Home / Felietony  / Łukasz Orbitowski: Kim być?

Łukasz Orbitowski: Kim być?

Problem w tym, że my, faceci, pogubiliśmy się kompletnie

kim być

Jestem Conanem Barbarzyńcą w nowoczesnym świecie. Topór mogę sobie co najwyżej zutylizować / fot. Damir Spanic / Unsplash

Rozmawiałem ostatnio z pewną mądrą feministką. Zadałem jej – całkiem serio – pytanie, kim jej zdaniem powinienem być. Aż się zdziwiła

 

Status dinozaura

Niewiele wiem o feminizmie, czwarta faza tego nurtu myli mi się z trzecią, ale chyba mam jasność odnośnie podstawowych intencji tego ruchu: chodzi o równość, o pełnoprawne uczestniczenie kobiet w świecie. O to, by realizowały swoje zamierzenia i cele, zarabiały tyle samo, co mężczyźni, i aby nikt nie gwizdał za nimi na palcach. To jasna sprawa i wspólny cel. Możemy spierać się o detale, o puszczanie w drzwiach przodem i o to, czy toalety w knajpach powinny być koedukacyjne.

Problem w tym, że my, faceci, pogubiliśmy się kompletnie. Ja zwłaszcza. Jestem pradawnym, skazanym na wyginięcie chłopem, który postrzega siebie jako samca alfa, a już na pewno przewodnika stada: jeszcze trochę i nie będzie komu przewodzić. Do niedawna całowałem kobiety w rękę. Na randce zawsze płacę za kolację w restauracjach. Nie płakałem od kilkunastu lat, jeśli nie lepiej, w ogóle nie okazuję uczuć, a wszelkie spory najchętniej rozwiązywałbym przy pomocy pięści. Nie ma wyzwania, z którym bym sobie nie poradził. Wypiję garnek wódki, a potem stanę na głowie.

Doskonale rozumiem, ten rodzaj mężczyzny odchodzi w przeszłość. Cieszę się statusem dinozaura i mogę tylko liczyć, że pozwolicie mi umrzeć w spokoju. Przyglądam się, jak mój świat nieodwołalnie przemija. Pamiętam, jak parę lat temu Arnold Schwarzenegger wydał swoją autobiografię. Zaplanowałem duży tekst o tej książce do jednej z gazet. W redakcji powiedzieli jednak, że nic z tego. Ten temat nie interesuje już nikogo. Trudno było mi w to uwierzyć. Jakim cudem nikogo już nie obchodzi sam Arnold?

Buzuje we mnie wściekłość

Doskonale wiem, że już się nie zmienię. Pozostanę facetem starej daty (patrzcie jak czas pędzi, przecież mam dopiero 42 lata), ale moi synowie już takimi nie będą. Z pewnością znajdą inne wzorce męskości niż ja, z czego chyba wypada się cieszyć. Zastanawiam się, w jakiej formie dorosną. Jakimi będą mężczyznami i co zrobią z tym zwierzęciem w środku. Da się je uśpić? Oswoić? O to zapytałem moją feministkę.

Co z agresją? Faceci mają jej w sobie mnóstwo. Przynajmniej ja miałem, a całą moją młodość wypełniła kontrolowana przemoc.

Łukasz Orbitowski: W podstawówce biliśmy się bez przerwy, najchętniej pod kościołem Bożego Ciała w Krakowie (zwycięzca całował Pana Jezusa w stopy, dziękując za walkę), potem szukałem guza po knajpach, waliłem w worek bokserski i do tej pory świerzbi mnie ręka.

Zresztą, jeszcze niedawno z kolegami biliśmy się dla czystej zgrywy. Kończyło się na podbitym oku, rozkwaszonej wardze, złamanym palcu, połamanych żebrach i jednym tylko szyciu nogi niebezpiecznie blisko tętnicy udowej – po tym ostatnim wypadku wypadało wreszcie zmądrzeć i już się nie bijemy. Uprawiam sport i chodzę na długie spacery. Buzuje we mnie wściekłość. Istnieje sposób, bym stał się łagodny jak jagnię? Co z potrzebą przywództwa, przewodzenia stadu? Przecież bez tego nie wyobrażam sobie życia. Lubię myśleć o życiu jako o walce wszystkich ze wszystkimi. Być może przyjaźń jest tylko formą sojuszu. Uważam, że życie jest niewyobrażalnie trudne, co paradoksalnie cieszy. Każdy dzień postrzegam w kategorii wyzwania. Wszędzie dostrzegam pola bitew i fortece do zdobycia. Walczę, a jakże, nie w imieniu swoim, lecz innych. Pragnę, by moi najbliżsi (zwłaszcza dziewczyna) mieli dobre, satysfakcjonujące życia. Gołymi rękami rozrywałbym gardła wrogów dla tego jednego celu. Tymczasem to już jest niepotrzebne. Kobiety same potrafią walczyć o swoje i raczej nie potrzebują odbiorców. Jestem Conanem Barbarzyńcą w nowoczesnym świecie. Topór mogę sobie co najwyżej zutylizować.

Kim być?

Co z palącą potrzebą opieki? Uwielbiałem ustawiać życia innym. Przynajmniej kobietom. Może dlatego, że nie potrafiłem ustawić sobie własnego, żałosnego życia? Załatwiałem pracę, spłacałem długi, a nade wszystko kombinowałem, jakby tu takiej bądź innej ulżyć, coś zorganizować, wymyślić, aby było jeszcze lepiej. Łaknąłem bycia potrzebnym. I jeszcze wściekałem się, gdy komuś nie pasowała ta potrzebność! Dobroć pomyliła mi się z próżnością. Wtedy tego nie wiedziałem, ale teraz wiem. Szukam jakiejś drogi dla siebie. Wielu mężczyzn, tak jak ja, uwielbia się troszczyć. Z tym, że mało która kobieta już troski potrzebuje. I bardzo dobrze, tak swoją drogą.

Cieszę się, że świat zmienia się na lepsze, że staje się bardziej przyjazny dla kobiet, a przez to dla nas wszystkich. Tylko ja już się nie zmienię. Nie umiem, za stary jestem, poza tym nasze potrzeby nie należą do nas. Mogę je stłamsić. Nie mogę się ich wyprzeć. Nosi mnie i muszę dać upust swojej wściekłości. Chcę pokazywać innym drogę i walczyć w ich imieniu. Pragnę okazywać troskę. Świat tego już nie chce, na pewno nie potrzebuje. Zmiana na lepsze wyrzuca mnie poza nawias.
I co ja mam z tym zrobić?

 

Łukasz Orbitowski

Pisarz o wielkiej pracowitości i jeszcze większej wyobraźni. Zaczął pisać, żeby zaimponować koleżankom w liceum. Dziś ma w dorobku sześć powieści, w tym „Inna duszę”, nagrodzoną w 2015 roku Paszportem Polityki.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Avatar
    temple run Sierpień 19, 2019

    Thank you for your post information. I see the novelty in your text, I will share it for everyone to read. I look forward to reading many articles from you.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach