Monday, August 10, 2026
Home / Felietony  / Karolina Macios  / Książka czy telewizor?

Książka czy telewizor?

Starsza, cięższa (o mądrość życiową, rzecz jasna) i (tym samym) mądrzejsza bez wahania wybieram właściwą odpowiedź. Telewizor oczywiście.

Starsza, cięższa (o mądrość życiową, rzecz jasna) i (tym samym) mądrzejsza bez wahania wybieram właściwą odpowiedź. Telewizor oczywiście.

macios

W kwiecie wieku, kiedym jeszcze nie nosiła okularów, kładłam się spać grubo po dwudziestej drugiej i nie wiedziałam, co to atak podagry, roiłam sobie wiele rzeczy. Mrzonki i fantazje są wszak nieodłącznymi towarzyszkami młodości. To były czasy, kiedy książki służyły do czytania, pożyczania, kupowania, wymieniania się, rozmawiania o literaturze, nawiązywania kontaktów towarzyskich, ustawiania, a potem upychania na półkach, regałach, pod ścianami, pod stołem, za łóżkiem. Świat jednakże się zmienia, choć niektóre jego elementy trwają w stabilnym stanie zawieszenia. Póki co dalej nie wiem, co to atak podagry, zdarza mi się czytać książki, podobnie jak pisać, przepisywać, poprawiać, nabywać, wpychać na półki, wrzucać na czytnik i rozmawiać o nich. Ale jakim kosztem…

Nie bójmy się prawdy – książki zniszczyły mi życie. Gdyby nie one, niechybnie wybrałabym inne studia, dzięki którym przebierałabym w ofertach pracy i byłabym teraz website content creatorem. Poznałabym mężczyznę, który przebierałby w tychże ofertach i byłby teraz directorem managerem albo przynajmniej senior account managerem w branży IT. Zarabiałabym znacznie lepiej i znacznie mniej wydawałabym na książki dla siebie i potomka. Nie musiałabym nosić okularów, nie zacinałabym się notorycznie kartkami. Stać by mnie było na większe mieszkanie, a jeśli nawet nie, to obecne, pozbawione półek na książki, wyglądałoby na znacznie większe, niż jest w rzeczywistości. Alergolożka mojego potomka nie krzywiłaby się na kurz gromadzący się na książkach, a sam potomek zamiast marudzić: „poczytaj mi, mamo”, usiadłby przed telewizorem i spokój byłby wreszcie. A tak w tramwaju zawsze zamiera w ekstatycznym bezruchu przed ekranem telewizji M. Nie czytając, nie natrafiałabym czasem na naprawdę dobre książki od których oderwać się nie sposób, co z pewnością korzystnie wpłynęłoby na moje relacje z potomkiem oraz mężczyzną, który nie jest directorem managerem ani senior account managerembranżyIT.
Gdyby jeszcze w erze e-booków kupowanie książek nie było tak łatwe… A tak, wystarczy impuls, zachcianka i dostęp do sieci, i choć półka wcale się nie ugina, okładka nie kurzy, kartki nie tną palców, to szybki przelew osłabia konto (–).

CZYTAJ TAKŻE:  Karolina Macios: Oczyszczacz a gaz bojowy

Gdybym zamiast książek kupowała tyle samo telewizorów, oznaczałoby to, że po pierwsze stać mnie na to (+), po drugie mam tak duże mieszkanie, że się w nim mieszczą (ogromny +). Ale na co mi tyle telewizorów? No właśnie, nie kupowałabym ich na pęczki, zatem zaoszczędziłabym (+), miałabym mniejsze wymagania co do literatury (potężny +), bardziej orientowałabym się w świecie newsów (+), miałabym o czym rozmawiać z nieznajomymi (+), ergo miałabym więcej znajomych (+). Że już nie wspomnę o potencjalnych przeprowadzkach – łatwiej jest przenieść plazmę niźli tonę książek.
Same widzicie, plus plusem pogania. Jeśli więc jeszcze się zastanawiacie, czy raczej z książką w fotelu, czy w fotelu przed telewizorem – uwierzcie mi: wybór jest prosty.

Karolina Macios 

Renata Przemyk na głównąfelieton pochodzi z numeru jubileuszowego Miasta Kobiet

Kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłużać dobę i zachowywać przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści, ghostwiterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ