalena Walach, fot. Krzysztof Opaliński

Magdalena Walach, fot. Krzysztof Opaliński

 

Miasto Kobiet: Masz wszystko. Szczęśliwe małżeństwo, synka, popularność, kryształową kulę VII edycji „Tańca z Gwiazdami”. Czy w ogóle na coś narzekasz?

Magdalena Walach: Oczywiście, że narzekam! Ale to są przyziemne, normalne, ludzkie powody do niezadowolenia, które są nieodłączną częścią naszego życia, i nie widzę powodu, aby o nich mówić. Wolę skupiać się na dobrych rzeczach.

Miasto Kobiet: Porozmawiajmy więc o Twoim ostatnim sukcesie – niedawno w teatrze Bagatela odbyła się premiera spektaklu „Kochankowie nie z tej ziemi”. Grasz w nim… ducha.

Magdalena Walach: Tak, moja bohaterka, Susie Cameron, wraz z mężem „utknęła” po śmierci na ziemi. I choć ma życie po życiu, jako duch nie może się nim cieszyć. Wieczność mija jej na potyczkach słownych z mężem. Oboje, choć bardzo się kochają, są lekko zgryźliwi, tęsknią za życiem, za codziennością.

Miasto Kobiet: To sztuka, która uczy radości życia.

Magdalena Walach: Tak… To także refleksja nad przemijaniem i miłością. Historia „Kochanków nie z tej ziemi” uczy dostrzegać drugiego człowieka częściej niż tylko od święta. Zwykle nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile szczęścia mamy obok siebie każdego dnia, na wyciągnięcie ręki, a nie korzystamy z niego, nie zachłystujemy się nim. A potem może się okazać, że jest za późno, żeby powiedzieć naszym bliskim rzeczy, które wydają nam się oczywiste. W życiu za mało ze sobą rozmawiamy.

Miasto Kobiet: Jesteś osobą bardzo emocjonalną.

Magdalena Walach: Tak?

Miasto Kobiet: To Twoje słowa. Cytat z wywiadu…

Magdalena Walach: No cóż, czyli się przyznałam. Owszem, jestem emocjonalna, pracuję na emocjach, buduję na nich moje postaci, nimi opowiadam historie.

Miasto Kobiet: A w życiu? Zbytnia emocjonalność nie przeszkadza Ci?

Magdalena Walach: Czasami tak. Niestety w dzisiejszym świecie emocjonalność nie zawsze jest wskazana. Ja jednak nie potrafię ukrywać emocji. Jak twierdzi moja siostra – w życiu jestem bardzo słabą aktorką, kompletnie nie potrafię udawać.

Miasto Kobiet: W jednym z wywiadów powiedziałaś, że zawsze próbujesz odnaleźć w sobie coś z postaci, którą grasz. Ile w Magdzie Walach jest Susie Cameron?

Magdalena Walach: Ciężko mi to oceniać. Susie jest kobietą, która z jednej strony bardzo wspiera swojego męża, z drugiej sama chce czegoś od życia, zna swoją wartość.

Miasto Kobiet: A Ty jesteś podporą swojego męża?

Magdalena Walach: Staram się!

Miasto Kobiet: Oboje jesteście aktorami. Czy pojawia się między Wami rywalizacja zawodowa?

Magdalena Walach: Robimy wszystko, by nie dopuszczać do sytuacji, w których moglibyśmy rywalizować. Nasz zawód jest jednak bardzo nieprzewidywalny. Wiemy, że będą momenty, kiedy któreś z nas będzie miało swoje pięć minut. Podobno jest lepiej, gdy małżonkowie nie pracują w tym samym środowisku. Nie wiem. Jestem z moim mężem i przywykłam do tego, że on jest aktorem, tak jak ja. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

Miasto Kobiet: Grywacie czasami razem?

Magdalena Walach: Rzadko, ale zdarzało się. Pierwszy raz wspólnie pracowaliśmy na planie filmu „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” Krzysztofa Zanussiego. Paweł grał tam większą rolę, ja tylko epizod. Kilkakrotnie spotkaliśmy się też na deskach teatru. A ostatnio oboje byliśmy zaangażowani w projekt „Dancing 4 you”.

Miasto Kobiet: To film, którego premiera dopiero przed nami. Możesz nam coś o nim opowiedzieć? Mnie udało się dowiedzieć tylko tyle, że to film o tańcu, w którym zobaczymy plejadę gwiazd. W tym Magdę Walach.

Magdalena Walach: „Dancing 4 you” opowiada o przenikaniu się życia i sztuki, o tym, jak artyści – ludzie znani ze sceny – radzą sobie w codzienności. To historia reżysera Rolanda Rowińskiego i solistki baletowej Edyty Kozak.

Miasto Kobiet: W tym filmie też tańczysz?

Magdalena Walach: Oj, nie… Iza – postać, w którą się wcieliłam w „Dancing 4 you” – jest producentką spektaklu tanecznego. Sam film jak najbardziej kręci się wokół tańca. Jest w nim i muzyka, i scena, i choreografia…

Miasto Kobiet: Ale nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że parę razy tańczyłaś już w filmach…

Magdalena Walach: Po „Tańcu z Gwiazdami” dostałam propozycję zagrania w serialu „Tancerze”. Musiałam się tam zmierzyć z zupełnie innym tańcem niż dotąd – z tańcem klasycznym, do którego nie byłam kompletnie przygotowana.

Miasto Kobiet: Jak to? Przecież wygrałaś „Taniec z Gwiazdami”.

Magdalena Walach: Tak, ale to nie to samo. Taniec klasyczny jest bardzo wymagający i żeby przed kamerą przynajmniej otrzeć się o coś, co go przypomina, musiałam brać udział w warsztatach baletowych. A trudno zrobić baletnicę z kogoś, kto ma już parę wiosen.

Miasto Kobiet: Co za skromność. Mówi to kobieta, która w filmotekach funkcjonuje pod hasłem „aktorka tańcząca”.

Magdalena Walach: Nigdy nie myślałam o sobie w takich kategoriach. Owszem, od zawsze kocham muzykę i taniec, ale nie jestem profesjonalistką. Po prostu taniec zawsze sprawiał mi wielką frajdę.

Miasto Kobiet: Zatem „Taniec z Gwiazdami” to była zabawa?

Magdalena Walach: Tak, to było kolorowe, bajkowe doświadczenie, choć momentami także bardzo ciężka praca. Były momenty, gdy fizyczne zmęczenie brało górę. Kiedy startowałam w programie, nie spodziewałam się, że zostanę tam aż tak długo. I bywało, że brakowało mi już sił.

Miasto Kobiet: Chciałaś się wycofać?

Magdalena Walach: Nie… Po prostu to było trzynaście długich tygodni. Pełnych wyczerpujących treningów, wymyślania choreografii, prób, wreszcie nagrań… Ale oboje z moim partnerem Cezarym Olszewskim bardzo staraliśmy się zatańczyć jak najlepiej i to dawało nam motywację.

Miasto Kobiet: Nie bałaś się, że po „Tańcu z Gwiazdami” dostaniesz już na zawsze łatkę gwiazdeczki, która wygrała jakieś show? Wiele aktorek odżegnuje się od występu w tego typu programach, starając się uniknąć takich komentarzy…

Magdalena Walach: Nigdy w ten sposób o tym nie myślałam. Potrafię zrozumieć osoby, które nie znajdują motywacji do wystąpienia w „Tańcu z Gwiazdami”, chcą skoncentrować się na czymś innym, szanuję to. Ja natomiast zaproszenie do programu potraktowałam jak przygodę, a także jako szkołę. Będąc aktorką, cały czas pracuję ze swoim ciałem, chcąc występować, muszę się rozwijać, i „Taniec z Gwiazdami” dał mi to wszystko.

Miasto Kobiet: I nie zrobiłaś tego dla popularności, dla liczby wzmianek w internecie?

Magdalena Walach: Nie, ja nigdy nie śledziłam tego, co i ile o mnie piszą. W ogóle Internetu używam bardzo mało, tyle ile muszę.

Miasto Kobiet: Kiedy tańczyłaś w TVN, mieszkałaś w Warszawie. Teraz znów osiadłaś w Krakowie. Które miasto jest bardziej Twoje?

Magdalena Walach: Zdecydowanie Kraków. Mieszkam tu od studiów, z tym miastem wiążą się też moje pierwsze wspomnienia z pracy. Tu debiutowałam, tu jest Bagatela. W Krakowie czuję się u siebie, ale Warszawę też zdołałam już sobie oswoić. Przynajmniej na tyle, by móc tam mieszkać, pracować i czuć się dobrze.

Miasto Kobiet: A kiedy mówisz, że jedziesz do domu, to dokąd jedziesz?

Magdalena Walach: Dla mnie dom to dom rodzinny, więc kiedy mówię, że jadę do domu, to jadę do Raciborza, do rodziców. Wracamy tam na tyle często, na ile nam czas pozwala. Niestety oboje z mężem wybraliśmy zawód, który wymaga częstego przemieszczania się, jesteśmy ciągle w rozjazdach…

Miasto Kobiet: I pozostawia mało czasu na przyjemności. Co Magda Walach zwykle robi po pracy?

Magdalena Walach: Jak to co? Ma rodzinę! Jest zwykłą kobietą, która spędza czas bardzo normalnie.

Karolina Siudeja / Miasto Kobiet nr 4/2010

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach