Home / Rozwój  / Psychologia  / Justyna Kokoszenko: Wystarczająco dobre ciało

Justyna Kokoszenko: Wystarczająco dobre ciało

Czy bodypositive naprawdę istnieje? Udowadniają m.in.: Barbara Kurdej-Szatan, Lara Gessler i Julia Kamińska

Connie Sobczak i Elizabeth Scott (druga i czwarta od lewej) – Amerykanki, które w 1996 roku powołały do życia ruch The Body Positive

Smukłe, wysokie, wiotkie i nieskazitelne. Mniej więcej takie są modelki na billboardach, w prasie, aktorki w serialach i prezenterki telewizyjne. Sposób, w jaki media wpływają na naszą samoocenę jest znany od dawna. Potrafią wytworzyć upragniony, choć nierealny, ideał, do którego dążą masy

Connie Sobczak i Elizabeth Scott (druga i czwarta od lewej) – Amerykanki, które w 1996 roku powołały do życia ruch The Body Positive/fot. Blink Studios, Marin

Popularność serwisów społecznościowych tylko pogarsza sprawę. Widzimy show, wycinek rzeczywistości, najlepsze momenty z życia naszych znajomych lub nieznajomych, ale zwykłych ludzi. To rodzi frustrację i poczucie, że praca z hamaka na Bali jest osiągalna i możliwa dla 99 proc. ludzkości, że przy dwójce dzieci jest czas na fitness, zielone szejki, wybielenie zębów i złapanie letniej opalenizny. Z jakiegoś powodu nasze mózgi wolą przyswoić te obrazki jako rzeczywistość, zamykają się na to, co w realu. A świat dookoła wygląda przecież całkiem inaczej. Czemu jest nam tak trudno to dostrzec?

Basia Kurdej-Szatan / fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Body positive

Ma więcej odsłon niż feminizm fal. Mówi się, że ruch powstał w 1996 roku za sprawą Elizabeth Scott i Connie Sobczak. Producentka wideo, która chorowała na zaburzenia odżywiania i psychoterapeutka, która specjalizowała się w pracy z tymi zaburzeniami postanowiły przekonać świat, że warto kochać siebie, niezależnie od tego, jak się wygląda. Tylko czy ktokolwiek słyszał o tym ruchu 20 lat temu? Dziś też ciężko wskazać jedną osobę czy inicjatywę, która stałaby za promowaniem „siękochania” (selflove) niezależnie od tego, w jakim ciele żyjemy, a ciałopozytywność ma tyle interpretacji, ile jest kobiet.

Pin Up Candy/ fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Naga prawda

W 2016 rolu zrobiło się głośno, kiedy piosenkarka Alicia Keys pojawiła się na uroczystej gali MTV Video Music Awards bez makijażu. Jak skomentowała to później, miała dość presji bycia wiecznie seksowną, zrobioną i piękną. Przymus, by zawsze prezentować się nienagannie, bo ktoś może chcieć zrobić sobie z nią zdjęcie i zamieścić je w sieci, a wtedy cały świat się dowie, że nie jest taka, jak na galach i teledyskach, okazał się nie do zniesienia. „Zaczęłam czuć, że taka, jaka jestem naturalnie, jestem niewystarczająco dobra dla świata” – komentowała gwiazda. Zresztą nie tylko ona okazała się orędowniczką twarzy bez makijażu, social media obiegły tysiące zdjęć z podpisem „I woke up like this”, który miał być hołdem dla naturalności, podobnie jak hasztagi #nofilter, które miały świadczyć o tym, że zdjęcie nie zostało wyretuszowane. Co z tego, skoro, nie bez racji, uczestniczkom zabawy, jak i samej Alici Keys zarzucano, że pięknie bez makijażu wyglądają tylko kobiety o nieskazitelnej cerze, młode, bez problemów skórnych. Czy te idealnie wyglądające dziewczyny są pociechą dla reszty świata, która dotychczas miała nadzieję, że bez robienia tego wszystkiego dookoła wszystkie wyglądamy podobnie? Zresztą, wiele z tych zdjęć okazywało się fałszem. Niektóre dziewczyny miały na sobie dyskretny makijaż lub podkład albo rozjaśniały zdjęcia, żeby poprawić swój wygląd, choć faktycznie nie retuszowały ich w klasycznym rozumieniu tego znaczenia.

Kasia Dziurska/ fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Dziewczyny z fałdkami

Serialowe „Dziewczyny” zrobiły całkiem sporo dla promowania różnorodnych wzorców, jeśli chodzi o ciało. Są niedoskonałe, są różne, a pomysłodawczyni serialu Lena Dunham znana jest z akceptacji dla własnego ciała, które nijak w kanonach piękna się nie mieści. Dunham nie należy ani do szczupłych, ani do długonogich. Jest blada, ma kiepskie tatuaże i kilka kilo nadwagi, które chętnie eksponuje w kusych lub prześwitujących strojach. Również jej serialowa koleżanka, Jemima Kirke, czuje się bardzo swobodnie ze swoją fizycznością. Owłosione pachy, brzuchy, którym daleko do jędrności, czy piersi, które w niczym nie przypominają biustów z rozkładówki „Playboya”, spodobały się bieliźnianej marce Lonely, która zaprosiła dziewczyny do promowania swoich produktów w ciałopozytywnej kampanii. W seksownej bieliźnie pozują dziewczyny o różnych kształtach, zabarwieniu skóry, stylu czy figurze. Idea, choć szczytna, bywa, że budzi przerażenie zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Ruchowi body positive zarzuca się, że promuje otyłość, zaniedbanie, flejowatość i obnoszenie się z niedoskonałościami, a niechęć do pracy nad sobą zasłania się metką ciałopozytywności.

Yimi Audu/ fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Wydaje się, że przegięcie w drugą stronę jest nie do uniknięcia po latach wciskania ludzi, szczególnie kobiet, w jeden kanon piękna. Podskórnie wszystkie wiemy, jak nie mamy prawa wyglądać i co należy chować przed światem. Wydaje się, że siła nabywcza kobiet plus przekonanie, że można tymi kobietami zarządzać, sprawia, że łatwo jest im wmówić nienawiść do swojego ciała, a potem natychmiast zaproponować remedium. Ostatecznie mężczyznom nie sprzedaje się kremów antycellulitowych, pasów modelujących piwny brzuch, aby godnie prezentowali się na weselu lub świętach, tupecików czy farby, która ukryje siwiznę, bo jak powszechnie wiadomo, mężczyzna z siwizną jest ostentacyjnie zaniedbany. Nawet jeśli marketing zmierza w tę stronę, już czeka go odwilż. A kobiety są naprawdę wkurzone i zdaje się, że słusznie, bo głęboko zakorzeniony wstyd wobec własnego ciała nie wynika z kobiecej psychiki, ale w dużej mierze z połączenia patriarchatu, kapitalizmu i podejścia do ciała, jakiego nauczyła nas religia. Jeśli jednak i w was, podobnie jak we mnie, sprzeciw budzi wykorzystywanie sprawy ciała jako oręża w walce z systemem, może zastanawiacie się, czy jest inna droga?

Paulina Mikulska/ fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Odzyskać ciało

Być może wcale nie trzeba popadać ze skrajności w skrajność i zamieniać usilne dążenie do perfekcji na obligatoryjne kochanie swoich niedostatków. Być może ciało można po prostu zauważyć i zaakceptować, a social media i zmiana trendów mogą nam pomóc opatrzeć się z ciałami takimi, jakie one naprawdę są. Przecież ciałopozytywność to nie tylko walka o brak retuszu, to wcale nie plus size ani nieogolone owłosienie. Ciałopozytywność oznacza przyjęcie ciała z jego niedoskonałościami i akceptację, że takie, jakie jest, choć wcale nieidealne, jest po prostu dostatecznie dobre i nie trzeba go za wszelką cenę wpychać w konkretny kanon. Niezależnie, czy chodzi o prostowanie zębów, farbowanie włosów, depilację, medycynę estetyczną, stosowanie makijażu czy też jego brak, możemy dać sobie prawo do swobodnego bycia w swoim ciele, w taki sposób, jaki jest dla nas wygodny i na jaki się zgadzamy.

Maria Niklińska/ fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Ciałopozytywność to również nieocenianie ciał innych i niewymagalnie, by sprawiali nam przyjemność, dostosowując się do naszej estetyki. Możemy więc zaakceptować swoje piersi po wykarmieniu dwójki dzieci, ale też zaakceptować, że ktoś, kto ma problemy z cerą, może nie chcieć dusić skóry pod warstwą makijażu, a otyłe osoby nie muszą schudnąć, żeby radośnie wystawiać swoje ciało na działanie promieni słonecznych, i nie mamy prawa tego komentować. To daje nam również pole do pewnej ambiwalencji i powrotu do normalności rozumianej jako cykliczność. Ta sama osoba może chcieć się depilować i stroić latem, ale zimą, zamiast obsesyjnie skupiać się na powierzchownym dbaniu o zewnętrze, zapewnić sobie dodatkową porcję ruchu czy snu. Kiedy pomyślimy o dawnych sposobach na bycie zadbaną, do głowy może nam przyjść miejska łaźnia, sauna, morsowanie. To sposoby, żeby nawiązać pozytywną relację z własnym ciałem, gdzie naszym priorytetem mogą być przyjemność i wewnętrzny dobrostan.

Ale Camara/ fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Zamiast obsesyjnego zwalczania mankamentów. Dbanie o swoje zdrowie i wygląd, ale też odpuszczanie sobie, a przede wszystkim traktowanie ciała z łagodnością, z jaką podchodzimy do przyjaciela lub dziecka. Być może to jest ta nowa rewolucja — zamiast traktować swoją fizyczną powłokę przedmiotowo, można zadbać o cielesne hygge. Otulić ciało naturalnymi materiałami, dawać mu dobrej jakości pożywienie, pozwalać mu się zmieniać i starzeć, czerpać przyjemność z bycia w nim, zamiast wymagać, by spełniało nasze wyśrubowane normy. Między innymi o tym rozmawiam z Kamilą Raczyńską-Chomyn, edukatorką seksualną i trenerką mięśni dna miednicy, której działalność nosi nazwę – nomen omen – „Dobre Ciało”.

Kaś Biel / fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Kamila na co dzień uczy kobiety, jak czerpać radość z ciała i powrócić do pełnej sprawności przy problemach takich jak nietrzymanie moczu, bolesne stosunki czy problem z obniżeniem narządów rodnych, jednak to, co ma do powiedzenia w kontekście akceptacji swojej fizyczności, wydaje się idealnym manifestem ciałopozytywności: „Tak jak w psychologii mówimy o wystarczająco dobrej matce, tak wystarczająco dobre ciało to dla mnie ciało, które nie sprawia nam nadmiernych problemów, może nie jest idealne z wyglądu, ma jakieś wady, jakieś blizny, niesie ze sobą pewną historię, która jest w nim zapisana, ale ono jest dla nas dobre. W tym sensie, że jest funkcjonalne, nie serwuje nam bólu, zaburzeń czy chorób. Chciałabym też, żeby nie tylko na ciało patrzeć jako na dobre dla nas. Uczę kobiety, w jaki sposób mogą być dobre dla swojego ciała, żeby je wspomóc w tej funkcjonowaniu, po prostu w byciu, bo nie mówię wcale o rzeźbieniu tego ciała czy upiększaniu”.

Renata Świątecka / fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

I może właśnie takie podejście zostawiłoby nam dużo przestrzeni na zmysłową radość z życia i przyjemność bycia w sobie.

Justyna Kokoszenko

Magdalena Więcławska / fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Kamila Szczawińska / fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

Lara Gessler / fot. #BlackAndWhiteBeauty: Bastek Czernek

#BlackAndWhiteBeauty

Popularność, wykonywany zawód czy liczba followersów nie jest istotna dla samoakceptacji- uważa Bastek Czernek, fotograf i autor #BlackAndWhiteBeauty. W jego projekcie uczestniczy 100 kobiet, które wykonują różne zawody. Z pozoru wszytko je różni, od wieku po kanony urody. Celem kampanii było pokazanie wielowymiarowości kobiecego piękna takiego, jakie jest. Zdjęcia pozbawione są retuszu, powstawały bez udziału sztabu oświetleniowców, stylistów i wizażystów. W projekcie wzięło udział wiele kobiet z show biznesu, m.in. Barbara Kurdej-Szatan, Julia Kamińska, Joanna Moro, Lara Gessler, Kamila Szczawińska czy Maria Niklińska.

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach