Home / Ludzie  / Maciej Marcisz: Bawią mnie ludzie, którzy twierdzą, że pieniądze nie mają znaczenia

Maciej Marcisz: Bawią mnie ludzie, którzy twierdzą, że pieniądze nie mają znaczenia

O priorytetach dzisiejszego świata i swojej powieści „Taśmy rodzinne” opowiada Maciej Marcisz, głos pokolenia milenialsów

Maciej Marcisz to nie-pisarz, który swoją szczerością poruszy każdego. Maciej Marcisz na tle graffiti

Maciej Marcisz to nie-pisarz, który swoją szczerością poruszy każdego / fot. materiały prasowe

Pieniądze, rodzinne intrygi, miłość, przemoc, depresja. Maciej Marcisz w Taśmach rodzinnych obnaża prawdziwe oblicze nowobogackich rodzin. Krytykuje, prowokuje, wciąga. W zabawny sposób pokazuje smutne konsekwencje ślepego podążania za pieniądzem. Maciej Marcisz to nie-pisarz, który swoją szczerością poruszy każdego. Choć nie ma długów ani skonfliktowanej rodziny, doskonale odnajduje się jako głos milenialnego pokolenia

Marta Dylich: Taśmy rodzinne to dla ciebie forma terapii, publicznego wyżalenia się przy użyciu fikcyjnej tożsamości? Ile jest tam twojej własnej historii?

Maciej Marcisz: Taśmy nie są aktem zemsty ani terapii, nie chciałem nimi niczego sobie „załatwić”. Ich wydanie jest w pewnym sensie powtórzeniem gestu, który wykonał bohater – przeglądem dotychczasowego życia. Większość historii przydarzyło się naprawdę. Pewne fragmenty oczywiście trzeba było podkręcić. Długów na szczęście nie mam!

A rodzina utrzymuje z tobą kontakt po jej przeczytaniu?

Tak! Mam super rodzinę. Rodzice i dziadkowie byli moimi konsultantami w trakcie pisania.

W twojej powieści ważną, może nawet główną rolę odgrywają pieniądze. Nie kryjesz ich obecności w życiu codziennym. Nie kryjesz też skutków ich braku. Celowo?

Starałem się, żeby były widoczne. Jest ich zbyt mało w realistycznych powieściach, są przezroczyste. Oglądam serial i zastanawiam się „ej, no dobra, ale skąd ci bohaterowie mają na to hajs?” W ciągu dnia poświęcamy mnóstwo czasu na to, żeby pieniądze zdobyć. A potem wydać. To część naszego życia, powinniśmy o tym mówić. Bawią mnie ludzie, którzy twierdzą, że pieniądze nie mają znaczenia.

Książka dotyka także homoseksualizmu, co więcej, pokazuje go z perspektywy 13-letniego chłopca. Odważnie.

Chciałem, żeby książka była szczera i dotyczyła różnych spraw, również seksualności. To naturalna część człowieka, ale nie chciałem też robić z tego jakiejś wielkiej sprawy. Homoseksualizm głównego bohatera jest częścią tej opowieści, ale nie dominującą. Fakt że miałbym poznając się z kimś albo wchodząc w jakąś relację mówić „a tak w ogóle to przepraszam, bo ja jestem gejem, chciałem ci powiedzieć” wydaje mi się super dziwny. Po prostu mówisz albo o swoim chłopaku, albo o dziewczynie. Albo nic nie mówisz. Piszę o tym otwarcie, ale bez jakichś wielkich werbli, jeśli można tak powiedzieć (śmiech).

 

 

Bo oczekiwanie, że jedna, skończona, Bogu ducha winna osoba będzie naszą kochanką, przyjaciółką, kucharką, powierniczką sekretów, towarzyszką zabaw i nie przez dziesięć lecz przez dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt lat będzie zaspakajać wszystkie nasze potrzeby, będzie całym światem, było bardzo, bardzo głupie.

Tak twierdzi jeden z bohaterów twojej powieści. Też tak uważasz? To dosyć smutna wizja…

Są takie teorie, w których antropologowie miłości mówią, że w dzisiejszych czasach oczekujemy od naszego partnera tyle, ile kiedyś dostarczała nam cała wioska. No bo przecież twój chłopak powinien być i kochankiem, i ojcem twoich dzieci, źródłem rozrywki, kompanem do wyjść na miasto, no i oczywiście najlepszym przyjacielem… hej, nie za dużo tego? Wymagamy więcej, niż partnerzy są w stanie nam dać. Myślę, że mądrzej jest realizować swoje potrzeby dzięki różnym ludziom dookoła nas. Jedna osoba nie da rady.

Co sprawiło, że napisałeś tę książkę?

Jak byłem mały chciałem robić wiele różnych rzeczy; pisać, malować, robić komiksy… Pisanie wychodziło mi jednak najlepiej. A później długo szukałem historii godnej opowiedzenia.

I znalazłeś swoją?

Dokładnie. Okazało się, że ta z Taśm jest najlepsza na początek. Do tego wydawała mi się na tyle uniwersalna, żeby każdy mógł odnaleźć w niej coś dla siebie – coś, co dotyczy właśnie jej, jego rodziny. Jest to opowieść o przebiegu i skutkach transformacji, która – chcąc nie chcąc – dotknęła nas wszystkich. I o problemach rodzinnych, które – zaryzykuję tezą – mamy wszyscy.

Jeden z bohaterów twojej książki w chwili refleksji stwierdza, że niczego by w swoim życiu nie zmienił. Ty chciałbyś coś zmienić w swoim?

Nie. Jeszcze chyba nie zrobiłem niczego tak strasznego, żeby musieć to zmieniać.

(…) częściej zauważamy decyzje, które coś kończą, niż te, gdy pozwalamy czemuś trwać. Takie zdanie pada w Taśmach. Pamiętasz jakąś swoją decyzję, która zakończyła coś ważnego w twoim życiu?

Odpowiem na odwrót. Studiowałem jednocześnie polonistykę w Warszawie i produkcję filmową w Łodzi. Po trzecim roku studiów na polonistyce stwierdziłem, że nic się nie dzieje w temacie mojego pisania – że tak strasznie chcę pisać, a nie znajduję na to czasu. Napisałem dramatycznego maila do rodziców (śmiech), że chciałbym zrobić sobie rok przerwy od studiów na UW, skupić się na pisaniu. Poszedłem na warsztaty literackie, zacząłem pracować, spotkałem wielu cudownych ludzi. To była dobra decyzja, która zaczęła u mnie najważniejsze rzeczy.

 

Twoja ulubiona książka to…

…Miasteczko Middlemarch, Goerge Eliot. Myślę, że to jest najwspanialsza powieść na świecie.

Namieszała w twoim życiu tak, jak taśmy namieszały w życiu Małysów?

Wydaje mi się, że literatura ma w sobie moc zmieniania życia. Jest takimi drzwiami, które otwierają nas na innych, pozwalają ich zrozumieć. Zwiększają pole empatii. Jeśli dużo czytasz, to jesteś bardziej tolerancyjny, otwarty. Mniej osądzający. Widzisz, jak życie ludzi potrafi być różne, jak wiele zależy od kontekstu. Miasteczko Middlemarch to dwa tomy opisujące nie tylko pojedyncze zdarzenia, ale cały nurt życia. Życia, które płynie. To sprawia, że rozumiemy jej bohaterów. Chciałbym, żeby po przeczytaniu mojej książki, ludzie lepiej się rozumieli.

Nazywasz się pisarzem?

Jezu, nie.

Dlaczego? Napisałeś książkę, to chyba znaczy, że nim jesteś!

Zobaczymy, bardzo dużo ludzi napisało w Polsce książkę. Były jakieś badania czy ankiety, które sugerowały że w Polsce jest więcej osób, które chcą napisać książkę niż osób, które czytają (śmiech).

Czego mogłabym ci życzyć na koniec?

Może tego, by ta książka spotkała się z takim przyjęciem, żeby był sens pisania kolejnej.

I żebyś nie miał po jej wydaniu długów?

Tak (śmiech).

Marta Dylich

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach