Friday, July 23, 2021
Home / Felietony  / Małgorzata Majewska  / Lustrzany bałagan

Lustrzany bałagan

– Sorry za bałagan – uśmiechnęła się przepraszająco, gdy weszłyśmy do jej mieszkania – już dawno powinnam była się wziąć za prasowanie tej sterty.

ilustracja Anna Kaszuba-Dębska

– Sorry za bałagan – uśmiechnęła się przepraszająco, gdy weszłyśmy do jej mieszkania – już dawno powinnam była się wziąć za prasowanie tej sterty.

ilustracja Anna Kaszuba-Dębska

ilustracja Anna Kaszuba-Dębska

Wpadłyśmy tylko po jej ładowarkę do komputera. Ona, ja i pewna starsza kobieta, którą na potrzeby tego tekstu możemy nazwać panią Helą, choć gdyby przyszło nam żyć w innej części świata, zapewne byłaby Szeptuchą czy Szamanką. W tamtą środę była jedynie panią Helą, z którą miałyśmy prowadzić kolejną sesję na pewnej konferencji.
Ona zgarnęła brudne naczynia na jedną stertę i z tego stosu wydobyła trzy lepkie kubki, które po umyciu miały służyć za naczynia do zaproponowanej nam zielonej herbaty.
– A gdybyś popatrzyła na swój dom tak, jakby to było twoje życie? – zaczęła pani Hela. – Gdyby to, jak wygląda twoja sypialnia czy kuchnia, miało pokazać, w jakim momencie życia jesteś?
Rzeczywistość zmieniła swój status. I ja, i ona, jeszcze w narracji pośpiesznej codzienności, zawiesiłyśmy się na chwilę. Pani Hela otoczyła dłońmi kubek z herbatą i zapytała: – Czy zdarza ci się zrobić drugi raz ksero tego samego artykułu, bo gdzieś go masz, tylko nie możesz znaleźć w stercie innych kopii?
I jeszcze: – Czy zdarza ci się nie nosić jakiejś bluzki tylko dlatego, że zwyczajnie nie możesz jej znaleźć, i na pytanie, gdzie ona jest, potrafisz jedynie odpowiedzieć: gdzieś jest…?
I na koniec uderzyła z grubej rury: – Czy zdarza ci się wejść do swojego pokoju z entuzjazmem i chęcią do pracy, po czym, po spojrzeniu na biurko, dopada cię efekt napompowanego balonika, którego ktoś nie zdążył zawiązać i teraz ulatuje z niego wszystko, co zostało tak żmudnie wpompowane?
Zamarła ona. Zamarłam ja.
– Kochanieńka – pani Hela wydawała się mówić tylko do niej, choć i ja też jakoś znajdowałam siebie w tych słowach. – „Powinnam, powinnam, powinnam”. Czy ty nie żyjesz tym ciągłym „powinnam”? Świat, ten prawdziwy, to jest to, co widzisz: twoja kuchnia teraz.
– Ale ja naprawdę nie miałam rano czasu!
– A ja już nie mam czasu w życiu, więc nie mówię ci tego, by cię pouczać. Coś ty! Po prostu chcę, byś to zobaczyła. Mówisz o Piotrku, że to miłość twojego życia. To gdzie chcesz ją przeżyć, gdy wasza sypialnia jest zawalona gazetami z propozycjami gwiazdkowych prezentów? Przecież jest maj.
– Posprzątam.
– Tu nie chodzi o sprzątanie, tylko o ciebie. Byś się przeglądnęła w tych folderach. Może chronią cię przed czymś, czego się boisz? Co, wydaje ci się, czyha tuż za rogiem?
– Zbierajmy się – przerwałam, bo napięcie sięgało zenitu.
– Czekaj – powiedziała ona – mamy jeszcze czas. Proszę mówić dalej – zwróciła się do pani Heli.
– Wam, młodym wydaje się, że to pozornie nieistotne szczegóły, że się czepiam. Ale twój dom to właśnie ty, cała ty i tylko ty. I nie ma w tym przypadku. Jest tylko to, co jest. Możesz łudzić wszystkich, ale samej siebie nie da się wymanewrować. A jeśli ci się wydaje, że ci się udało, zauważ, ile zjedzonych ciastek cię to kosztowało? Wiesz, o czym mówię.
Ale jakbym posprzątała, to zrobiłoby się jakoś tak… pusto. A tak jest bezpieczniej – szepnęła ona.

Małgorzata Majewska

Językoznawczyni z psychologicznym skrzywieniem. Postrzega język jako przejaw naszej percepcji. Twierdzi, że rozumienie mechanizmów językowych pozwala znaleźć drogę do siebie samego, a dzięki temu do drugiego człowieka. Fascynuję ją wszystko to, co związane z poczuciem sprawczości, zewnątrzsterowności i odpowiedzialności.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach