Home / Felietony  / Łukasz Orbitowski  / Łukasz Orbitowski: Najważniejsze. Felieton na Dzień Kobiet

Łukasz Orbitowski: Najważniejsze. Felieton na Dzień Kobiet

„Życie rozpustnika niesie ze sobą koszta, na które nie jestem gotowy.” Dlaczego Orbitowski się nawrócił?

„Opowiadała o seksie i roli, jaką odgrywa w życiu dorosłych ludzi, o miłości i zdradzie, o pornografii i takich rzeczach.” fot. Pixabay/Tawny Nina

Pierwszą najważniejszą kobietą w moim życiu była nauczycielka matematyki w podstawówce (poniższe wyliczenie z oczywistych przyczyn pomija mamę, babcie oraz kobiety, z którymi łączyła mnie namiętność, wyjąwszy jeden znaczący przykład)

„Opowiadała o seksie i roli, jaką odgrywa w życiu dorosłych ludzi, o miłości i zdradzie, o pornografii i takich rzeczach.” fot. Pixabay/Tawny Nina

„Opowiadała o seksie i roli, jaką odgrywa w życiu dorosłych ludzi, o miłości i zdradzie, o pornografii i takich rzeczach.” fot. Pixabay/Tawny Nina


Nigdy nie byłem dobrym uczniem, a największy problem miałem z przedmiotami ścisłymi. Buntowałem się przeciw wszystkiemu i wszystkim. Po prostu nie chciało mi się ich uczyć. Pani Ania (tak ją nazwijmy) była wymagającą nauczycielką. Słusznie uznała, że podstawy matematyki może przyswoić sobie każdy, zresztą ze swoim talentem dydaktycznym nauczyłaby algebry nawet cegłę. Wiem, bo udało Jej się ze mną. Pani Ania posiadała w domu magnetowid i kamerę VHS – na samym początku lat 90. dobra luksusowe. Wielkodusznie uznała, że mogą posłużyć nie tylko Jej, ale i innym. Co piątek przynosiłem jej kilka kaset z pirackiej wypożyczalni, a Ona mi je przegrywała: filmy sensacyjne, thrillery, a zwłaszcza horrory, w których szczególnie się rozmiłowałem. Pani Ania kopiowała jak leci (co czyni ją postacią heroiczną pierwszego okresu piractwa w Polsce) i tylko czasem, gdy przyniosłem jej coś szczególnie makabrycznego, mówiła: „ja ci tego, Łukasz, nie przegrywałam”. Dało się z nią porozmawiać o wszystkim. Opowiadała o seksie i roli, jaką odgrywa w życiu dorosłych ludzi, o miłości i zdradzie, o pornografii i takich rzeczach. Była pierwszą dorosłą osobą, która zechciała ze mną o tym pomówić. Czerpałem z jej doświadczenia, otwartości i rozsądku. Chyba nie muszę tłumaczyć, jak ważne było to doświadczenie. Należy dodać, że ta zażyłość miała swoje granice i pani Ania dalej stawiała mi pały za każdym razem, gdy czegoś nie umiałem. Dziś jestem apostołem profesjonalnego wykonywania każdej pracy bez żadnych uprzedzeń. Już wiecie, komu to zawdzięczam.

Druga ważna kobieta również była matematyczką, tylko w ogólniaku. Nazwijmy Ją Beatą. Pani Beacie bardzo nie podobały się moje długie włosy. Po latach mogę ją choć trochę zrozumieć – fryz, jaki mi wyrósł, zwykliśmy widywać na głowach mieszkańców Czarnego Kontynentu. W każdym razie wykorzystała moje nikłe zdolności matematyczne i gnębiła jedynkami tak długo, aż musiałem je ściąć. Czułem się jak Samson w lochu Filistynów. Nikt zapewne dzisiaj nie rozumie, co znaczyła utrata włosów dla młodego metala. Gdyby dzisiaj jakaś nauczycielka kazała mi ostrzyc własnego syna, przypuszczalnie otworzyłbym jej gardło ekierką. Ciągle mam pretensje do pani Beaty i szczerze Jej nie cierpię. Czasem uraza zostaje w sercu na całe życie.

Muszę wymienić jeszcze jedną nauczycielkę. Mowa o mojej polonistce, powiedzmy – Cecylii. Wszyscy nauczyciele zawsze czegoś ode mnie chcieli. Ona jedna nie. Zrozumiała, że czytam najwięcej z całej klasy, i po prostu zostawiła mnie w spokoju. Nigdy nie byłem wywoływany do tablicy, nie musiałem przychodzić na przedmaturalne dokształcanie ani nawet notować na lekcjach. Często po prostu siedziałem w klasie z książką. Wypracowania pisałem na piątkę i to Jej wystarczało. Po latach podziękowałem za okazane zaufanie, ale za pewne rzeczy po prostu nie sposób się odwdzięczyć. Za sprawą pani Cecylii dowiedziałem się, że pozostawiony samemu sobie nie zgubię się, nie zgnuśnieję, nie zdegeneruję. Jestem człowiekiem, który doskonale samym sobą zarządza, przynajmniej w pewnym wymiarze. Nie wiem, czy zdałbym sobie z tego sprawę, gdybym miał inną nauczycielkę.

Przedostatnią ważną kobietę spotkałem gdzieś na początku studiów. Wypatrzyłem ją w knajpie. Była tak piękna, że dech zapierało, to znaczy – piękna w moim rozumieniu. Wysoka, przy kości, z dużym biustem i tyłkiem jak piłka lekarska, słowem – ideał dwudziestoletniego Orbitowskiego, jak i tego dzisiaj. Zagadałem i umówiliśmy się na randkę. Przyszła, odstrzelona. Zacząłem opowiadać o rzeczach ważnych dla każdego młodego intelektualisty: filozofii Nietzschego i Kierkegaarda, dionizyjskim kulcie, książkach Faulknera i Olgi Tokarczuk oraz innych pierdołach. Dorota – tak ją nazwijmy – słuchała ze skwaszoną miną. W końcu zapytała, czemu zanudzam Ją takimi andronami i czy moglibyśmy wreszcie porozmawiać o czymś normalnym. W końcu poszła. Nie zobaczyliśmy się więcej.
Nie mam pojęcia, co się z Nią stało i kim teraz jest, ale żywię nadzieję, że ma dobre, przesycone radością życie. Może gdybym nie spotkał Doroty, byłbym dalej nieznośnym, pretensjonalnym intelektualistą? Ten wieczór mnie odmienił. Dziś opowiadam dziewczynom anegdotki, świńskie żarty, a przede wszystkim słucham, co mają do powiedzenia, i płacę za kolację.

Ostatnią ważną kobietą była Ewelina. Nasze losy przecięły się w czasach, gdy prowadziłem wysoce nieustabilizowany i bardzo wesoły tryb życia, grasując na Starym Mokotowie. Ewelinę również poznałem w knajpie i już po paru godzinach, mocno pijani, pojechaliśmy do mnie, gdzie sprawy obrały zaskakująco nieprzyjemny przebieg. Mianowicie urżnięta Ewelina natychmiast zwymiotowała mi na podłogę i runęła na łóżko bez przytomności. Wydaje mi się, że w swoim rozczarowaniu zachowałem postawę dżentelmena, a przynajmniej człowieka, który wielokrotnie wymiotował u ludzi w domach. Okryłem Ją kołderką, podstawiłem wiaderko i butelkę z wodą, po czym zabrałem się za czyszczenie podłogi. W taki sposób, tańcząc z mopem, zrozumiałem, że życie rozpustnika niesie ze sobą koszta, na które nie jestem gotowy, i postanowiłem nieodwołalnie je zarzucić.

Łukasz Orbitowski: pisarz o wielkiej pracowitości i jeszcze większej wyobraźni. Zaczął pisać, żeby zaimponować koleżankom w liceum. Dziś ma w dorobku sześć powieści, w tym „Inną duszę”, nagrodzoną w minionym roku Paszportem Polityki / fot. Matys Studio fot. Matys Studio / matys-studio.com

Łukasz Orbitowski: pisarz o wielkiej pracowitości i jeszcze większej wyobraźni. Zaczął pisać, żeby zaimponować koleżankom w liceum. Dziś ma w dorobku sześć powieści, w tym „Inną duszę”, nagrodzoną w minionym roku Paszportem Polityki / fot. Matys Studio / matys-studio.com

Łukasz Orbitowski

 

Pisarz o wielkiej pracowitości i jeszcze większej wyobraźni. Zaczął pisać, żeby zaimponować koleżankom w liceum. Dziś ma w dorobku sześć powieści, w tym „Inna duszę”, nagrodzoną w 2015 roku Paszportem Polityki.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach