Thursday, June 24, 2021
Home / Ludzie  / List matki do rzekomych obrońców życia. Opamiętajcie się

List matki do rzekomych obrońców życia. Opamiętajcie się

Piszę to zalewając się łzami, licząc, że ktoś się w końcu opamięta.

przerwanie ciąży

Piszę to zalewając się łzami, licząc, że ktoś się w końcu opamięta / fot. Anthony Tran / Unsplash

Zanim nas to spotkało, myślałam, że takie rzeczy przydarzają się tylko ludziom w tanich serialach w telewizji, że to rzadkość, ewenement, patologia, odosobniony przypadek, szansa jedna na milion, że komu jak komu ale nam się nie zdarzy. Mieliśmy już dzieci, marzyliśmy o kolejnym, oboje byliśmy zdrowi, co więc mogło pójść nie tak? W 12 tygodniu ciąży, podczas rutynowego badania prenatalnego usłyszałam: „Przezierność karkowa płodu jest duża. Za duża. Prawdopodobieństwo choroby genetycznej jest wielkie. Do tego ten pani wiek. Mam obowiązek poinformować panią, że jeśli moje podejrzenie się potwierdzi, będzie pani mogła, w świetle polskiego prawa, przerwać tę ciążę.” Najpierw chciałam się z nim kłócić, kwestionować, w końcu krzyczeć, jak on śmiał mi tu o wieku i prawie coś mówić? W końcu półprzytomna poprosiłam jedynie, by nie mówił o nim „płód”. To jest przecież dziecko

 

Zaczęła się nerwowa karuzela badań, gorączkowe szukanie zaprzeczenia tej diagnozy, kolejne coraz bardziej szczegółowe badania USG. Na jednym z nich lekarka wyposażona w niezwykle czuły aparat, badając mnie poprosiła o ciszę. Słyszałam bicie serca mojego męża. Mdlałam ze strachu i tłumiłam płacz, żeby nie trząść się i nie zakłócić badania. Gdy skończyła, zaczęła wymieniać: rozszczep twarzy, rozszczep podniebienia, wada przedsionków i komory serca, wada układu nerwowego, nierozwinięta półkola mózgowa, nieprawidłowy pęcherz, nieprawidłowy żołądek, przepuklina całkowita, co oznacza jelita poza ustrojem, sześć palców u dłoni, brak oczu. „To mi wygląda jak Patau. Trisomia trzynasta. Najgorsza chyba z trzech, które wymienia ustawa, możecie tę ciążę przerwać. Ja jednak nie mogę wam tego radzić ani odradzać.”

 

Płakaliśmy dobę bez przerwy, pytając siebie i Boga, dlaczego my, albo – skoro już spotkała nas choroba – czemu to nie mogła być jakakolwiek inna wada, choroba serca albo coś? Wtedy dziecko mogłoby żyć. Z Patau nie miało szans. Potem była jeszcze wizyta trzecia, czwarta i dziesiąta, konsultacje z genetykiem, test PAPPA, w końcu wykonywana bez znieczulenia grubą i długą igłą biopsja kosmówki, a po niej ostateczny wynik, bez cienia wątpliwości.

Wasze dziecko ma nieuleczalną i letalną chorobę genetyczną, wadę trzynastej pary chromosomów. To chłopiec. Możecie spróbować go urodzić, ale dla pani oznacza to w najlepszym wypadku – ryzyko poronienia w wysokiej ciąży, wielowodzie lub zapalenie wewnątrzmaciczne, w najgorszym –konieczność usunięcia obumarłego płodu razem z macicą i bezpłodność. Częste są też choroby układu wydalniczego, wątroby i serca. Jeśli będzie pani pod kontrolą lekarza, pani śmieć jest mniej prawdopodobna, ale to także może się zdarzyć, więc mam obowiązek uprzedzić.

 

Co byście wtedy zrobili, drodzy rzekomi obrońcy życia? Jak byście postąpili wiedząc, że Wasze wymarzone dziecko albo nie dożyje porodu, albo umrze kilka minut lub maksymalnie kilka godzin po porodzie w strasznych mękach? Czy na pewno wiecie, jak byście myśleli, gdybyście to Wy musieli zdecydować o życiu swojego dziecka i losie całej swojej rodziny? Ryzykowalibyście zdrowie i życie młodej kobiety, matki maleńkich dzieci, które czekają na nią w domu? Albo czy jako kobiety, ryzykowałybyście, że już nigdy nie będziecie mogły być w ciąży i dać komuś nowego życia? Ja nie znałam odpowiedzi na te pytania, dopóki nie przyszło mi ich sobie zadać. I wiem, że jedyne za co byłam wtedy wdzięczna losowi, to za to, że trafiłam na lekarzy, którzy nie podpisali klauzuli sumienia, którzy rzetelnie informowali mnie o moich prawach i że mimo wszystko, mieliśmy z mężem wybór. To była najtrudniejsza decyzja w naszym życiu. Będziemy z nią żyć i umierać. Ale tuląc dziś w ramionach dziecko, która przyszło na świat półtora roku później, wiemy że postąpiliśmy słusznie.

 

Dziś ze łzami w oczach, wściekła, że w ogóle muszę to komukolwiek tłumaczyć, przerażona obserwuję jak po raz kolejny próbuje się odebrać prawo do decydowania o sobie rodzicom, którzy podobnie jak my dwa lata temu, usłyszą kiedyś diagnozę brzmiącą jak wyrok. Choroba genetyczna. Coś poszło nie tak. Przegraliście w loterii genowej. Takich jak wy jest w Polsce kilka tysięcy rocznie. To nie są odosobnione przypadki. To nie dzieje się tylko w telewizji. To może zdarzyć się każdemu.

 

*
Podczas tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w samym centrum miasta swoje stoisko rozłożyli rzekomi obrońcy życia. Piszę rzekomi bo bynajmniej nie chodzi im o życie kobiet, prawda? W biały dzień wystawili na widok publiczny ogromne plakaty z pokiereszowanymi i zakrwawionymi płodami. Przechodnie odwracali wzrok, a ja nie wiedziałam jak wytłumaczyć czterolatkowi to, co chcąc nie chcąc zobaczył. Tymczasem rzekomi obrońcy życia przez megafon w najlepsze szerzyli dezinformacje o polskim prawie aborcyjnym i okolicznościach ewentualnych aborcji dokonywanych w związku z chorobami płodów. Bo jak inaczej, jeśli nie dezinformacją, a w zasadzie bezczelnym kłamstwem, nazwać to co mówili? A mówili że badania prenatalne się mylą, że procedury są niedopełniane, że rodziny po byle pretekstem usuwają ciąże bo „nie podoba im się fakt, że ich dziecko ma drobne wady”. Drobne wady! Dobry Boże. Miałam ochotę rzucić się na tych ludzi z pazurami. Powstrzymało mnie dobre wychowanie i obecność dzieci. Pozwolą jednak Państwo, że tutaj odniosę się do tych bredni.

 

Badania prenatalne to nie jedno USG wykonane słabym sprzętem, po którym od razu kobieta biegnie na skrobankę. Badania prenatalne to szereg następujących po sobie badań czułym aparatem USG, jak i test PAPPA z krwi matki. Nigdy też samo badanie prenatalne nie jest podstawą do terminacji ciąży. Aby wykonać taki zabieg, konieczny jest potwierdzający ciężką chorobę płodu wynik badania inwazyjnego, tj. albo biopsji kosmówki (przed 15 tygodniem ciąży) albo amniopunkcji (po 15 tygodniu ciąży). Niezbędna jest też niezależna opinia specjalisty genetyka. Następnie kobieta musi złożyć w szpitalu podanie o terminację ciąży. Wówczas zbiera się komisja lekarzy, którzy wydają decyzję. W komisji tej nie może znaleźć się lekarz, który wykonywał powyższe badania. Procedury są więc nie tylko respektowane, ale są także długotrwałe, bolesne i okrutne. Wszystko ciągnie się tygodniami, ocierając się czasem o 21 tydzień ciąży, do kiedy to, w świetle obowiązującej obecnie ustawy, zabieg jest w ogóle możliwy. Ból i stres związany z samym zabiegiem – pominę milczeniem. Wierzcie mi, drodzy rzekomi obrończy życia, że nikt nie serwuje sobie takiego koszmaru ze względu na „drobne wady”. Dodam tylko, że legalny zabieg terminacji – który tak krwawo pragnęliście zobrazować, jest najbardziej humanitarnym sposobem przerywania ciąży. Nie ma tu mowy o cierpieniu ani pourywanych kończynach nienarodzonych dzieci, którymi próbujecie zmanipulować opinię publiczną.

 

*
Nie ma dnia żebym o Nim nie myślała, nie ma miesiąca żebym nie odwiedzała Go na cmentarzu. Nie ma słów, które opisałyby, jak bardzo chciałabym nie musieć podejmować wtedy tej decyzji. Ale nie wyobrażam sobie, że odebrano by mi prawo decydowania o swoim zdrowiu i życiu.
Piszę to zalewając się łzami, licząc, że ktoś się w końcu opamięta. Że ktoś wycofa ustawę zaostrzającą prawo aborcyjne, albo że ktoś inny zagłosuje przeciw, lub chociaż ktoś jeszcze wyżej – jej po prostu nie podpisze (prawda, panie Prezydencie?). Nie dlatego, że jestem za aborcją, ale dlatego, że chcę bronić życia i wolności kobiet oraz ich przyszłych dzieci.

 

Kobieta

PS.
Z przykrością nie podpisuję się pod tym listem moim nazwiskiem. Robię to na prośbę mojej rodziny, a także ze względu na mojego męża i dzieci. Kilkakrotnie boleśnie przekonałam się już, że żyjemy w dziwacznych czasach, i nie mało jest ludzi, którzy pewnie uważają nas za morderców. Inni z kolei, choć współczują i decyzję popierają, twierdzą, że nie wypada o tym mówić. Być może. Kiedy jednak rzekomi obrońcy życia wykrzykują kłamstwa i zyskują posłuch, nie mogę milczeć. Wy też nie możecie. Protestujmy.

 

 

Oceń artykuł
4 komentarze
  • Avatar
    Mateusz Krzysiek 16 kwietnia, 2020

    To tylko jeden punkt widzenia. Ja mam zupełnie przeciwny i piszę to jako ojciec dziecka z zespołem Patau. Nie oddałbym ani minuty z 46 dni kiedy Kinia była z nami. W odróżnieniu od tej Pani, jeśli istnieje, podpisuję się imieniem i nazwiskiem.

    • Avatar
      Jakub 16 kwietnia, 2020

      Szkoda ze pański punkt widzenia nie bierze pod uwagę zagrożenia Zycia matki. Ze dla Pana istotna jest tylko przyjemność posiadania przez czas x dziecka. Cóż za samolubna postawa połączona z brakiem empati. Czy zaryzykował by Pan swoje życie?

      • Avatar
        Mateusz Krzysiek 17 kwietnia, 2020

        Tak dla ustalenia, zanim zabiorę się za komentowanie Pańskiej wypowiedzi. To był poważny komentarz czy tylko taka „zabawna” zaczepka na poprawę Pańskiego humoru ?

  • Avatar
    Wiesława 16 kwietnia, 2020

    Ja przez 33 dni po porodzie siedziałam przy moim synku. Nie miał połowy serca. Wszyscy walczylismy o jego życie. Przegraliśmy z brakiem zachowania sterylności przez personel medyczny. ?
    Pochowaliśmy go jak człowieka, bo nim był.
    To nasz syn, nasze dziecko a my jesteśmy jego rodzicami i opiekunami a nie…… ?‍♀️
    dopowiedzcie sobie sami, bo mi przez gardło nie przechodzi.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach