Saturday, November 28, 2020
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobiety Krakowa: Eliza Luty

Kobiety Krakowa: Eliza Luty

Zaprojektuj swoje życie ; )

Wszyscy lubimy tworzyć. Niektórzy dosłownie, podczas gdy inni te uśpione talenty realizują na innych płaszczyznach: rodziny, wizerunku, swojego świata. Eliza Luty postawiła na jedną kartę: została artystką i całkiem nieźle jej to wychodzi. Czemu? Bo potrafi w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek. Jej świat jest wszędzie, na niejednej ulicy, w kawiarni. Projektuje małymi krokami swoją przestrzeń. Została Kobietą Krakowa, czy planuje całkowity jego podbój? Niech i Was zainspiruje!

eliza luty, grafika, wizual, projekt, sesja biznes

Eliza Luty w obiektywie Barbary Bogackiej

Kim jesteś i czym się zajmujesz zawodowo? Opisz swój biznes.

Jestem grafikiem projektantem, ilustratorem, operatorem DTP, projektantem www i jak trzeba to koderem. Lista wystarczająco długa.

Skąd pomysł na biznes?

Z dzieciństwa. Za co bym się nie wzięła to i tak kończyło się na rysowaniu, lub z rysowania się zaczynało.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Droga była trochę zakręcona, bo wcale nie chciałam żyć z pracy twórczej. Chciałam być biologiem lub lekarzem. Potem wkręciło mnie dziennikarstwo, ale na krótko, bo okazało się, że robienie gazety jest fajniejsze niż jej pisanie. I mogłam też robić ilustracje do gazet, więc ostatecznie porzuciłam wszelkie próby robienia czegokolwiek, co nie ma związku z projektowaniem graficznym.

Czy praca to też Twoja pasja?

Tak.

Co uznajesz za swój największy sukces (zawodowy i nie tylko)?

To, że jeszcze tego nie rzuciłam i nie wyjechałam na odludzie.

Kto Cię inspiruje?

Pisarze ikon, modernizm, surrealizm, niektórzy abstrakcjoniści, natura. Mam też wiele okresowych fascynacji, ale one zmieniają się razem ze mną i długo by tu ich wszystkich wyliczać.

Wydarzenia, które cię zmieniły.

Nie wiem czy coś mnie zmieniło. Z pewnością ludzie wpływają na zmianę moich poglądów, ale natura człowieka pozostaje ta sama.

Jakie są twoje supermoce (albo w czym uważasz, że jesteś po prostu dobra)?

Łatwość uczenia się, ciągłe szukanie nowych dróg do osiągnięcia określonych celów projektowych. Jestem dobra w rysunku piórkiem i mam oko do czcionki.

Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Więcej używać technik tradycyjnych, mniej komputerowych. Marzy mi się ikonopisarstwo. Ciągle doszkalam się z zakresu typografii.

Ulubione miejsca w Krakowie (np. do jedzenia/ spotkań/ na spacer)?

Podgórze i Zabłocie. Ciągle nieodkryte, jeszcze nie zadeptane, jeszcze surowe i pachnące pleśnią starych murów. Niezmiennie lubię lasek Wolski i okolice Ojcowa. Szukam miejsc, gdzie nie ma ludzi. Uwielbiam dobrą kuchnię i tu pozwolę sobie na długą wyliczankę. Na ploty przy whiskey do Antycafe, na prawdziwą pizzę neapolitańską do Pieca na Zabłociu, na krwistego steka do Ed Reda, na wino na Lipową 6, gdzie nie ma już ani jednej lipy, za to piękna pachnąca róża przy ogródku, na ryby do Konfitury na Ruczaju, na sernik do Meho Cafe, na Crème brûlée do Zakładki, na sałatę z kaczką do Petite France, na piwo do Ursa Maior, a na lasagne i tartę cytrynową do mnie. Pominęłam kawę… bo to bardzo długi temat.

bogacka, zdjęcia, make up, projektant

Eliza Luty w obiektywie Barbary Bogackiej

Co daje Ci daje energię, radość, chęć życia?

Nie mam zielonego pojęcia!

Jakie Twoje cechy pomagają Ci w biznesie i życiu, a jakie Ci je utrudniają?

Nieustający optymizm ułatwia relację z ludźmi i wykonywanie wszelkich prac, sprawia że się chce, stwarza poczucie, że się uda, że warto, że rach-ciach i gotowe. Ale! Optymizm niezmiernie utrudnia relacje z ludźmi, wpływa na opóźnienia, generuje liczne problemy. Perfekcjonizm sprawia że idziesz spać nad ranem w poczuciu dobrze wykonanego zadania, ale ten sam perfekcjonizm uniemożliwia ci pójście spać gdy nie jest idealnie. Wciąż się uczę olewać obie te cechy, coraz więcej odmawiam, coraz mniej odkładam, aż będzie doskonałe. Coraz więcej kończę z tego co zaczynam, ale jeszcze daleko mi do równowagi.

Masz jakieś swoje triki/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

O tak, mam dwie zasady, bez których nie było by mnie nie tylko wśród pracujących, ale wśród żywych istot.
Zasada pierwsza – niedziela jest święta. Żeby nie wiem co się działo, nie pracuję w niedzielę, nie umawiam się na spotkania „pracowe”, nie odpalam maila, a często nawet komputera nie widzę na oczy. Niedziela jest użyta do odespania, do nic nierobienia, do gotowania i spędzania czasu w towarzystwie ludzi, z którymi czuje się dobrze. Niedziela jest dla mnie.
Zasada druga – samotność. Od kilku lat uprawiam regularnie samotność. Pakuję plecak i idę w las, w góry, gdzieś gdzie nie ma ludzi, lub są tylko przechodnie. A jak nie mogę sobie pozwolić na kilkudniowy wypad, to wystarczy mi długi bieg, spacer po mieście bez telefonu i bez celu, kawa na barce, cisza bazyliki… Bycie samemu przez kilka godzin, regularnie kilka razy w tygodniu pozwala człowiekowi patrzeć przez siebie. Brak słów pozwala usłyszeć, co mamy sobie do powiedzenia.

Takie praktyki powodują, że dajesz radę, że wiesz gdzie i po co idziesz, gdy życie od ciebie tego wymaga. Nie mam potrzeby brania urlopów, nie mam potrzeby uciekania od rzeczywistości, w której żyję. Dzięki tym 2 zasadom, nigdy nie przeżyłam wypalenia zawodowego, ciągle mi się chce i wiem, że sobie poradzę. Bo jak sobie radzisz na trasie, sama w lesie, gdy zdobędziesz parę szczytów, gdy zaliczysz parę tras biegowych, gdy wyjdziesz ze strefy komfortu i przetrwasz, to co Ci grozi?

Czy wierzysz w to, co robisz? Dlaczego?

Dzielę pracę na pracę zarobkową i pracę dla przyjemności i satysfakcji. I tu i tu zajmuję się tym samym, ale cele zadań są inne. Czasami nie wierzę w to, co robię za pieniądze, wierzę, że ktoś potrzebuje takiego a nie innego projektu i używa go w swoich celach. Wierzę w ekonomię pracy. Projekt który żyje 1 dzień, nie może być opracowywany tygodniami. Wtedy zawsze zachowuję poprawność estetyczną, ale nie zawsze „efekt łał”. Czasami praca zarobkowa też daje mi ogromną satysfakcję, gdy widzę jak inni cieszą się moimi projektami, gdy chcą mieć coś, co wykonałam. Gdy osiągam „efekt łał”. Ale największą satysfakcję daje mi to, za co nie biorę kasy, co powstaje dla samego powstania, dla cieszenia oka, o funkcji wyłącznie ozdobnej.

Jak większość projektantów, chciałabym, żeby świat był ładny. Ładne szyldy na ulicach, piękne wnętrza, piękna architektura, dopracowany wygląd, chciałabym, aby otaczał mnie wysmakowany minimalizm i od czasu wybuch ornamentu. A jeśli nie, to chociaż poprawna typografia i dobrze dobrane barwy. Tymczasem światy wytwarzane przez człowieka wcale nie są ładne, czasami wręcz bolą. I dlatego, odmawiam gdy uznaję, że projekt nie spełnia swojej funkcji. Uważam, że każdy, kto coś wytwarza bierze odpowiedzialność za rzeczywistość w jakiej żyjemy. Trzeba zdobyć wiedzę i doświadczenie, by wierzyć w to, co się robi. Wierzyć w moim przypadku, oznacza wiedzieć jak i po co. Wierzyć, że produkuję ładny, poprawny świat, który spełnia swoją funkcję estetyczną i informacyjną. Do tej wiary potrzeba wiele lat pracy.
Kiedyś usłyszałam takie zdanie (chyba Starowiejskiego) – „Jesteśmy tylko epizodem w życiu rzeczy. Cieszą mnie te rzeczy, które po mnie zostaną i w te rzeczy wierzę.”

Co pomogło ci rozwinąć biznes? Co dodawało otuchy i było motywacją?

Nie rozwinęłam biznesu, rozwinęłam umiejętności, co zagwarantowało mi dochód. Czasami wydaje mi się, że myślenie o biznesie i pieniądzach blokuje rozwój. Gdy za szybko zaczynamy mieć, to przestajemy się rozwijać i dbamy o to, by utrzymać to, co już mamy. Biznes nigdy nie był moim celem. Moim celem była i jest satysfakcja i perfekcja. I jeszcze daleka droga przede mną.

Najtrudniejsza decyzja biznesowa?

Zrezygnowanie z pracy w agencji reklamowej na rzecz freelanserstwa.

Ciemne strony biznesu?

Nie wiem jakie są ciemne strony biznesu, ale spokojnie mogę opowiedzieć o tym jakie są ciemne strony fascynacji pracą i wyborem pracy, która nas pochłania. Dla mnie najciemniejszą stroną była niemożliwość spełnienia się w roli żony, niemożliwość inwestowania czasu w związki, ciągłe odstawianie spraw prywatnych na bok.

Jako Miasto Kobiet realizujemy wiele projektów, mających za zadanie aktywizować kobiety i dawać im siłę do działania. Które z nich spodobały Ci się najbardziej i czego, jako kobieta sukcesu, mogłabyś nauczyć nas i nasze czytelniczki?

Genialne są wasze spotkania Klubu Miasta Kobiet. Lekka forma i knajpiana atmosfera sprawiają, że oprócz zdobywania wiedzy mamy odskocznię od pracy. Takie dwa w jednym. Możliwość spotykania i słuchania mądrych ludzi jest bardzo cenna. Najwięcej uczymy się z doświadczeń i nie zawsze muszą to być nasze własne doświadczenia. Czasami wystarczy uważnie słuchać innych, by samemu uniknąć pułapek.
Gdybym miała kogoś uczyć nie o typografii czy kolorach, to uczyłabym dokonywania wyborów. Za każdym razem, gdy angażuję się na pół, mam tylko pół sukcesu albo wcale. Gdy wchodzę w coś na 100%, angażując wszystkie swoje zasoby w projekt, inicjatywę, współpracę, to zawsze osiągam zamierzony cel. Oczywiście wybierając jedno, musimy odpuścić inne. Cena jest zawsze, ale patrząc z perspektywy czasu, wolę ponieść wyższe koszty i mieć więcej satysfakcji niż skubnąć i tu i tu ale stracić i tu i tu. Coś w tym jest, że by wygrać trzeba postawić wszystko : D
Nauka odpuszczania, jest ściśle związana z wygrywaniem. Wypalenie i problemy psychiczne wielu osób dzisiaj są związane z próbą bycia perfekcyjnym we wszystkim. Perfekcyjna żona, doskonała matka i przodowniczka pracy, innowatorka, a do tego ciekawe hobby, maratony i zwiedzanie świata. Heloł? Ile da się tak ciągnąć? Wybierajcie. Posłuchajcie, co wam w duszy gra i wybierzcie coś. Kilkanaście lat temu doradziłabym wam to samo, ale wtedy jeszcze myślałam, że w razie czego, jak źle wybierzemy, to zawsze możemy zmienić i wybrać coś innego. Dzisiaj wiem, że wybory są cholernie obciążające i jeśli się pomylicie, to za 10 lat nie będzie się dało tego zmienić. Co zostanie zapłacone, nie wróci. Zatem powinien was więc cieszyć plon jaki zbieracie z tego wyboru. Nawet jeśli to plon z pomyłki, niech będzie satysfakcjonujący. Jeśli za 10 lat popatrzycie sobie w twarz, to dobrze by było usłyszeć – okej, TEGO nie mam, ale za to mam TO i sprawia mi to ogromną radość, tak ogromną, że nie żal mi tego, czego nie mam.

make up, sesja, styl, mk, kobiety krakowa

Eliza Luty w obiektywie Barbary Bogackiej

Gdzie Cię znajdziemy? Podziel się z nami swoim adresem strony internetowej, bloga, kanałów społecznościowych lub tym stacjonarnym.

A kiedy ja mam sobie to portfolio uzupełnić? Zapraszam do księgarni, tam jest sporo moich okładek i książek. Zapraszam na spacer po Krakowie, też się parę logotypów znajdzie, kiedyś czytaliście z moich kart menu w wielu krakowskich restauracjach, dalej możecie obejrzeć moje laserunki na ścianach w hostelach i restauracjach… Zdjęcia produkcyjne znajdziecie na moim profilu facebook.pl/nomadello i na Instagramie: instagram.com/pixelle.pl
Można zawsze do mnie wysłać maila na: projekty@pixelle.pl, czasami odpowiem dopiero po tygodniu, ale… odpowiem.

______________________________________

Projekt #KobietyKrakowa

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Napisz patrycjapuszczewicz@miastokobiet.pl

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż, fryzury: Szkoła Wizażu i Stylizacji Artystyczna Alternatywa

Wnętrza sesji zdjęciowych: Metaforma Cafe 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach