Tuesday, October 20, 2020
Home / Felietony  / Łukasz Orbitowski  / Łukasz Orbitowski: Pękające serduszka

Łukasz Orbitowski: Pękające serduszka

Zapis z rozmowy „dwóch smutnych ciuli znad kufli piwa, z którego dawno uszedł gaz”

Zdarzyło się Wam robić złe rzeczy kobietom? Gwarantujemy, że one dobrze na tym wyszły / fot. Courtney Clayton / Unsplash

Mam żonę od ośmiu lat – mówi mój przyjaciel znad kufla. – Mam żonę, ale wcześniej innym kobietom robiłem złe rzeczy, których wstydzę się do dziś.
Siedzimy w jednym z tych modnych barów craftowych, gdzie sprzedają piwo o smaku bzu, białej czekolady i rozwolnienia po siedemnaście złotych. Mój przyjaciel opiera łokcie o ciężki blat, spogląda mi w oczy i mówi to, co mówi. W jego głosie brzmi autentyczny żal w delikatnej osmozie dumy. Opowiada, jak łamał serca dziewczętom

Zdarzyło się Wam robić złe rzeczy kobietom? Gwarantujemy, że one dobrze na tym wyszły / fot. Courtney Clayton / Unsplash

Oznacza to, że jakieś dziewczęta w jego życiu były, zapewne dużo i bardzo oddane, skoro dały sobie połamać serca. Te serca są jak skalpy. Niby wstyd je zbierać, ale jednak cieszą. Mam ochotę zapytać, czy jego własne czarne serce zostało złamane. Oczywiście, że tak.
Moje własne serce pękło trzykrotnie. Jak na czterdzieści lat życia uważam to za znakomity wynik (znam takich, których serca pękają jak flaszki przed sklepem nocnym). Pierwszy raz miał miejsce, kiedy kończyłem liceum. Popełniłem wówczas błąd, przed którym przestrzegam dzisiejszych abiturientów, mianowicie zakochałem się na zabój. Ubrdałem sobie nawet, że chcę spędzić z nią resztę życia. Planowałem wspólne mieszkanie, a nawet życie w innym mieście. Nic dziwnego, że przytłoczona tym dziewucha dała nogę przy pierwszej lepszej okazji, zostawiając mnie pogruchotanego. Nie wiedziałem, co właściwie się stało. W jednej chwili miałem miłość wielką jak Gubałówka, klarowne plany na przyszłość i poczucie przynależności, w drugiej świerszczyka za pustym łóżkiem i wino „Skat” za trzy złote plus butelka.
Czułem się oszukany i skrzywdzony, ale teraz wiem, że ta dziewczyna nie miała innego wyjścia. Kto o zdrowych zmysłach planuje przyszłość z licealną miłością? Młodość winna nam upłynąć na dobrej zabawie i żywiołowym wymienianiu partnerów. Ponadto kochający mężczyzna jest trudny do zniesienia. Co dopiero zakochany nastolatek!

Drugi raz moje serce pękło koło trzydziestki. Poznałem wówczas fantastyczną dziewczynę. W gruncie rzeczy znaliśmy się od zawsze i do dzisiaj się znamy. Byłem wówczas w związku, którego nie chciałem zniszczyć. Kierowała mną przesłanka niezawodna, jeśli chodzi o niszczenie życia sobie i innym, mianowicie przyzwoitość. Uznałem, że jeśli kogoś mam, to zacisnę zęby i wytrzymam. Momentami czułem się jak Kmicic przypiekany ogniem, ale tak, dałem radę. Mam dziwne przekonanie, że ona, tamta dziewczyna, myślała podobnie. Potem uczucie wygasło, popękane serce raczyło się zrosnąć, a mój związek – dla którego się poświęciłem – runął z zupełnie innych przyczyn, niemniej z winy niżej podpisanego. Żałowałem wówczas, że nie skończyłem go wcześniej, gdyż mógłbym zbudować coś z tamtą dziewczyną. Żal trwał krótko, bo poznałem jeszcze inną dziewczynę i spirala miłosnego karambolu zaczęła się nakręcać na nowo. Byłem już mądrzejszy. Wiedziałem, że w życiu uczuciowym wymagana jest odwaga. Czasem trzeba kogoś porzucić. Nawet wyrządzając krzywdę.

Trzecie pęknięcie serca miało miejsce parę lat temu i nie umiem powiedzieć o tym nic ciekawego. Ja spieprzyłem. Ona spieprzyła. Relacja, z którą wiązałem wielkie nadzieje (porównywalne do tych pokładanych w koleżance licealnej), nagle w niewytłumaczalny sposób zniknęła. Nie powiedzieliśmy sobie „żegnaj” ani „spierdalaj”. W gruncie rzeczy przestaliśmy się do siebie odzywać, a ja do dzisiaj nie wiem dlaczego. Wiem jednak co innego. Nic w tym życiu nie jest na zawsze, zaś miłość rozpada się po ciemku i skrycie, poza uwagą samych kochających. Rozumiem ogrom swojego błędu. Zawierzyłem uczuciu. Sądziłem, że sama miłość wystarczy, a tak nigdy się nie dzieje. Potrzeba czegoś więcej – wspólnej pasji, pracy, dzieci, kredytu.

Serce nie szklanka i nic nie robię sobie z tych zawodów miłosnych, zwłaszcza że na wszystkie zasłużyłem. Zmądrzałem, zrobiłem się ostrożniejszy, uniknąłem jednak cynizmu i zgorzknienia, co mam za jeden z nielicznych sukcesów mojego życia uczuciowego. Trapi mnie odmienna kwestia: ile razy ja złamałem serce? Trochę strach liczyć. Co gorsza, najczęściej czyniłem to nieświadomie. Po prostu szedłem dalej, pozostawiając porzuconą dziewczynę za sobą. Sądziłem, że jakoś sobie poradzi (skoro i ja sobie poradziłem), że tak bardzo jej nie zależy i tak dalej. A jednak któraś zdobyła się na odwagę i zapytała: Łukasz, czy wiesz, co ty robisz ludziom?

Otóż nie. Nie wiem. Ale nic dobrego. Tylko co mogę z tym zrobić? Najlepszym pomysłem jest trwanie przy mojej kobiecie tak długo, jak ona zechce odwzajemniać tę wytrwałość. Nie mam żalu do siebie ani do nikogo. Nie obwiniam się za porzucanie, nie złoszczę o bycie porzuconym. Każdy ma w swoim życiu porcję zła do wyrządzenia, co również – po latach – rozumiem. Chodzi tylko o to, by wyrządzać je ostrożnie, nigdy ponad miarę. To wiem. Mój przyjaciel też wie.
A jednak zwieszamy głowy, dwa smutne ciule nad kuflami piwa, z którego dawno uszedł gaz.

Pisarz o wielkiej pracowitości i jeszcze większej wyobraźni. Zaczął pisać, żeby zaimponować koleżankom w liceum. Dziś ma w dorobku sześć powieści, w tym „Inna duszę”, nagrodzoną w 2015 roku Paszportem Polityki.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach