Tuesday, June 15, 2021
Home / Felietony  / Agata Dutkowska  / W kobiecych zespołach moc

W kobiecych zespołach moc

Gdybym została poproszona o jedną, jedyną złotą radę dotyczącą zakładania i rozwijania własnego biznesu, powiedziałabym: jak najszybciej załóż własny zespół.

Na zdjęciu Agata Dutkowska / fot.

Gdybym została poproszona o jedną, jedyną złotą radę dotyczącą zakładania i rozwijania własnego biznesu, szczególnie gdyby osoba pytająca była kobietą, powiedziałabym: jak najszybciej załóż własny zespół. I nie mam tu na myśli ani zespołu pracowników, ani zespołu muzycznego, chociaż wizja kobiet masowo zakładających zespoły rockowe lub składy hiphopowe bardzo przemawia do mojej wyobraźni!

Na zdjęciu Agata Dutkowska / fot.

Na zdjęciu Agata Dutkowska / fot. Magdalena Trebert; www.trebert.pl

Chodzi o małą, kilkuosobową grupę wsparcia, dla uproszczenia nazywaną zespołem albo kompletem, kółkiem albo kręgiem, albo dream teamem, albo grupą mastermindową. Trudno znaleźć jedną, dobrą nazwę na to zjawisko, dlatego uczestniczki mogą same zadecydować, jak będą o sobie mówiły. W każdym razie chodzi o grupę o stałym składzie, złożoną z osób prowadzących własne biznesy, spotykającą się regularnie i mającą konkretną, ustaloną z góry intencję – wzajemne wsparcie, inspirację i rozwój. Grupa taka może być nawet duetem jak Roxette albo kwintetem jak Jacksons Five, ale zaleca się, aby nie liczyła więcej niż siedem osób.
Na początku kariery John Lennon usłyszał od swojej ciotki Mimi, która zajmowała się jego wychowaniem, że „nawet dobrze mu idzie gra na gitarze, ale na pewno z tego nie wyżyje”. Tak samo większość kobiet, stawiających swoje pierwsze czy nawet drugie kroki w biznesie, musi się zmierzyć z brakiem wsparcia i zrozumienia ze strony otoczenia. To zupełnie naturalne, że nasze teściowe, nasi partnerzy, nasze najlepsze przyjaciółki, nawet mając dobre intencje, potrafią subtelnie podciąć nam skrzydła.
Co innego grupa osób mająca podobny cel i podobne doświadczenia. Może się składać z osób z różnych branż. Spotykać się mogą właścicielka szkoły językowej, początkująca projektantka mody, fotografka rodzinna, doradca finansowy i przewodniczka miejska. Taka grupa potrafi być najlepszym źródłem motywacji. Działa jak katalizator. Dodaje odwagi. Pozwala przetestować różne pomysły. Dzięki temu, że regularnie konsultujemy nasze kolejne kroki, zyskujemy poczucie rytmu, regularności i o wiele łatwiej znosimy nieuniknione wahania nastroju i biznesowe sinusoidy. W najlepszym wypadku grupa taka uskrzydla i dodaje sił. Możemy korzystać z mocy kolektywnej inteligencji, przeprowadzać burze mózgów, uczyć się od siebie nawzajem. Jedna osoba zna się na promocji w social mediach, inna może się podzielić doświadczeniem z zakresu przemówień publicznych. W grupie rodzą się pomysły, na które nie wpadłybyśmy same. To oczywiście optymistyczny scenariusz. A czy istnieją jakieś zagrożenia? Czy taki eksperyment może się nie udać i stać kolejnym źródłem frustracji? Jak się przed tym uchronić? I wreszcie – skoro to taki świetny pomysł, to dlaczego nie wszyscy tak robią?
W naszej kulturze nie mamy niestety rozwiniętego ducha współpracy. Biznesy zakładają ambitne Zosie Samosie. W szkole nikt nie uczył nas, jak przeprowadzać burze mózgu czy też moderować procesy grupowe. Ani jak korzystać z kolektywnej inteligencji w konstruktywny sposób. Osobom, które mają doświadczenia warsztatowe czy też coachingowe, na pewno będzie łatwiej odnaleźć się w formule zespołu. Jednym z największych niebezpieczeństw takich spotkań jest to, że zamienią się one w pogaduszki przy kawie lub winie – przyjemne, ale mało konstruktywne. Uczestniczki zaczną powoli czuć, że za mało zyskują, i zaczną się wycofywać. To niestety częsty scenariusz. Można się przed nim uchronić, wprowadzając od samego początku nieco struktury. Oczywiście, zbyt sztywna struktura zabija ducha kreatywności, który jest tutaj bardzo ważny. Warto się jednak na samym wstępie umówić na zbiór zasad, a następnie trzymać się ich. Bardzo pomocne jest zaopatrzenie się w… klepsydry i dzwoneczki. W zależności od wielkości grupy na starcie każdej osobie można dać pięć minut na krótki raport, co u niej słychać, i na scharakteryzowanie, nad czym chce aktualnie pracować. Po pięciu minutach osoba, która pełni rolę „strażniczki czasu”, dzwoni dzwoneczkiem i jest to sygnał dla kolejnej osoby. Po takiej wstępnej rundzie możemy przeznaczyć 10 lub 15 minut na intensywną burzę mózgu na rzecz każdej osoby. Dziesięć minut to bardzo dużo, jeśli skupiamy się tylko na rozwiązaniach i generowaniu pomysłów, albo bardzo mało, jeśli zużywamy czas na narzekanie, przytaczanie opowieści o naszej ciotce Mimi z Londynu lub szukanie dziury w całym. Na koniec można znowu przeprowadzić rundkę, w której każdy mówi, co wynosi ze spotkania. I znowu jednakowe, krótkie odcinki czasu – np. tylko minuta na wypowiedź – działają cuda. Warto się tego trzymać, bo opowieści kobiet bardzo szybko potrafią się zamienić w historie z 1001 nocy.

Scenariusze spotkań zespołowych i instrukcje, jak przeprowadzić burzę mózgów, można znaleźć na stronie: www.latajacaszkola.pl/zespoly

Agata Dutkowska

Agata Dutkowska – artystka, socjolożka, trenerka, przez kobiety nazywana matką założycielką, bo założyła Latającą Szkołę, która pomaga kobietom zarabiać na tym, co kochają. Od niedawna matka – w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Felieton pochodzi z czasopisma „Miasto Kobiet”. Zobacz, gdzie możesz dostać magazyn drukowany [DYSTRYBUCJA MK]

Felieton pochodzi z najnowszego numeru Miasta Kobiet

Felieton pochodzi z najnowszego numeru Miasta Kobiet

Artystka, socjolożka, trenerka, przez kobiety nazywana matką założycielką, bo założyła Latającą Szkołę, która pomaga kobietom zarabiać na tym, co kochają.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach