Home / Styl życia  / DOM  / Koszmar wigilijnej nocy

Koszmar wigilijnej nocy

Jakie są wasze świąteczne koszmary?

Przekładam to z dnia na dzień. Coroczny efekt uboczny świąt – prezenty. Jak sobie pomyślę o tych niekończących się kolejkach i godzinach spędzonych w centrum handlowym… żyć się odechciewa. Potem nastanie błoga wigilijna noc, z której wybudzą mnie ukochane ciocie „od święta”. O niczym człowiek tak nie marzy jak o oślimaczonych policzkach. Jak do tego dorzucisz „O wreszcie świetnie wyglądasz. Przytyłaś?” i nieocenione „Masz już kogoś” to mamy idealny zestaw pod choinkę. A jakie są wasze świąteczne koszmary?

Prezenty, prezenty, prezenty / fot. flicr

Przez cały rok czekam na wigilię i Boże Narodzenie. Nie tylko dlatego, że jestem osobą wierzącą. Uwielbiam świąteczną atmosferę i wszystkie wartości, jakie niesie ze sobą ten czas. A raczej powinien, bo szczerze powiedziawszy już początkiem grudnia mam go serdecznie dość. Dokładnie 4 listopada wszystkie szyldy sklepowe atakują: MIKOŁAJ, CHOINKA, PREZENTY! Zaczynam się zastanawiać, czego tak wyczekiwałam? Jakoś 19 grudnia mam ochotę schować się pod kołdrę i nie wychodzić aż do sylwestra.

Zmordowana po całotygodniowym maratonie z prezentami jadę do rodziny. Nigdzie człowiek nie wypocznie lepiej niż w domowym zaciszu. Nic bardziej mylnego. Tu dopiero zaczyna się reżim. Spanikowana mama lata wte i we wte po domu. Do świąt kilka dni a tu wszystko w proszku. Wszędzie „syf i malaria”. Trzeba pościerać kurze, odkurzyć, umyć okna, poskładać pranie, poprasować. O kuchni to już nawet nie wspomnę. Tata utknął gdzieś z karpiem i choinką. Jednym słowem panika, którą muszę jak najszybciej opanować.

Mamo, popatrz jak ładnie sprzątam / fot. flickr

Mamo, popatrz jak ładnie sprzątam / fot. flickr

Po wypełnieniu całej listy bez, której święta by się nie odbyły, mogę być z siebie dumna. Uchroniłam świat przed III wojną światową i wreszcie zajmę się tym, za co kocham święta. Razem z moimi ukochanymi siostrzyczkami, wypatruję pierwszej gwiazdki.Tarzamy się w śniegu, śpiewamy kolędy, śmiejemy się. Tylko mama ciągle jakaś podenerwowana. Woła nas na kolację: „jak zwykle musimy jeść wieczerzę w nocy”. Tata jak opętany, szuka swojego ulubionego wydania Pisma Świętego, bo przecież użycie jednego z trzech innych to byłby grzech.

Moje dzieło / fot. flickr

Moje dzieło / fot. flickr

Nagle napięcie pęka. Na środku pokoju stoi ubrana przeze mnie choinka. Wszyscy przyglądają się teraz temu dziwolągowi. Drzewko, poobrzucałam z fantazją łańcuchami tak, że każdy kolor się ze sobą gryzie. Oczy mamy wędrują w stronę bombek, które pozawieszane na końcach gałązek, zaraz spadną. Zagadka cukierków, których było 100, a teraz jest o połowę mniej, również została rozwiązana. Do tego dochodzą igły, walające się po świeżo umytej podłodze. Widok tego drzewka, uświadamia wszystkim, że Boże Narodzenie z taką choinką, nie może już być perfekcyjne. Mogliśmy się wreszcie zacząć cieszyć świętami, które pewnie nie są idealne, ale są w 100 procentach nasze.

Klaudia Oleksińska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach