Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Kobiety sukcesu – w czym tkwi ich sekret?

Kobiety sukcesu – w czym tkwi ich sekret?

Czy pomiędzy stwierdzeniami: „kobieta sukcesu” i „kobieta szczęśliwa” można zawsze postawić znak równości?

Mądre, pracowite i piękne. Takie są kobiety sukcesu / fot. Wikipedia

Silne, wierne sobie, odważne… Takie określenia pasowałyby jak ulał, gdyby poszukać wspólnego mianownika łączącego kobiety sukcesu, wyróżniane w medialnych rankingach ostatnich miesięcy. W czym tkwi sekret kobiet sukcesu w dzisiejszych czasach? Co jest miarą tego sukcesu i czy każda z nas może go osiągnąć? Czy pomiędzy stwierdzeniami: „kobieta sukcesu” i „kobieta szczęśliwa” można zawsze postawić znak równości? Przedstawiamy historie zaledwie kilku pań, które uczą nas jak być kobietą sukcesu w XXI wieku

Mądre, pracowite i piękne. Takie są kobiety sukcesu / fot. Wikipedia

Mądre, pracowite i piękne. Takie są kobiety sukcesu / fot. Wikipedia

Madonna – kobieta, która zawsze pozostawała wierna sobie

Kilka miesięcy temu niemal wszystkie światowe portale związane z muzyką i show-biznesem komentowały przejmujące wystąpienie Madonny podczas odbioru nagrody dla Kobiety Roku według Billboard.

Królowa popu podczas swojego przemówienia wspominała czasy, gdy mężczyźni-artyści mieli o wiele łatwiej w świecie show-biznesu niż artystki… Czasy, gdy „Prince biegał po scenie na obcasach, w kabaretkach, z pomadką na ustach i z tyłkiem na wierzchu” i uchodziło to za coś normalnego. Czasy, kiedy kobietom nie przysługiwało tyle samo wolności, bo od razu otrzymałyby etykietkę – mówiąc delikatnie – „kobiety kontrowersyjnej”, która zachowuje się nieprzyzwoicie. Jednak ona nie poddała się fali krytyki i ze swoich „kontrowersyjnych” zachowań czy ubiorów zrobiła coś, za co będzie zapamiętana przez kolejne pokolenia.

Madonna to kobieta, która przekuła opór i ataki innych w prawdziwą wewnętrzną siłę – zupełnie jak w słynnym powiedzonku: „gdy dają ci cytryny, zrób z nich lemoniadę”. W czym jeszcze tkwi jej sekret? Być może w poradzie, której udziela pod koniec przemówienia innym paniom: „Poszukajcie silnych kobiet, po to aby się z nimi zaprzyjaźnić, stanąć po ich stronie, uczyć się od nich, znajdować w nich inspirację, współpracować z nimi, wspierać je, dać się oświecić z ich pomocą”.

No dobrze, u kogo jeszcze – poza Madonną – warto poszukiwać wspomnianej inspiracji?

Dobra aktorka – znaczy wszechstronna?

Wcielała się w różne role – była Żelazną Damą, czyli Margaret Thatcher; odegrała również „śpiewająco-taneczną” rolę uroczej Donny w musicalu „Mamma Mia”; po mistrzowsku zagrała też stanowczą businesswoman w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. A przy tym jest to zaledwie mikroskopijny wycinek z jej bogatej kariery zawodowej. Wszechstronna, utalentowana, wierząca w siebie, niezależnie od wieku. Meryl Streep – jedna z najwybitniejszych aktorek naszych czasów.

Większość z nas kojarzy ją wyłącznie z ról podziwianych z kinowego fotela. Mało kto natomiast wie, że pod tymi „kinowymi maskami” kryje się niezłomna, silna kobieta, której sukces wcale nie przyszedł łatwo.

Początki pracy w branży filmowej nie były „usłane różami”. Meryl wielokrotnie musiała zmierzyć się z tym samym czarnym scenariuszem (i nie mowa o fikcji, lecz o prawdziwym życiu). Otóż, nie była dostatecznie ładna, by dostać role, o które się ubiegała. A to miała za krzywy nos, a to nie była wystarczająco pociągająca… Podobno na castingu do „King Konga” włoski reżyser De Laurentiis spojrzał na nią pod kątem urody i w jej obecności powiedział do swojego syna (sądząc, że Meryl i tak nie zrozumie zdania po włosku): „Ale brzydula! Po co ją tutaj przyprowadziłeś?”. Riposta Meryl była natychmiastowa, a reżyser usłyszał w swoim ojczystym języku komentarz mniej więcej takiej treści: „Przykro mi, ale na nic więcej nie może pan liczyć”. Oczywiście roli nie otrzymała, ale pozostała wierna sobie. Była wtedy bardzo młodą kobietą i pewnie nawet przez myśl jej nie przeszło, że czeka ją kilkanaście wybitnych ról i kilka Oscarów.

Dzięki talentowi i wierze w siebie jej kariera nabrała wreszcie rozpędu. Natomiast kolejny „wątek” związany z wyglądem pojawił się w okolicach czterdziestki. W świecie kina hollywoodzkiego panuje przeświadczenie, że gdy na twarzy aktorki pojawiają się zmarszczki i nie jest już tak „idealna jak kiedyś”, wówczas zaczyna brakować dla niej ról. Meryl przełamała i ten stereotyp, o czym świadczy chociażby główna rola w filmie „Boska Florence”, który ukazał się na ekranach kin w ubiegłym roku, kiedy Streep miała 67 lat. Można? Można.

Pierwsza Dama – nie tylko Stanów Zjednoczonych?

Określenie „dama” pasuje do niej jak ulał – i bynajmniej nie mamy na myśli wyłącznie nienagannych manier czy wyglądu. Wizerunek Michelle Obamy, poprzedniej Pierwszej Damy USA, kojarzy się z pewnością siebie, siłą i szczerością. Być może dlatego budzi ona takie zaufanie i jest traktowana – zwłaszcza przez kobiety – jako wzór do naśladowania. Nie bała się, na przykład, publicznie skrytykować Donalda Trumpa za jego stosunek do kobiet, przez co nie tylko udowodniła, że jest wierna temu, w co wierzy, ale również nawołuje do solidarności wszystkich pań na całym świecie.

Wiele mówiło się (i mówi nadal) o małżeństwie Michelle i Baracka. W sieci krąży nawet ciekawa anegdotka, która także pokazuje wiele na temat postawy i pewności siebie Michelle. Nie wiadomo, czy jest w stu procentach prawdziwa, czy może ktoś zwyczajnie ją wymyślił, celem wywołania „medialnej sensacji”. Niemniej jednak warto ją przytoczyć, bo pasuje tu jak ulał…

Pewnego razu Michelle i Barack wybrali się do restauracji na obiad. W pewnym momencie właściciel restauracji zapytał jednego z ochroniarzy pary, czy mógłby przez chwilę porozmawiać z Pierwszą Damą w cztery oczy. Po krótkiej, tajemniczej pogawędce, Michelle wróciła do stolika, przy którym czekał mąż. „Dlaczego on tak bardzo chciał z Tobą rozmawiać?” – Barack zadał oczywiste pytanie. Michelle odparła, że kiedy była nastolatką, ten mężczyzna był w niej zakochany do szaleństwa. Na co Obama odpowiedział: „Popatrz, czyli gdybyś wyszła za niego za mąż, byłabyś teraz żoną właściciela restauracji.” A Michelle z pewnością w głosie skorygowała założenie Baracka: „Nie kochanie, gdybym wtedy za niego wyszła, to dzisiaj on byłby prezydentem”.

Michelle wielokrotnie pokazała swoim zachowaniem, że nie będzie jedynie „dodatkiem” do sławnego męża i tym bardziej nie zamierza stać w jego cieniu. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w rankingach popularności w USA, gdzie dorównuje lub wręcz wyprzedza swojego męża. Nie tylko Amerykanki ją pokochały…

Na temat kobiet sukcesu naszych czasów można by mówić godzinami, a z pewnością i tak pominiemy wiele wybitnych pań, które inspirują inne do bardziej ciekawego, szczęśliwego życia, w zgodzie z własnymi wartościami. Być może same należycie do tego grona, lub znacie takie kobiety. Nie trzeba być bowiem sławną jak Madonna, Meryl czy Michelle. Wystarczy pozostać wierną sprawom i rzeczom, które są dla nas ważne i co dzień budzić się z takim właśnie nastawieniem. Bo miarą sukcesu nie są cyferki na koncie czy liczba zdjęć na pierwszych stronach gazet, lecz spełnione życie przeżyte po swojemu, niezależnie od tego co mówią inni.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach