Magda Stachula: 10 lat temu stworzyłam coś, co budzi dreszcz niepokoju podczas krojenia chleba
Prekursorka gatunku domestic noir w Polsce opowiada o swojej drodze
Magda Stachula / fot. Wojtek Biały
Nie planowała rewolucji. Chciała tylko sprawdzić, czy odwaga wystarczy, by nie żałować niespełnionych marzeń. Dziesięć lat temu, podczas urlopu macierzyńskiego, postawiła wszystko na jedną kartę i napisała powieść, która zmieniła oblicze polskiego thrillera psychologicznego. Dziś Magda Stachula ma na koncie bestsellerowe książki, ekranizację i tysiące wiernych czytelników. W rozmowie z nami opowiada o chwilach zwątpienia, fascynacji mrokiem ukrytym za drzwiami pozornie idealnych domów oraz o nowym literackim rozdziale, w którym największym przeciwnikiem stają się… nasze własne zmysły
Co w artykule
- Magda Stachula opowiada, dlaczego zaryzykowała stabilną pracę i postawiła na pisanie.
- Poznaj kulisy powstania „Idealnej” – pierwszego polskiego thrillera domestic noir.
- Autorka zdradza, skąd bierze inspiracje do historii o mroku ukrytym za drzwiami pozornie idealnych domów.
- Opowiada o sukcesach, porażkach i cenie, jaką płaci się za spełnianie marzeń.
- Mówi o nowej serii „Zwodnicze Zmysły” i wyjaśnia, czym jest thriller sensoryczny.
- Zdradza, czego czytelnicy mogą spodziewać się po najnowszej powieści „Słuch”.
Teraz albo nigdy
Na urlopie macierzyńskim zaryzykowałam wszystko, by pisać o mroku ukrytym w naszych domach.
Dziesięć lat w literaturze to cała wieczność. Kiedy dziś patrzę wstecz na moją drogę, widzę pasmo ogromnych sukcesów, spektakularnych premier i ekranizacji, ale też momenty cichego zwątpienia, zmęczenia i porażek, które bolą, a o których rzadko mówi się głośno. Mało kto wie, że moja pisarska rewolucja zaczęła się od głębokiego kryzysu i desperackiego lęku przed tym, że moje życie na zawsze zamknie się w bezpiecznych, ale ciasnych ramach pracy etatowej. Postawiłam wszystko na jedną kartę.
Urlop macierzyński, czyli moja jedyna szansa
Dokładnie dekadę temu byłam kobietą na życiowym zakręcie. Miałam dwójkę małych dzieci, perspektywę rychłego powrotu do pracy na etacie i dojmujące poczucie, że jeśli nie zrobię czegoś teraz, to moje marzenia o pisaniu zostaną pogrzebane na zawsze. Urlop macierzyński stał się dla mnie jedyną, wyjątkową przestrzenią, w której mogłam całkowicie odmienić swój los. Towarzyszyła mi jedna, natrętna myśl: teraz albo nigdy. Wiedziałam, że z dwójką dzieci i codziennymi obowiązkami zawodowymi nigdy nie znajdę już czasu ani siły na tworzenie. Postanowiłam zaryzykować.
Zaczęłam pisać coś, co sama jako wierna miłośniczka mocnych wrażeń, chciałabym przeczytać. Uwielbiałam thrillery, ale na polskim rynku dotkliwie brakowało opowieści z gatunku domestic noir (thriller psychologiczny skupiony wokół dramatów domowych). Chciałam czegoś, co dotyka naszej codzienności, co budzi dreszcz niepokoju podczas krojenia chleba we własnej kuchni. Stworzyłam więc historię trzydziestoletniej dziewczyny z Krakowa, która zmaga się z osobistymi problemami i z dnia na dzień zaczyna czuć się nieswojo we własnym domu oraz małżeństwie, znajduje w szafie sukienkę, której nie kupiła, w torebce szminkę, która nie należy do niej.
Książkę pisałam przez sześć czasem siedem godzin dziennie, nie wiedząc czy ktoś ją przeczyta, a co dopiero wyda.
Dotykałam kwestii bliskich kobietom, moja bohaterka bezskutecznie starała się o dziecko, choć ja byłam młodą mamą, potrafiłam sobie wyobrazić jej ból. A potem dodałam do tej historii niezwykły praski tramwaj, który ma zamontowaną na dachu kamerę, przez którą można podglądać mieszkańców, po trzech miesiącach powstała „Idealna”. Kiedy wysłałam moją propozycję do wydawców, pisałam, że to pierwszy polski thriller domestic noir, pojawiały się pytania, a co to takiego? Ale nadeszła też inna wiadomość: tak, chcemy to wydać. Do dziś pamiętam to niesamowite uczucie, które wypełniło mnie od środka, poczułam, że jeszcze nigdy nie byłam tak blisko spełnienia marzenia o byciu pisarką. Trzy miesiące później ukazała się „Idealna” i zrewolucjonizowała polski rynek kryminałów.
Domy dobre: Ociekające lukrem z zewnątrz, gorzkie w środku
W moich thrillerach zaglądałam do sypialni, a nawet pod dywan, pokazywałam domy, które z zewnątrz ociekały lukrem podczas gdy w środku wcale nie było tak słodko. Pod fasadą idealnego życia kryła się tragedia. Mój thriller „Nieobliczalna”, który dobitnie pokazuje, że zło dzieje się też w tak zwanych domach dobrych, zainteresował producentów. W 2024 roku powstała film na podstawie mojej książki, o tym samym tytule, dostępny na platformie Amazon Prime Video, w gwiazdorskiej obsadzie m.in. Andrzej Seweryn, Magdalena Cielecka, Agnieszka Grochowska, Julia Wieniawa, Paweł Małaszyński.
Wyświetl ten post na Instagramie
Nowy rozdział: Przesuwanie granic i zmysły, które kłamią
Moja proza ewoluuje wraz ze mną i zmieniającym się światem. Dziś, z dorobkiem piętnastu powieści, ekranizacją i tłumaczeniami na cztery języki obce, czuję, że nadszedł czas na kolejny odważny krok i całkowite przesunięcie granic gatunku.
W mojej najnowszej serii zatytułowanej „Zwodnicze Zmysły” porzucam dobrze mi znane schematy domestic noir i tworzę thriller sensoryczny. Dziś oczekiwania odbiorcy są inne niż dziesięć lat temu, imersja króluje w każdej dziedzinie kultury. Chcemy nie tylko oglądać, ale wejść do obrazów Vincenta van Gogha czy Fridy Kahlo, koncerty immersyjne, wielowymiarowe widowiska, które zacierają granicę między artystą a widzem, otaczając słuchacza dźwiękiem 360° i spektakularnymi wizualizacjami cieszą się ogromną popularnością. Dlaczego więc nie wprowadzić zmysłów do literatury? Każdy z tomów poświęcam jednemu z ludzkich zmysłów i nie tylko jest on przewodnim motywem fabuły, ale też kluczem do rozwiązania zagadki.
Przeczytaj:
Kobieta Krakowa: Magda Stachula
Nowa bohaterka, bliska każdej z nas
Nie chciałam tworzyć kolejnej szablonowej, papierowej śledczej, która bez mrugnięcia okiem rozwiązuje najtrudniejsze zagadki. Stworzyłam komisarz Julię Koselę z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, kobietę z krwi i kości. Jest silna i nieustępliwa w pracy, ale jednocześnie niezwykle wrażliwa w życiu osobistym. Julia nie udaje niezniszczalnej. Każdego dnia staje do walki z własnymi demonami, co czyni ją tak bliską każdej z nas.
Już nie tylko za zamkniętymi drzwiami
Przez dekadę zamykałam moich bohaterów w złotych klatkach nowoczesnych apartamentów i kazałam im wątpić w ludzi, których kochaj. W serii „Zwodnicze Zmysły” idę o krok głębiej, nie tylko wyprowadzam ich z klaustrofobicznych czterech ścian w tętniącą życiem przestrzeń wielkomiejską Krakowa (tom „Wzrok”) i nieprzewidywalne góry (tom „Słuch”), ale także sprawdzam, jak to jest, gdy najgorszą pułapką staje się nasze własne ciało i umysł.
Kiedy każdy dźwięk staje się przerażającą partyturą

Magda Stachula / fot. Tomasz Tylus
„Słuch” zaczyna się z wysokiego C. Na malowniczej trasie widokowej Brama w Gorce, między koronami drzew, zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety. W tym samym czasie do komisarz Julii Koseli zgłasza się zdesperowana matka. Jest pewna, że z jej córką stało się coś złego, bo od kilku dni nie daje znaku życia. Zaginiona dziewczyna to Sonia, studentka, wybitna pianistka obdarzona słuchem absolutnym i chromestezją. Dla niej każdy słyszany dźwięk ma swój przypisany kolor, odbiera więc otaczający świat ze szczególną, wręcz bolesną wrażliwością. Czy ten niezwykły dar, przez lata błędnie diagnozowany przez lekarzy, uczynił z niej fascynujący cel dla mordercy? Kiedy ze Słowacji dociera kolejna porażająca wiadomość, że w Bachledowej Dolinie odkryto także ciało zawieszone na kładce widokowej, komisarz Kosela zyskuje pewność: coś musi łączyć te ofiary, a sprawca układa swoje zbrodnie w przerażającą, muzyczną partyturę.
Pisząc tę książkę, chciałam podarować moim czytelniczkom thriller sensoryczny, który sprawi, że po odłożeniu lektury zaczną wsłuchiwać się w ciszę własnego domu z zupełnie nowym niepokojem.
To moje najbardziej osobiste i dojrzałe literackie dziecko, w które włożyłam całe swoje dziesięcioletnie doświadczenie.
Mam nadzieję, że dacie się porwać tej melodii strachu. Premiera „Słuchu” 15 lipca.
