Monday, November 23, 2020
Home / Akcje Miasta Kobiet  / List Kingi do K.: Zapomniałeś, że dorośli mają swój dorosły świat, gdzie każda zabawa ma swoje konsekwencje

List Kingi do K.: Zapomniałeś, że dorośli mają swój dorosły świat, gdzie każda zabawa ma swoje konsekwencje

Ty też wyglądasz wyjątkowo, mówią nawet, że przyszedłeś w koronie, tylko dałeś ją komuś do ręki, krzycząc „piłka parzy!”

list do k

List do k. / fot. kaboompics

W każdy wtorek czerwca publikujemy fragment zwycięskiej pracy w konkursie Listy do k. Wszystkie 16 autentycznych herstorii z czasów pandemii będziesz mogła przeczytać w e-booku, który ukaże pod koniec miesiąca. Aby pobrać e-book „Listy do k.” – kliknij w baner na końcu tekstu

 

List do k. Kingi Szeląg – laureatki II. miejsca

Wspina się na paluszkach, żeby dostać coś z półki. Coś na chybił-trafił, bo jest jeszcze mała 
i wszystko robi namacalnie. Spada etui na termometr. Puste. Na dywanie leżą już inne rzeczy: klocki, kawałek wafla, resztki papierowej rakiety, spalonej w atmosferze złości, śliniak, pielucha, czapka. To wszystko po mojej lewej stronie. Na prawo zerkam w przelocie i więcej nie chcę patrzeć. Podobno robisz równie udany bałagan. Od leżącej w trawie maseczki, wyrzuconej rękawiczki aż po pandemiczny strach i wielokrotną śmierć.

Ubrałam jej ładną sukienkę, kolorową, w kwiaty. Ty też wyglądasz wyjątkowo, mówią nawet, że przyszedłeś w koronie, tylko dałeś ją komuś do ręki, krzycząc „piłka parzy!”. I ten ktoś odrzucił komuś, kto podał dalej i korona wciąż przemiesza się po różnych częściach świata. Zapomniałeś, że tak mogą się bawić tylko dzieci, że dorośli mają swój dorosły świat i w tym dorosłym świecie każda zabawa ma swoje konsekwencje.

Od soboty tarła oko, bolało ją, w nocy budziła się z płaczem. Widziałam nawet taką małą czarną kropeczkę na tęczówce. Ale nie chciała się ruszyć, ta kropka, mimo że zalewałam ją solą fizjologiczną. Obdzwoniłam różne placówki. W przychodni umówili mnie na konsultację telefoniczną z pediatrą. Zadzwoniłam do okulisty, sekretarka powiedziała, że może by i przyjął, ale nic nie zrobi, bo to jest dziecko. Kręci się. Nie przestanie się ruszać, a trzeba być nieruchomo. Niech pani jedzie do szpitala. Pojechaliśmy. W jednym nam powiedzieli, że przyjmą z wszystkim, tylko nie z okiem. W drugim, że nie mają okulistyki. W trzecim przyjęli.

Ty za to byłeś już wszędzie, na drzwiach, w przebraniach, w szpitalnej pantomimie tak podobnej do policyjnych gestów. Twoje imię, jak tajemne hasło, otwierało i zamykało wszystkie drzwi.

Okazało się, że z dziecięcej huśtawki złuszczył się metaliczny naskórek i wpadł do prawego oka. Czy zgadzam się na przyjęcie do szpitala? Zgadzam się. Zanim jednak to przyjęcie, czekałyśmy półtorej godziny – mała zdążyła wylizać z krzesła deserek, kiedy podnosiłam zdeptaną kartę przyjęcia. A jak już nas przyjęto, trzeba było się szybko zdecydować, co najpierw odłożyć – tę kartę, bluzę, chusteczki, kurteczkę, torbę czy dziecko, zdezynfekować ręce, a potem wziąć na nowo wszystko do ręki z dzieckiem włącznie. Badanie wykazało obecność ciała obcego na godzinie czwartej. Powędrowałyśmy na oddział, pytania, inne nazwisko, akt urodzenia, jak panią w ogóle przyjęto z innym nazwiskiem, alergie, podpisać tu i tu, kiedy jadła, to za sześć godzin, o 21 będzie zabieg. Proszę do sali, dziecko śpi w łóżku, mama śpi na kozetce, nie wychodzić, czekać.

Sala była duża, a z uwagi na sam-wiesz-co – cała dla nas. Przez szybę można było zajrzeć do innych, podczas naszego przyjęcia – pustych. Na ścianach ciuchcie niebiesko-szare, dwa łóżka, ale trzy kozetki, więc trzyosobowa. Czekałyśmy, chodziłyśmy tam i z powrotem, zaglądałyśmy do szafek, mała wspinała się to na jedno, to na drugie łóżko raz po raz. Towarzyszył mi taki lekki zgrzyt, no bo to jednak nie nasze albo nasze, ale na chwilę, wypożyczone, ale za jaką cenę i ile ta chwila będzie trwać? Podczas gdy tak błądziłam wzrokiem po wszystkim, zawołano nas do pani anestezjolog. Kolejne pytania. I odpowiedzi. Ja nie rozumiem, od kiedy dzieci w domu, cały czas coś się dzieje. Szkoła lepiej pilnuje niż rodzice. Czemu rodzice nie pilnują dzieci? Cały czas coś. Ile on waży? To dziewczynka. 10 i trochę. Stajemy na wagę, 10,8 kg. Choroby. Poród. Proszę przeczytać o znieczuleniu ogólnym i podpisać tu i tu i tu i jeszcze tu, jeśli wyraża pani zgodę. Kiedy jadła ostatni raz? To może zrobimy koło ósmej. Ale tu nic nie wiadomo. To wszystko. Wróciłyśmy więc do sali i czekałyśmy dalej. Mała zasnęła. Za pięć minut przyszła pielęgniarka. Proszę obudzić. Proszę do gabinetu. Zakładają jej wenflon, pobierają krew. Badają oko. Płacz. Krzyk. Od kiedy to? Widać, że stare. Będzie co czyścić. Proszę do sali. Wracamy. Czekamy dalej.

Przynoszą szpitalną piżamkę. Przebieram w nią malutką. Podłączają kroplówkę. Podają syropek, który ma ją zamroczyć, coś jak głupi jaś. Odleciała? Już nie płacze na mój widok, to odleciała.

Pielęgniarka zabiera ją przed ósmą na zabieg. Idę się umyć, jem pół bułki i pół czekolady. Dzwonię do swojej mamy. Dzwonię do ojca dziecka. W końcu przychodzi pani doktor. Usunęła trzy ciała obce. Za jakiś czas przywożą małą. Śpi na lewym boku. Prawe zaklejone. Połowa twarzy w jodynie. Pani anestezjolog przenosi ją na łóżko. Była spokojna, troszkę popłakała, ale dała sobie wszystko zrobić. Proszę obserwować, po dwóch godzinach dać trochę wody, a jak będzie chciała, to pierś. Chciała, obudziła się i przywarła do piersi, zasnęła. Spała niespokojnie w swoim wielkim łóżku, które pomieściłoby nas obie, zrywając opatrunek.

Nazajutrz okazało się, że uszkodziła oko. Erozja, ubytek nabłonka, silny ból. Dajcie mu znieczulenie. To dziewczynka. Ach wie pani, dla nas dzieci nie mają płci. Znieczulili jej oko, założyli rozpórkę i soczewkę. Trzęsła się za każdym razem, kiedy później otwierały się drzwi do naszej sali, tak bardzo było to dla niej traumatyczne doświadczenie.

[…]

Jesteś ciekawa dalszego ciągu? Kliknij w baner!

baner listy do k

Premiera e-booka. w czerwcu. Kliknij w baner!

Oceń artykuł
2 komentarze

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach