Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Kobiety Piotra Skrzyneckiego: Damy z Piwnicy Pod Baranami

Kobiety Piotra Skrzyneckiego: Damy z Piwnicy Pod Baranami

Wspominamy Annę Szałapak

Aleksandra Ola Maurer / fot. Marcin Brzózka

To za jego – Piotra Skrzyneckiego – sprawą kobiety stawały się damami. Pod jego skrzydłami rozkwitały, a ich charakter i talent dojrzewał. Przyciągały wyjątkową urodą, sceniczną i życiową wrażliwością oraz erudycją. Inteligentne, interesujące, intrygujące, intrygantki. „Wszyscy się w niej kochali” – to zdanie pada w każdej rozmowie o każdej z bohaterek tego tekstu. One na pewno pokochały scenę Piwnicy Pod Baranami. Na niej wyśpiewały – często napisane specjalnie dla nich – piosenki, które definiują ich życie i karierę artystyczną. Na 60. urodziny Piwnicy Pod Baranami o kilku spośród wielu wyrazistych artystek Piwnicy opowiadają mężczyźni, artyści związani z tym miejscem

Ewa Demarczyk / fot. Tadeusz Płaszewski

Ewa Demarczyk / fot. Tadeusz Płaszewski

Ewa Demarczyk
Co przeminęło, to nie wraca;
Dębowy stół i nóż na tacy,
A w zamian chleba – jeż brzuchaty…
Nie mogli śpiewać mimo chęci
„Cyganka”, tekst: Osip Mandelsztam; tłumaczenie: Jerzy Pomianowski, muzyka: Andrzej Zarycki

Zygmunt Konieczny przyznaje, że to wszystko jego sprawka. Dowiedział się od przyjaciela, że w Cyruliku – kabarecie krakowskiej akademii medycznej – występuje dziewczyna o wyjątkowym głosie. Wybrali się więc z innymi z Piwnicy na koncert Cyrulika do Klubu Pod Jaszczurami. Gdy zobaczyli Ewę Demarczyk na scenie, Konieczny postanowił, że ona musi śpiewać jego piosenki. – W tamtym czasie szukałem kogoś, kto wykonywałby moje kompozycje ekspresyjnie i miał dobrą dykcję, a kogoś takiego w Piwnicy nie było – opowiada. – Ewa zachwyciła mnie tym, co zaprezentowała na scenie. Później nastąpiły tajne negocjacje, bo przecież nie wypada podkradać artystki innej grupie kabaretowej. Ona propozycji wysłuchała, powiedziała, że porozmawia z kolegami z Cyrulika i Pod Barany przyszła po tygodniu, nikogo o niczym nie informując. – Pisałem piosenki dla niej, dawałem jej utwory, które śpiewały wcześniej inne dziewczyny; tłumaczyłem, że ona chce spróbować je zaśpiewać, bo chciałem, żeby to właśnie Ewa je wykonywała – wyznaje kompozytor. – I one już zostawały z nią, „Czarne anioły”, „Grande Valse Brillante”, „Karuzela z madonnami” stawały się stałym elementem jej repertuaru. Wiele intryg uknułem, by śpiewała moje kompozycje – przyznaje.
Sukces na festiwalu w Opolu w 1969 roku, gdzie pokonała największe sławy polskiej estrady, ugruntował jej pozycję i zaostrzył ambicję. Mocna osobowość ujawniała się także w artystycznym działaniu na scenie; robiła na widzach wrażenie od pierwszej chwili, gdy się pojawiła, zanim jeszcze otworzyła usta do śpiewu. Przed publicznością była taka, jak w życiu: efektowna jako kobieta, bardzo wrażliwa, otwarta, autentyczna. Zchwycała w Krakowie, Opolu, Sopocie, paryskiej Olimpii. Jan Kanty Pawluśkiewicz zalicza ją, razem z Krystyną Zachwatowicz, do heroin Piwnicy Pod Baranami. – Czarny anioł polskiej piosenki, zachowałem ją w mojej pamięci najmocniej – wyznaje.

Piotr Skrzynecki i Janina Garycka (1993 rok) / fot. Zbigniew Łagocki

Piotr Skrzynecki i Janina Garycka (1993 rok) / fot. Zbigniew Łagocki

źródło:YouTube/Madeleine

 

Janina Garycka
Mroźny wiatr od Wisły wyziębiał komnaty
W czasie ostrych zim, w czasie ostrych zim.
Palono kłodami i nosem węgla
Utykano ściany, ściany zamku mchem.
Zmarznięte nogi wpuszczano w aksamitny worek
Podszyty wilczymi ogonami.
Zmarznięte nogi wpuszczano w aksamitny worek
Podszyty wilczymi ogonami.
A jeszcze nakolanka ze skórek króliczych
Kaftany na brzuszkach sobolich, zarękawki lisie
W czasie ostrych zim, w czasie ostrych zim.
„Mroźny wiatr od Wisły wyziębiał komnaty” (z Silvi ludia czyli Niedole życia Wazów),
wyk.: Zespół Piwnicy pod Baranami, muzyka: Grzegorz Turnau, słowa: Janina Garycka

– To był filar Piwnicy, punkt odniesienia – stwierdza Sebastian Kudas. – Do niej szło się po pomoc i radę; oczytana, niesamowicie inteligentna. Była malarką, scenografką i polonistką. Skromnie pełniąca funkcję kierownika literackiego Piwnicy, rzeczywiście była „Skrzyneckim w spódnicy”, jak powiedział o niej kiedyś Jan Nowicki. – Piotr Skrzynecki był ironiczny i złośliwy, nie był dobrotliwym staruszkiem z kapeluszem pełnym gwiazd – zaznacza Kudas. – Drapieżna też była Janina; nadzianie się na jej złośliwość nie było przyjemne. Była niewyczerpanym źródłem tekstów – własnych i z twórczości innych, które dostarczała piwniczym artystom, a ci dawali im drugie życie – na scenie. Noce kabaretowe kończyły się w jej mieszkaniu na pl. Na Groblach 12, gdzie przez wiele lat mieszkał Piotr Skrzynecki. Blisko Wawelu, Wisły, praktycznie w centrum miasta – było właściwie drugą Piwnicą, tylko dla wtajemniczonych; „enklawą tajemną”, jak powiedział Piotr Skrzynecki. – To był nocny salon Krakowa. Do tego mieszkania, przez okno, wchodzili nobliści, znani i poważani ludzie nauki i sztuki oraz różni tak zwani wariaci. Janina ich wszystkich przyjmowała u siebie, a oni czuli się tam dobrze. Mimo że zupy, które gotowała, były niesmaczne. Tak głosiła pewna plotka, poparta tekstem pieśni pod wszystko mówiącym tytułem „Zupy Janiny”, do której muzykę stworzyli mistrzowie – Andrzej Zarycki, Stanisław Radwan, Grzegorz Turnau i Zygmunt Konieczny. Wiele powstało piosenek o Groblach i tamtych przyjęciach, śpiewane są do dzisiaj.
– Życie Janiny to zanurzenie w tekstach, w języku – mówi Tadeusz Kwinta – wiele tekstów, które właśnie ona dała artystom, stało się kultowymi dla Piwnicy.

Aleksandra Ola Maurer / fot. Marcin Brzózka

Aleksandra Ola Maurer / fot. Marcin Brzózka

źródło:YouTube/Wojciech Gutkowski

 

Aleksandra Ola Maurer
Obłędny szewczyk kuternoga
Szyje wpatrzony w zmór odmętny
Buty na miarę stopy Boga
Co mu na imię Nieobjęty

Błogosławiony trud
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki But
Wśród takiej srebrnej nocy
„Szewczyk”, tekst: Bolesław Leśmian, muzyka: Jurek Wysocki

Dawno, dawno temu po Krakowie chadzał Piotr Skrzynecki i mawiał, że wszystkie panny w Starym Sączu mówią po francusku. To jedna z wielu powtarzanych ze śmiechem miejskich legend związanych z Piwnicą. Ta historia powstała za sprawą Aleksandry Oli Maurer, a właściwie Zygmunta Koniecznego. – Wypatrzył Olę na jakimś przyjęciu i przyprowadził do Piwnicy – opowiada Sebastian Kudas. – A ona była studentką romanistyki, więc często podczas piwnicznych występów śpiewała po francusku. Stąd się wzięła opowieść o Piotrze i sądeczankach. – Obserwowanie Oli na scenie to prawdziwa przyjemność – przyznaje Maciej Półtorak – jest wcieleniem subtelności i eleganckiej egzaltacji, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jakby powiedział Piotr Skrzynecki: liryczny głos. – I liryczna osobowość – dodaje Kudas. – Przy tym Ola bardzo mocno stąpa po ziemi, jest dobrze zorganizowana, prowadzi własną firmę. – Ma również ogromną wiedzę historyczną. Zaskoczyła mnie kiedyś tym, że potrafi jak z rękawa sypać faktami, datami – dodaje Maciej Półtorak – wie wszystko o historii i tradycji okolic swego rodzinnego Starego Sącza i nie tylko. Fantastyczne są te jej opowieści. To kobieta o wszechstronnych zainteresowaniach i talentach, jak wiele z dam Piwnicy Pod Baranami.

Anna Szałapak / fot. archiwum prywatne

Anna Szałapak / fot. archiwum prywatne

źródło:YouTube/annaupload

 

Anna Szałapak
Oczy tej małej, jak dwa błękity
Myśli tej małej, białe zeszyty
A On był dla niej jak młody Bóg
Żebyż on jeszcze kochać mógł…

Pociągi odchodzą i statki
Ona nie wróci do matki
Kto by uwierzył w całym Makowie
Że dla niej światem był jeden człowiek
„Białe zeszyty”, słowa: Agnieszka Osiecka, muzyka: Zygmunt Konieczny

Tańczyła w zespole Słowianki. – To był dla młodych ludzi świetny sposób, żeby się wyrwać z szarej komunistycznej rzeczywistości. Słowianki jeździły na koncerty po całym świecie. – mówi Michał Półtorak. – Czasami brała gitarę i śpiewała z koleżankami z zespołu. I przez to śpiewanie pojawiła się w Piwnicy. Zagraliśmy razem wiele świetnych koncertów. Z Anią, Agnieszką Osiecką i Zygmuntem Koniecznym pracowaliśmy razem m.in. przy kolędach Preisnera – wspomina. Przypomina też, że Anna Szałapak jest specjalistką od szopek krakowskich, zasiada nawet w konkursowym jury. – I ma pewien talent bardzo przydatny ludziom estrady: zawsze potrafi się odpowiednio ustawić do zdjęcia – śmieje się Półtorak.

Kika Szaszkiewiczowa / fot. archiwum rodzinne

Kika Szaszkiewiczowa / fot. archiwum rodzinne

źródło:YouTube/Bartego

 

Irena Kika Szaszkiewiczowa
Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie co ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
„Dezyderata”, słowa: Max Ehrmann, muzyka: P. Walewski

Pierwszą polską autostopowiczką była wyrzucona z dworu na Kresach szlachcianka, która samotnie wychowywała dwóch synów i pracowała jako pielęgniarka. – Mimo społecznej degradacji nie traciła poczucia humoru – podkreśla Tadeusz Kwinta. Wszyscy panowie, wspominając Kikę, uśmiechają się promiennie. Kika, zwana Grubą, była gwiazdą, muzą Piwnicy. Nie miała talentu aktorskiego ani muzycznego, ale była uwielbiana przez wszystkich. Mimo trudności, jakich przysparzało jej życie, potrafiła bawić się i śmiać z siebie i problemów. – Legendę Kiki Szaszkiewiczowej stworzył „Przekrój” – wyjaśnia Sebastian Kudas. – Zaczęło się od komiksu o jej życiu, a później była seria artykułów, np. z jej 24-godzinnego pobytu w więzieniu. To był pomysł Mariana Eilego i „Przekroju”, żeby zorganizować wsparcie dla Kiki – samotnej matki, która z dwoma synami autostopem jedzie z Krakowa nad morze na wakacje. Przez cały czas podróży na łamach magazynu pojawiały się relacje z postępów i apele o zabieranie autostopowiczki ze sobą. W Piwnicy nie trzeba grać, pisać, śpiewać, rysować, malować, żeby nosić miano „artysty” – mówi Kudas – artysta to tutaj także osoba, która inspiruje, napędza tę machinę.
Kimś takim była Kika. Na jej pogrzebie, zgodnie z życzeniem zmarłej, przyjaciele z Piwnicy grali jazz, za co podziękowała rodzina Kiki w ostatnim wpisie na jej blogu. Bo Kika była najstarszą polską blogerką. Blog, który założyła w wieku 96 lat, nazwała: Kika. Moje pierwsze sto lat, www.szaszkiewiczowa.pl.

Ewa Wnuk / fot. Anna Maria Staszczak

Ewa Wnuk / fot. Anna Maria Staszczak

źródło:YouTube/Tedy Cracov

 

Ewa Wnuk
To erotycznie brzmiące R
Straszliwy postrach męskich sfer
Prawdziwy postrach męskich sfer
To perwersyjne R
To erotycznie brzmiące R
Prawdziwy postrach męskich sfer
Straceńców pcha na żądzy żer
To perwersyjne R
„Erotyczne R”, tekst: Leszek Wójtowicz, muzyka: Grzegorz Turnau

Zygmunt Konieczny mówi o niej „śmieszna wariatka”. Podkreśla jej muzykalność, zachwyca się śpiewem. – Jest jedną z najdłużej występujących w Piwnicy artystek i – choć może by się pogniewała za te słowa – żywą legendą tego miejsca – mówi. Michał Półtorak zaznacza, że chociaż rzadko pojawia się na pierwszym planie, Wnukowa jest świetną artystką i ma potężny dorobek sceniczny. – Jej znakiem rozpoznawczym, uważanym przez niektórych za wadę wymowy, jest wymowa głoski „r” – mówi Półtorak. – To dlatego powstała piosenka „Erotyczne R”; Janina Garycka wymyśliła, że przekuje ten problem Ewy w jej atut, i namówiła Leszka Wójtowicza do napisania utworu.
Jest odważna, lubi i potrafi bawić się swoim wizerunkiem. W przeciwieństwie do innych artystek piwnicy zawsze podczas występu była przebrana, miała na sobie kostium. Jej obecność na scenie nie mogła zostać niezauważona – kiedy np. wykonywała piosenkę „Tarantula” do słów Witkacego, miała na głowie kapelusz przyozdobiony dużą ilością tiulu, który zamieniał się w gołe damskie pośladki, a „Erotyczne R” wykonywała zaopatrzona w rogi z wplecionymi żarówkami. – Jej starannie przygotowane występy zawsze budzą emocje, jest niesamowicie oryginalną artystką – mówi Zygmunt Konieczny.

źródło: YouTube/Andrzej Warchalowski

 

Halina Wyrodek
Zabij ten lęk
On się mży jak ćma w noc ciemną
On patrzy i rodzi to
Czego już maską nie pojmiesz
Zabij ten lęk
Co się czai przez twe włosy
I sięga
Sięga po to
Po to co jest poza miejscem
Co jest zaprzeczeniem niczego
„Zabij ten lęk”, tekst: Stanisław I. Witkiewicz, muzyka: Jan Kanty Pawluśkiewicz

– Najbardziej ze wszystkich brakuje mi Haliny – wyznaje Michał Półtorak. I nazywa ją „wybitną”, „wiekopomną”, „świetną aktorką”, „wrażliwą, ale o mocnym charakterze”. – W jednej chwili ostrym słowem potrafiła obrazić, zganić, a za chwilę przytulała i pocieszała – wspomina – i była niezwykle wiarygodna na scenie; każdy jej występ był poruszający, wartościowy, jak wykonanie utworu „Zabij ten lęk” w spektaklu „Szalona Lokomotywa”, w którym występowała z Markiem Grechutą. – Wszystkie kobiety Piwnicy Pod Baranami to damy, femmes fatales, ale równocześnie w jednym małym palcu mają Księcia Machiavellego i Sztukę wojny Sun Zi; są wybitnymi intrygantkami – decyduje się na śmiałe stwierdzenie Sebastian Kudas. – Wyjątkiem była Halina Wyrodek, która, kiedy dochodziło do nieprzyjemnych konfrontacji, nie bawiła się w subtelności – dodaje.
– Nie komplikowała spraw intrygami – zgadza się Maciej Półtorak. – Rozwiązywała sprawy jak Aleksander Wielki węzeł gordyjski – jednym ciosem, słownym zazwyczaj; była po prostu bezpośrednia. Do legendy przeszły przyjacielskie, choć trudne relacje Haliny z koleżankami z Piwnicy. – Miała wielu przyjaciół, a na pewno nie miała wrogów. Pomimo twardego charakteru była też dobrą osobą, ciepłą, potrzebującą bliskości – zaznacza Kudas.
– Słuchałem wywiadu radiowego, przygotowanego przy okazji jakichś plenerowych występów Piwnicy – opowiada Maciej Półtorak. – Brały w nim udział Tamara Kalinowska, Anna Szałapak, Ewa Wnukowa… i nagle pojawia się Halina, co słychać, zanim ona wypowie pierwsze słowo; koleżanki się rozpierzchły, a Halina zaczęła mówić w swoim stylu, niczym chmura… burzowa.
– To jedna z najwspanialszych artystek Piwnicy – stanowczo stwierdza Sebastian Kudas. – Powalała widzów swoją ekspresją. Kiedy śpiewała „Ta nasza młodość”, wszyscy płakali.

Krystyna Zachwatowicz / fot. Tadeusz Płaszewski

Krystyna Zachwatowicz / fot. Tadeusz Płaszewski

źródło:YouTube/bess78

Krystyna Zachwatowicz
To taka głupia to ja już nie jestem
Może głupia ale taka to już nie
I skoro raz już tu jestem
I skoro nie jest mi źle z tem
To już trudno
To niech tknie
„To taka głupia to ja już nie jestem”, tekst: Krystyna Zachwatowicz, muzyka: Zygmunt Konieczny

Jan Kanty Pawluśkiewicz wymienia ją jako pierwszą z dwóch, obok Ewy Demarczyk, heroin Piwnicy. Fascynująca umysłowość, niezwykła uroda i talent – to one zachwycały w niej najbardziej. – Zwracała uwagę zdecydowanym scenicznym wizerunkiem i tym, że utwory wykonywała w sposób kompletnie niekonwencjonalny, ale przez to fascynujący – stwierdza kompozytor. Podkreśla również jej niezwykły talent w dziedzinie tworzenia scenografii. A Tadeusz Kwinta nazywa ją samorodkiem i diamentem. – Krystyna należała do grupy „plastycznych” – nie przyszła do Piwnicy śpiewać, jest przecież po szkole plastycznej. A stanęła na scenie i zachwyciła nas – wyznaje.
– Jest jak mały czołg, potrafi zrealizować każde zadanie, jeśli się na coś uprze. I ma ku temu zdolności; jest wybitną, mocną osobowością – dodaje Sebastian Kudas – w latach 60. i 70. była światowej sławy scenografem, od Paryża po Buenos Aires wszyscy chcieli z nią pracować. Osiągnęła to własną pracą, talentem i siłą charakteru. Właśnie w Piwnicy Pod Baranami podczas któregoś z kabaretów poznała Andrzeja Wajdę. Są jednym z wielu „piwnicznych” małżeństw.

Dziękujemy pani Barbarze Płaszewskiej za udostępnienie „Miastu Kobiet” fotografii Ewy Demarczyk i Krystyny Zachwatowicz – Wajdy, pochodzących z prywatnego archiwum Tadeusza Płaszewskiego (1942-2010), krakowskiego artysty fotografika, który w czasie studiów na Politechnice Krakowskiej fotografował studentki i studentów z różnych uczelni. Byli to m.in. Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Jan Kanty Pawluśkiewicz i wielu innych, którzy okazali się później być znaczącymi krakowskimi artystami. Ich portrety prezentowane były na przekrojowej wystawie „Przychodzimy – odchodzimy” w galerii Grodzka w 1997 r. Zdjęcia Ewy Demarczyk wykonane zostały w czasie sesji w marcu 1966 r. i nigdy dotąd żadne z nich nie było publikowane. Z okazji 75. urodzin Ewy Demarczyk /16.01/ i jubileuszu 60-lecia Piwnicy Pod Baranami żona fotografa Barbara Płaszewska zorganizowała ich wystawę – łącznie z innymi zdjęciami „piwnicznymi” z lat 60. i 70. – pt. „Kadr za kadrem – Ewa Demarczyk w obiektywie Tadeusza Płaszewskiego” (grudzień 2015- luty 2016). Zdjęcie Krystyny Zachwatowicz-Wajdy, też z lat 60. lub 70., zostało wykonane prawdopodobnie podczas któregoś z balów piwnicznych przed budynkiem Piwnicy Pod Baranami.
Teksty piosenek pochodzą ze strony www.piwnicapodbaranami.pl oraz z archiwum Piwnicy. Autorka dziękuje wszystkim panom, którzy poświęcili swój czas na rozmowy z nią: Zygmuntowi Koniecznemu, Sebastanowi Kudasowi, Tadeuszowi Kwincie, Janowi Kantemu Pawluśkiewiczowi, Michałowi Półtorakowi oraz Maciejowi Półtorakowi.

Paulina Bandura

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach